Dzieci bez Pasterza.
Rozproszone.
Zlęknione.
Agresywne.
Dobre.
Smutne.
Zagubione.
Panikujące.
Kochane...
Można by wymieniać jeszcze wiele cech. Jeśli "pasterz" okaże swą słabosć lub się wyczerpie, Dzieci znów pozostaną w punkcie wyjścia. asterze nie mają prawa się wyczerpywać. To jedno jest pewne.
Kontempluję i kontepluję nad tą młodzieżą... Oni NIE są jeszcze "zatopieni". TRAFIENI tak, ale niezatopieni...jeszcze. Problem w tym, że większość nie zdaje sobie sprawy, że jest "trafiona" więc się topi dalej nie chcąc pomocy, a część coś podskórnie odczuwa i wręcz prosi się o "pomoc" w dalszym "zatapianiu". Hmmmm ciężka sprawa. Dobrze, że jednak pozwalają o tym rozmawiać, że nie są zamknięci, nawet jak mają system wyparcia swojego "trafienia"...są jeszcze żyzną glebą i dadzą się "urobić" na wrażliwych ludzi, gdyby im poświęcić ODPOWIEDNIO wystarczająco dużo czasu i energii i mieć "patent" jak z nimi gadać....oczywiście indywidualnie a nie jak do masy. Dobre to Dzieci tylko im dalej brniemy w "erę narcystycznego bohatera" tym bardziej zdają się być zdezorientowane i czasami bronią się przed własnym bólem jakąś ofensywą. Ciężko ach ciężko a jednak warto ach warto;-) Są też ci, którzy po trafieniu od razu skoczyli w zatopienie, najwyraźniej źle pojmując "rolę Ofelii" w czasach dzisiejszych... Dziwny jest teeeeeen świaaaaat...ojj i to jak baaardzo.
Ojojo
Źle wybrałam. To nie jest moje "powołanie" nr 1...ale cóż. Skoro życie to "sztuka wyborów" to również tych złych, tylko gdyby ktoś wiedział, że upadnie, to by nie wstawał...:-/ Nie jest tragicznie, ale mam swoje inne "lepsze" lub bliższe mojej "bajki" zainteresowania, czyli to, co mi w główce piszczy...
Hmmmmm na pewno bez zajęć Filozofii UMARŁABYM tu z nudów i rozpaczy nad złym, złym i jeszcze raz złym wyborem. Dobrnę (o ile dobrnę:-) do końca tylko tak, dla determinacji samej w sobie i wyrabiania konsekwencji podejmowanych wyborów.
Filozofio Filozofio dzięki ach dzięki, że tu jesteś. Pomijając fakt, że pan nadaje jak radio, do którego raczej nie można się odezwać a nawet jeśli, to i tak nie usłyszy, prowadzi długie monologi, które - gdyby nie tematyka - wprowadziłyby mnie w zimową hibernację na dobre:-). Filozofia mnie tu serio ratuje. Boże, co za KOMPLETNY brak zainteresowania wszystkim innym wokół...:-//
Jedyny Abramcio i T. towarzyszą tu przyjemnie a tak chcę się schować, czytać, zaszyć i dowiadywać rzeczy, których dowiadywać się powinnam, a które tak odrzuciłam ze względu na "potencjalne skutki materialne w przyszłości I WRZUCENIE DOBREGO GLONA DO GARNKA". Cóż za płaska i próżna motywacja "niepodążania za głosem serca":-)
Losie Losie i Logosie dzięki, że choć wolny czas mogę spędzić na tym, co naprawdę mnie pasjonuje. O! Los i LoGOs. Logos to taki Los co się porusza;-) Tak łącząc pol z ang;-))) Żartuję żartuję. To ni ma sensu, ni ma ni grosz, a ja jestem zmęczona i piszę od rzeczy, bo właśnie siedzę nad czymś, co mnie zupełnie nie interesuje, a kolejne biliony nanosekund cennego życia i czasu lecą na to zamiast zająć się tym, co serio mnie kręci...tylko nie przynosi coins coins:-( Och PRZEBRZYDŁA mamono jeszcze pasję mi odbierasz. Fu fu fe fe;-)
Dziwny, oj dziwny ten świat. Ja pierniczę, wracam TU a TU fani tych walniętych mang i innych ...tfu tfu nie chcę przeklinać:-/ Jeja, do czego to pokolenie wirtualnie dąży? Trochę mnie smuci, a trochę mnie przeraża to pokolenie. Są jednak wyjątki jak np. nasz dobry Abramcio czy obcokrajowiec. Ale to wyjątki. Pokolenie tonie. Gdzieś w jakichś nieznanych dziwnych wirtualnych nierzeczywistych pseudo-rzeczywistościach... Może to nie ja tonę tylko to pokolenie. Nie wiem i któż mi to powie...?:-)
PIĘKNO
Pięęękny czas. Otwarci Ludzie. NIEOCENIAJĄCY(!!!) Nieurągający Godności. Dbający o wszelkie złote, srebrne i diamentowe Zasady. Spokój. Żyjący i pozwalający żyć. Niepotrzebujący Ofiary, by była Zgoda. Jednego dnia jestem W Kościele R-K, oglądam Ludzi, podziwiam poglądy i determinację, innego czytam bez LĘKU bycia oenianą HPB na ulicy i nikt i z tego powodu nie robi kłopotów, jeszcze innego noszę sobie "broszki" i też jest OK czy też OTWARCIE mogę fascynować się filozofią, mitologią, psychologią w dziś zepsutym a ORYGINALNYM tego słowa znaczeniu oraz ich powiązaniami....po prostu nikt nie robi drugiemu tego, czego sam nie chciałby otrzymać. Boże, mój Boże, czegoś mnie pozwolił zapomnieć o Pięknie tego Kraju??? Boże, mój Boże, czemuś mnie pozwolił Go opuścić??? Boże, mój Boże, DZIĘKI CI za każde jedno przypomnienie o jego cudach, za każdy Dzień, Godzinę, Sekundę tego NADczasu i NADprzestrzeni:-)))
ahh...i nikt nie PYTA dlaczego PYTAM lub...zadaję PYTANIA...:-)))
We gave him the voice.
Szukałam i szukałam i szukałam...i nie kapnęłam się, że już DAWNO znalazłam...LUDZI. W PEŁNI, jak najjaśniejszy i najbardziej okrągły z księżyców, ludzi w pełni ludzkich, dobrych, kochanych...tylko o tym zapomniałam. Cieszę się. Istenieją W PEŁNI ludzie, w PEŁNYM tego słowa znaczeniu. Mnóstwo. Całe mnóstwo. Ja sama jestem daleka od perfekcji ale od Nich można się uczyć. Zapomniałam. Czas tnie jak siekiera fugi w pamięci, zwłaszcza tej najjaśniejszej, w najczystszej postaci. Ale Prawda Prawdą pozostaje...i ludzie w PEŁNI SĄ. Istnieją. Duuuużo takich Ludzi:) Cieszy mnie to niezmiernie:) W powietrzu "latają tu" jakieś dobre, bliżej nieokreślone "żeńskie Logosy";-) jak na załączonym obrazq;-))) Ciekawe czy te female logosy chodzą jak cień za nami czy też my jak cień za nimi...? Hmmmm oooooto jest pytanie...:) Dziś czuję się SZCZĘŚLIWA wśród Ludzi W PEŁNI:-*
'They were CARELESS people':
THE AUTHORITIES: 'PROFESSORS', 'DOCTORS' AND THE PITIFUL YOUTH THEY DON'T EVEN BOTHER TO RAISE AS MERCIFUL BEINGS...
'they SMASHED up things and CREATURES and retreated back to their
[...] VAST CARELESSNESS, or whatever it was that kept them together...'
HUMAN
In a search for a human
A MEANWHILE mam dylemat. Mega mega mega dylemat.
Tu i teraz, nie zaś za 25 lat;-)...
Mamy...Fall!!!:D No to wierszyk POWRACA!:-D
Fall
I've seen the fall, I've seen the fall.
I rocked, you rolled and lost control.
It's not my goal. It's not my goal.
I'm not myself but not a doll.
I watched the fall, I watched the fall.
Mean love, chemistry, rock'n'roll.
I've seen the fall, just too great fall.
My mean thoughts were just standing tall.
I've seen the fall, I watched the fall.
And Goodness is now where I crawl.
I AM the fall, I AM the fall.
I did not feel a maverick, sole...
Farmagedon (Farmageddon) - ŚWIETNA KSIĄŻKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
ZAMAWIAĆ KTO MOŻEEEEE!!!!!!:-/ (aby się zastanowić W KTÓRYM MIEJSCU wszystko poszło NIE TAK z przemysłem...TYM przemysłem...)
Jeju (ponoć Mia też nadużywała tego zwrotu wg polskiego tłumaczenia:-))!!! Właśnie przypomniałam sobie (i zalajkowałam na YT;-) świetną scenkę z 'The misfits' gdzie 'Roslyn' krzyczy 'Butcheeeeers! You...murderers!!! You liars! All of you liars!!!!!! You're only happy when you can see something die!!! Why don't you kill yourself and be happy??? You and your god's country!!! Freedom...I pity you!!! You're 3 dear sweet dead men!!!(...)' i jest nazwana...wariatką. Co za kultowa scena dla wegan i wegetarian...dlaczego wcześniej sobie nie przypomniałam?
"Rzeźnicyyy! Wy... mordercy!!! Wy kłamcy! Wszyscy kłamcy!!!! Jesteście szczęśliwi TYLKO gdy możecie widzieć coś umierającego!!!! Dlaczego nie zabijacie siebie i będziecie szczęśliwi??? Wy i kraj waszego boga!!! Wolność... Żal mi was!!! Jesteście trojgiem drogich słodkich MARTWYCH ludzi!!!" No i wtedy "zdziwienie" i wyzywanie od wariatek. Coooo zaaaa sceeeenka. Nie do ominięcia:-) I jakże prawdziwa! WOW! MOCNE!:-) Dobrze, że taka scena JEST...
Uważam, że można to zinterpretować poniekąd jako "millerową" wersję wariacji "głosu wołającej na pustyni". Uważam, że to ciekawa interpretacja i prawdopodobieństwo porównania:-)
O! Znalazłam i wersję HD, tam lepiej słychać:-) Jest 'I pity you'/żal mi was a nie 'I hate you'/nienawidzę was, choć w mniej czytelnej wersji bardziej skłaniałam się ku temu drugiemu, jak i polski tłumacz podrzucający lektorowi skrócony choć niezły przekład tego przekazu. Później krzyki 'butcheeeeers!!!/rzeźnicy!!!!!! , murdereeeers/mordercy, butchers/rzeźnicy, liars/kłamcy i aaaaaaaaaa(mega krzyk), butchers/rzeźnicy...I pity you/żal mi was, you 3 dead men/wy 3 trupy. I na tym się kończy ten "głos wołającej na pustyni". Mega scena. Super film, dawno go oglądałam, jak mogłam nie zwrócić uwagi na tę scenę z należną Jej uwagą? Na pewno było to więcej niż 7 lat temu a więc zanim w ogóle zwracałam uwagę na to, na co powinnam. Przeanalizowałam więc teraz tę scenkę "krok po kroku", naprawdę dobra!!!!!!!
Miasto Pośpiechu
W mieście pośpiechu się urodziłam,
spieszno tam wszystkim do monotonii.
Wszystko widziałam i nic nie przeżyłam,
przeżyć się nie da wszak w takiej pogoni.
Wokół świat staje się miastem pośpiechu:
pędzi tak prędko, że nie wie co robi.
Nie bez przyczyny więc jest miastem grzechu,
nie czas na myśli więc serca nie zdobi.
Dwaj kolorowi koledzy wolności
powoli się budzą, też nie wiedzą po co.
Tak ociągają się w swojej wyroczni,
a miasto pośpiechu mknie, gna dniem i nocą.
Nachalność.
Mam mą Głowę w Chmurach,
No proszę...NIE WŁĄCZAM tv nigdy, przenigdy. Mam dość mętliku w głowie żeby jeszcze "zaśmiecać" myśli osobowościobójczymi reklamami, narzucanymi gatunkami filmów o narzucanych mi porach itp. itd., rodzice zaś włączyli jeden z - wg mnie - badziewnych i "jednych z wielu" ogłupiających programików, gdzie ludzie "biją się" kto jest lepszy w swoim hobby a tu nagle...PIĘKNE SŁOWA, teraz promowane, jak się okazuje, także przez YT "Panie Losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie(...)" iiiiiiiii...tu się zatrzymałam, spojrzałam na tv(!!!), zwróciłam uwagę bardziej na tekst piosenki niż muzykę i coverowe wykonanie i oczywiście natychmiast poszukałam oryginału. Bardzo niebanalny, niepotrzebnie interpretowany przez niektórych jako antypolski (radzę się przyjrzeć GŁĘBIEJ w jakim kontekście może być tu zinterpretowane "nie Polaka" zanim obrzuci się autorkę słownym błotem...), pięknie i subtelnie wykonany przez bardzo utalentowaną artystkę i autorkę. Na dodatek świetny teledysk, wzruszający, pasujący do słów, fajne muzyczne dodatki, choć zero "nadinterpretacji", jest wręcz "poprawnie szkolny" co tu pasuje. Wzruszyłam się. Od razu przypomniała mi się piosenka "On nie kochał nas" i jedna z drugą zlała mi się w smutno-baśniową całość... Polecam. Piosenka "Takiego chłopaka" N.Grosiak i D.Korbaczyńskiego, zespół Mikromusic, o którym wcześniej w ogóle nie słyszałam(!!!)...wiem, pewnie muszę być BAAARDZO "do tyłu" ze współczesną Muzyką, ale to wynik unikania masowych medium...hm hm przepraszam...mediów;-). Fajna. Nie pijaka, nie palacza, nie wariata...oj losie daj, daj...:-/ Tylko GDZIE CI MĘŻCZYŹNI?! GDZIE TE CHŁOPY???;-)
"Panie Losie daj mi kogoś, kto nie zerwie róż w mym ogrodzie.
Kogoś, kto nie zeżre jabłek wszystkich i ucieknie za morze." HMMMM
Jak widać znowu, nie zawsze "popularne na YT" to ...ZŁE:-) Podobnie było z coverem 'Let no man steal your thyme', na którego to [utworku] punkcie dostałam "krejzola";-) i który właściwie pasuje mi do mojej muzyczno-feministycznej "Trójcy Świętej" razem z w/w utworami...Ojojojojoj.
Z boku widzisz tylko prosty wiersz zdarzenia
zinterpretowany ZAWSZE po swojemu.
Napisałam to sobie jadąc autobusem z gimnazjum całe 16 lat temu, jakże adekwatnie do teraz i na wieki wików, amen:-)
Udaję silną jak muszla, która ma sam miąższ w środku. Jestem smutna, stęskniona i przestraszona. WMAWIAM SOBIE jak walnięta new age'ówka, że "to nic takiego", czy "wszystko będzie dobrze", ale nijak ma się to do Prawdy, bo czuję żałobę i jest mi smutno. Później znów wmawiam sobie to, co społecznie jest uznane za bardziej "cool" i akceptowane, ale moja Prawda - akceptowana czy nie - jest po prostu taka, że wewnątrz jestem smutna i mogę oszukiwać innych, siebie, a w głębi serca smutek "domaga się" wyjścia na zewnątrz i wtedy płaczę. Mam GDZIEŚ to, czy jest to w chory sposób nieakceptowane czy niemile widziane. Chore społeczeństwo. Jestem smutna i ani nie jestem z tego dumna, ani nie uważam, że jest to nienormalne. Po prostu JEST. Mam dość "wszystko jest OK". Cóż, może będzie, kiedyś, przez jakiś czas, aż w końcu znów nie będzie, to taaakie normalne. Na teraz nie jest i "nie wezmę się w garść" bo moja "garść" jest bezsilna i opada w tej bezsilności ...więc POCZEKAM, aż samo przejdzie...
A tak w ogóle przypomniałam sobie świetny wykład, na którym raz byłam w Brighton (angielskiej "stolicy wegan":-), niestety nie pamiętam nazwiska prowadzącej ni tytułów książek, których jest autorką a których NIE sprzedawała na wykładzie, był on ZA DARMO i bezinteresowny (tym piękniejszy) o nieuchronnym a raczej niemożliwym do umknięcia uwadze porównaniu "fajnego kawałka mięsa" do..."fajnego kawałka mięsa". Z tym że pierwszy (albo drugi, kolejność obojętna) tyczy się uprzedmiotowienia żywych stworzeń - niektórych zwierząt, a kolejny uprzedmiotowienia innych żywych stworzeń - niektórych ...kobiet ku swoim i tylko swoim egoistycznym korzyściom. Jak można tej IDENTYCZNEJ metafory nie zauważyć w manipulacji naszą wrażliwością i TĘPIENIU jej w obu przypadkach? Czyż nie tak mówi się w najobrzydliwszy sposób o zwłokach zamordowanego zwierzęcia jak i również o ciele bądź częściach ciała uprzedmiotowionej kobiety? Zastanówmy się wszyscy. Ludzkość...pobudka!!! Sam wykład nie do wszystkich wówczas dotarł, wciąż pamiętam, ale cóż...KAŻDE słowo pada zarówno na kamień, na ciernie jak i na ŻYZNĄ GLEBĘ. Oby je siać. Wtedy choć CZĘŚĆ na tę "żyzną glebę" padnie...prawda? Kto ma oczy ten zobaczy, kto ma uszy ten usłyszy i WYDA OWOCNY PLON tych słów...
Kiedyś nawet "używano" Pań do reklam zwierzęcych zwłok z wyuzdanym BEZPOŚREDNIM porównaniem, chciwe koncerny jednak przechytrzyły feministki i żeby nie było "jaaawnych aluzji" pozostały one NIEZMIENIONE, acz bardziej ukryte... jednak dla "widzącego" porównanie jest jasne i oczywiste. Cóż, kobiety raz na jakiś czas mogą jeszcze odrobinę godności WYBŁAGAĆ, zwierząta...nie. Obudźmy się. Serio!
Manipulowano żałosnymi sloganami typu: "prawdziwy mężczyzna potrzebuje kawałka dobrego mięsa" z bezpośrednim nawiązaniem do obu przypadków uprzedmiotowienia, dziś robi się to samo w dwóch "oddzielnych" dziedzinach, NIIIBY niepowiązanych...niepowiązanych????!!!!!! Hmmmm:-/// Cóż, PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA potrafi rozróżnić Istotę Czującą od RZECZY nieczujących, PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA nie potrzebuje dowartościować się kosztem innych Istot. Wreszcie, Prawdziwy Mężczyzna MA Oczy i nimi widzi, ma Uszy i nimi słyszy...i WYDAJE owocne plony. Prawdziwy Mężczyzna płacze gdy widzi niesprawiedliwość i o Sprawiedliwość dla innych walczy. Nie wstydzi się swoich łez i PRAWDZIWYCH emocji... Ot najbardziej zwięzła definicja Prawdziwego Mężczyzny. Nie zaś mity...WPAJANE!!!
Mean Peaks: Water walk with me...
Ciekawe czy czas zmienić porównanie do Ofelli na porównanie do "Gnijącej panny młodej":-/ Chwilowo wydaje mi się jakoś tak...bardziej adekwatna, aczkolwiek trzeba by było męczyć się z 3 wyrazami zamiast 1 więc przy Ofelii zostanę, mając na uwadze jej domniemane "hop siup" tuż po mamrotaniu o fiołkach, a raczej hop chlup (gdzie hop to po prostu hops - chmiel jej upitego narzeczonego ze "świata żywych", więc niczym innym jak hop chlup zakończyć się nie mogło...:-/ ).
Ehhh odświeżenie "Gnijącej manny młodej" (tzn. filmu) było po taaaaaaaaaaaaakim czasie...interesujące:-) Pan Tymoteusz i jego bajkowo-grobowe filmy są teraz...jak najbardziej NA MIEJSCU:-)
Hop siup!
Nieeeeee tak tylko sobie piszę
Jednak na etapie "hop siup" właśnie jestem, tj. nie "na pewną śmierć" a laaata dalej, gdzie podróżuję tylko pomiędzy, metaforycznie, znachor/hop siup/znachor/hop siup...itd. Z pewnego rodzaju kompletnego zniszczenia rodzi się pewnego rodzaju niekompletna zniszczalność a z tego z kolei kompletna niezniszczalność...czegoś tam. Hop siup więc, HOP SIUP:-/ :-)))
Oh Pamiętniczku, Ty jeden rozumiesz te metafory i ich zmyłki, Ty jeden odczytujesz wszystko, fajny i jedyny z Ciebie qmpel/ziom;-) Tobie nawet "hop siup" nie trzeba tłumaczyć jak innym śmiertelnikom;-))) Cheche dobrze mieć kogoś/coś do pogadania lub po prostu "przelania my∑li na papier". Inaczej myśli same w sobie "hop siupują"...a to niedobrze:-/
Patrzcie! Panu P.Marcinkiewiczowi, który przełożył wiersz wybrany do swej książki przez Mię, która to przy tych przeżyciach niezwykłą tylko siłą uchroniła się od "hop siupów", przyszedł do głowy "czerw", którego "panna młoda" miała ...nie na oku a... w oku, "głosem" jej "rywalki" była p. Emily Watson z "Przełamując fale", którego to dzieła się tu, w Pamiętniczku, niegdyś czepiłam, a samą panną młodą "Marla" z Fight Clubu, którego cytat przytoczyłam jakże niedawno...wydaje się, że chcąc-nie chcąc obracam się w kręgu niezbyt rozszerzonych zainteresowań i artystów jak i tematyki, a może po prostu ci artyści gustują w podobnej "tematyce" jaką tu poruszam? Kto wie?
Dobra...hop siup na razie chociaż z tej stronki, bo nie skończę w ogóle tego wpisu;-) :-*
Cytat wzięty ze strony 329 "Wszystko, co minęło" (ze względu na imię autorki ciekawszy i nawet bliższy oryginałowi byłby tytuł "Wszystko, co mija" lub..."Wszystko co Mia;-) :
"(...)mierzymy siebie tym, czego nie można nam odebrać."
No właśnie...i tu "pytanie za 100 punktów": CZEGO nie można nam odebrać???
Cały dobytek można. Poglądy również (kilka tygodni w "przypadkowej" sekcie z "przypadkowym" środkiem "przypadkowo" podanym i każdy sceptyk się zgodzi...:-/ ). Ciało...jak najbardziej...kimże materialnie jesteśmy wobec Natury? Wszystko w/w więc MOŻNA odebrać... Jeśli tak, to CZEGO, CZEGO NIE MOŻNA nam odebrać???
TO dopiero JEST PYTANIE, prawda?:-)
Rzeczywiście, tym się mierzymy czy nam się to podoba, czy nie:-)
Piękna książka. Piękne cytaty. POLECAM!!!
Ponieważ kupiłam KILKA egzemplarzy autobiografii Mii F. (naprawdę...4-5 zł za TAK cenne książki to kpina z cudów w nich opisanych i z piękna oraz zawiłości historii, jednak zwalmy po prostu na to, że są używane...:-) i PO RAZ PIERWSZY czytałam tę niebanalną POGOŃ za niedoścignionym ciepłem, zrozumieniem i oparciem w moim języku, nie mogłam nie zachwycić się wieloma genialnymi fragmentami przekładu. Płakałam i płakałam, i płakałam czytając ją jakby po raz pierwszy, bo NA NOWO i w końcu po polsku!!! Zacznę od wyrazów wzruszenia i zachwytu dla tłumaczenia TEGO pięknego wiersza, który książkę "otwiera" przez Pana P.Marcinkiewicza, bo uważam, że zrobił CUDNĄ robotę, kulę się i chowam w porównaniu do JEGO przekładu, ja starałam się przełożyć "w miarę wiarygodnie" zupełnie pomijając tworzenie z tego własnej "sztuki", a ów tłumacz i poeta (NIEkomputerowy!!!:-) nie pominął NI wiarygodności odtworzenia przekazu, NI stworzenia jakby nowego, mądrze RYMOWANEGO dzieła...ja bym tak nie potrafiła. I to z cudzego wiersza, narażając się na krytykę i falę "zazdrośników". Może ciut nadgryzł wiarygodność w sensie "dosłowności" tłumaczenia, ale - mój Boże - jakże WARTO było dla takiego efektu NIEczęstochowskich rymów i pięknego przekładu jak i przekazu. Totalne brawa i moje pokłony. MUSZĘ tę wersję tu wkleić bo jest po prostu...PIĘKNA a na pięknie strony mi zależy:-)
Oto i to dzieło (zwróćcie uwagę na jego powoli/woli/pozwoli itd. JAK I zarówno pisane/rozkołysane/stanę itp. bez pominięcia najdrobniejszego szczegółu, by było IDEALNIE):
T.Roethke, przeł. P.Marcinkiewicz:
PRZEBUDZENIE
Budzę się, aby śnić, i robię to powoli,
A czego nie mogę się bać, jest mi pisane,
Idąc poznaję drogę, bez udziału woli.
Myślimy czując. Co nam los wiedzieć pozwoli?
Słyszę jak me ciało tańczy rozkołysane.
Budzę się, aby śnić, i robię to powoli.
Czyś jedną z istot, z którymi świat mnie zespolił?
Boże, błogosław Ląd, na którym miękko stanę,
I poznam drogę idąc, bez udziału woli.
Światło wchłania drzewo. Jak? To właśnie nas boli.
Pokorny czerw niesie w górę schodów swą ranę.
Budzę się, aby śnić, i robię to powoli.
Wielka Natura do innej szykuje roli
Ciebie i mnie; więc weź łyk powietrza nad ranem
I poznaj swoją drogę bez udziału woli.
To drżenie jest we wszystkim. Ono trwać pozwoli.
Co przepada jest wieczne. I oczekiwane.
Budzę się, aby śnić, i robię to powoli.
Idąc poznaję drogę, bez udziału woli.
Myślałam, że Miłość mieliśmy WIELKĄ,
lecz on OŻENIŁ SIĘ... z butelką...
28/8
Czasami z ciekawości wpisuję wiersze jakiegoś znanego poety albo własne wiersze w googlowego "tłumacza" żeby zobaczyć, co za poezja i wywijasy wyjdą po przekręconych tłumaczeniach i czasami wychodzą frazy tak idiotyczne ZARÓWNO jak i te TAK genialne, że aż mnie zadziwiają. Frazy, na które sama bym najwyraźniej nie wpadła, ale ów "tłumacz" będąc niebanalnym "poetą" (z przypadku czy nie...to mało ważne;-) "wpada" nieraz niespodziewanie, np. ta:
"Nieprzespany sen w rzeczywistości"...kurcze! Wcale tego nie wymyśliłam, jednak jedna z moich fraz tak właśnie przez komputerowego "poetę" została odczytana:-) PODOBA MI SIĘ!!! (choć osobiście wycięłabym to "w", byłaby jeszcze piękniejsza...;-)
Deszcz:
Pewien Mądry Człowiek powiedział mi, że uczucia są jak pogoda, a deszcz unieruchamia ludzi na pewien czas i że brak mu słów, co mógłby mi doradzić, kiedy w moim życiu RZECZYWIŚCIE ciągle PADA. Mądry Człowiek, definicja melancholii jak najbardziej trafna, porównanie słuszne a słowa pięknie dobrane. Dzięki Bogu za tak Mądrych Ludzi... Niech choć u nich nigdy "nie pada", albo przynajmniej nieczęsto... Niech Takim Ludziom się szczęści na zawsze. Oby...
Insomnia
Sleepless my nights and so sleepy my mind.
My joy is sleeping and heart’s sleepy too.
Tired my missing that’s one of a kind.
Tired - a polar end in front of you.
Do me or glue me back straight to your heart.
Gloomy my nightmares and mornings so gloomy.
I feel so stupid, I dreamt I was smart…
But as I wrote before - sea weeds consume me…
Drowning much deeper than I drowned before.
A sleepless sleeper in Reality.
My heart ached with you, now it’s aching more…
yet I don’t want you to drown here with me.
All sailors drown instead of taking us
to their boats to say: 'you’ll suffer no more!’.
I’ll ask for help no more. What for the fuss?
Deep inside they feel ‘it’s not my…dolor’….
So they sail as we fail to get some hope.
They look for real love but do they give one?
I’m not one of those mermaids with net and rope.
I just want to be saved by MY OWN MAN.
Can I? Can I be willing to keep those dreams?
May I? May I be feeling what I just felt?
Well, I’m thrilling my nightmares with ‘what life seems’
and with you in my Waters once when you dwelt
but found me NOT. Cheers, sailor! You’re really ‘brave’!
You dived and said ‘God, I must rescue myself!’.
Where are real men? To find one is what I crave.
But only old pictures I keep on sea’s shelf.
MERMAID'S LOVE
Mermaid’s Love:
Ofelia chciała dać nam siedem kwiatków
"NIEPUNK" :-D
Jejciu. Przeglądam tę sronkę i by nie wyjść na osobę “dla zasady” buntujacą się, pozwolę się wytłumaczyć:-) “Norma” (demokracja, większość) jest z jakichś powodów NIEssprzeczna z ludzką naturą, ponieważ są najwyraźniej mocne powody, dla których dana “norma” istnieje. Mogą to być powody różnorakie: cechy nabyte po przodkach mających tę samą uznaną “normę”, powszechnie akceptowane zmiany spoleczne, manipulacja ze strony jakiejś mniejszości o większej władzy i wiedzy (jakie prawie podobne wyrazy!:-) by “większość” uznała ideę tej danej mniejszości błędnie za ich własną nieświadomie przyjmując jako “swój oryginalny” pomysł czy nawet własne odczucie…itd. itp… I wiecie co? Niespodzianka, z WIĘKSZOŚCIĄ “norm” się ZGADZAM!!! Daleko mi do anarchii, równie utopijnej jak idea “fair komunizmu”…jasneeee….z ludzką naturą??? Anarchia czy równość??? A gdzie “ekstremalny anarchista” poleciałby gdyby go silniejsi napadli? Co zrobić bez “władzy”, jaka by ona nie była??? Gdzie się wtedy uciec??? Anarchia a raczej anarchiści to kochani ludzie, z moich obserwacji, mylnie dziecinnie mylący swój bunt przeciwko temu JAKA jest sprawowana władza z buntem przeciwko ISTNIENIU zwierzchności w ogóle. Zespół musi mieć swojego lidera, a jest tam zaledwie średnio do 5 osób, bo inaczej się rozpadnie lub skłóci, to co dopiero z miastem, państwem czy…ludzie! Ludzkością!!!(?) Oczywiście, że POTRZEBUJEMY władzy (piszę do nigdy pewnie niezaglądających tu “anarchistów”;-), pytaniem nie jest CZY jej potrzebujemy (pytanie to jest przecież oczywiście naturalnie retoryczne) lecz JEKIEJ. To wszystko. A co do utopijnej “fair komuny”…cóż, ludzkość już próbowała…wiele razy…i co???? Wnioski mówią same za siebie:-/ Równość. Tiaaaa…. Natomiast wracając do mojego “buntowania się” choć JA nazwałabym to raczej NIEZGADZANIA SIĘ z pewnymi “normami”, jest ich zaledwie kilka. Jestem naprawdę bardzo, bardzo MAŁO “zbuntowaną” osobą. Kwestia jedynie mojego NASILENIA niezgadzania się z tymi owymi nielicznymi “normami”. Większość ludzi to materialiści. Czy i jednostka więc musi “wypaść lub dostosować się”? Nie. Może pozostać “wewnątrz kółka” (hm hm) i pozostać przy swoim zdaniu, jeśli wytrzyma a to zależy od tego jak to zdanie jest silnie ugruntowane i wewnętrznie (bez względu na to co jednostka okazuje zewnętrznie) uargumentowane. Jeśli większosć się UPIJA to mam zmienić miejsce zamieszkania lub …również się UPIJAĆ? Odpowiedź przecież CZYSTO się narzuca prawda?:-) Jeśli dana grupa się narkotyzuje to czy MUSZĘ zmienić grupę (np. jest to klasa bądź współpracownicy) lub też się narkotyzować? Zmiana środowiska ALBO przynależność dla mnie nie są JEDYNYNĄ alternatywą. Można pozostać “punktem w kółku” i pozostać sobą. Chyba że “inny punkt” mnie przekona do swej racji. Nie obchodzi mnie ile “punktów” twierdzi tak czy inaczej, obchodzi mnie SENS ich TWIERDZENIA. Tak więc norma “mięsa”, “rasizmu” (ukrytego bądź ujawnianego!), pornografii i podstępnego (ukrytego) znęcania się (np. tylko tam gdzie nikt nie może zobaczyć lub dowiedzieć się aby powszechna “reputacja” i opinia otoczenia nie została naruszona) choćby była nie wiem jak powszechną czy nawet POWAŻANĄ “normą” NIGDY nie będzie dla mnie normą…normalną. Zdrową. DOBRĄ. Reszta…przejdzie, ujdzie;-) Widzicie???? Jestem BARDZO mało zbuntowaną osobą. Znoszę więcej niż przeciętny anty-anarchista, tylko “nie znosi” pewnych spraw na poziomie nieświadomym:-) Ot mój bunt…MALUTKI!!!:-)) Tylko silny (a raczej silnie ugruntowany JAK I wewnętrznie UARGUMENTOWANY!) w w/w kwestiach. Bum!:)
...Tulę więc Was w swej Pamięci, jednak RTĘCI dam z UST swoich,
bo - Panowie - NIE DAM krzywdzić Róży, gdy ta się OSWOI...!
Dziś na Mszy usłyszałam, że "jeżeli nie można zmienić środowiska to należy się z niego wycofać albo dostosować"...czy coś w tym stylu:-) Eeeeee tam;-) Bzdurka, WG MNIE:-) A gdzie tak szeroko omawiana DETERMINACJA???:-) Ja uważam, że jeżeli nie można zmienić środowiska to...należy zmienić taktykę sposobu przekonywania do swoich Punktów Widzenia:-) Ja np. przekonałam tak mało ludzi wobec tak drogich mi kwestii, bo najwyraźniej mój sposób przekonywania jest jeszcze dłuuuugo do podszkolenia i daleki od perfekcji. A jak i to zawiedzie to...wciąż próbować inaczej. Oczywiście zależy od STOPNIA DETERMINACJI przekonywania (do) danego Punktu Widzenia:-) Gdyby "wycofywać się" ze względu na brak dotychczasowego sukcesu zmiany środowiska, to martwą literą byłoby DOSŁOWNE odczytywanie "nie potrzebują lekarza zdrowi" jak i "kołaczcie a otworzą wam", co nie?:-) Oczywiście jest jeszcze nigdy niewiędnąca kwestia Wolnej Woli i tu ją należy zawsze uszanować...o ile NIKOGO nie krzywdzi. Kropka:-)
Przeglądałam sobie historię otaczających mnie ludzi, zdarzeń, zdarzeń własnych, wszystkich okolicznych charakterów i charakteru własnego, wielu powodzeń i niepowodzeń jak starą, zakurzoną lekturę (jeszcze nie doszłam w tym "przeglądaniu" do ostatniego rozdziału, mam nadzieję, że jeszcze nawet nie do połowy "książki";-) i z ulgą zauważyłam, że nigdy nigdzie nikogo...nie porzuciłam. Co by ten Człowiek nie robił, jak by nie błądził, jak by nie krzywdził, czekałam aż ktoś zadecyduje czy w tej "książce" nadal być czy nie... "Wycofywałam się" z pewnych sytuacji aby przemyśleć i dać ludziom dystans, oddech, czas, przestrzeń jeśli ktoś lub ja "wypadł z orbity", ale nigdy "nie porzuciłam" w dosłownym znaczeniu tego wyrazu. Przykro jest być porzucanym ale jeszcze bardziej przykro byłoby mi porzucać... Psychopatyczne więc "porzucę aby nie być porzuconym jako pierwszym" nie znajduje się w moim "zapisie" i jestem z tego zadowolona, jestem tym ucieszona. Naturalnie mam na myśli więzi głębsze, relacje i Przyjaźnie głębiej już "wtopione" w przywiązanie oraz zaufanie. Ponieważ nie wolno mi działać wbrew czyjejś Woli, a takową ktoś musi sobie (i mi) wpierw jasno i wyraźnie wyrazić, każdy kto chce może "wyjść" z tych...hmmm "zapisków" jak i w nie "wskoczyć" (jeśli i ja zgodzę się, by "został" w niej wystarczjąco długo, gdyż nim następuje przywiązanie mam prawo "wyprosić" z niej gości, póki czas:-). Tak więc "osiągnięciem" dla mnie jest zdecydowanie większym niż jakieś świadectwa, dyplomy czy konkursy fakt, że nigdy nikogo "nie porzuciłam". I niechaj to się w następnych rozdziałach nie zmienia, BOŻE:-) Amn
Malowane Róże (i "pocałunek Judasza")
Malowane Twoje Róże.
PRZYSTANEK: LITOŚĆ...
CZUJĄCE ISTOTY. CZUJĄCE STWORZENIA...LITOŚCI!!!
(na litość Boską...)
Będąc Samą, Samotną i Samiutką Samiczką mogę Skupić się z powrotem na temacie...ZOSTAWCIE ZWIERZĘTA W SPOKOJU!
Starodawni..hm hm hm nazwijmy to 'mistycy' w dla nich święty a dla mnie walnięty sposób ZABIJALI w dla nich (dla ich umysłów/wymysłów) "wyższych celach" ('in Tyler we trust' - radzę sprawdzić ten oto dokładnie cytat z jakże wysublimowanym połączeniem z powyższym a zaraz będącym i poniższym tematem "wyższych celów" - Fight Club oglądany po raz enty, 'in Tyler we trust' tym razem ma przyciągnąć uwagę i być tematem kontemplacji nad "mięsem"). Jednak walnięci czy nie (kwestia podejścia współczesnych walniętych lub nie...), lepsi byli dla mnie i zasługujący na odrobinę więcej wymuszonego respektu niż współczesne "rytuały" na farmach i w "fabrykach mięsa" gdzie energia zwierząt idzie ku zaspokojeniu jedynie nisko ludzkich frustracji i SZTUCZNIE wysublimowanych...czego? KUBKÓW SMAKOWYCH! Ot dzisiejsi "bogowie" i składane "im" masowo ofiary. KUBKI SMAKOWE!!! W naszym nowym politeizmie własnych kubków smakowych zaspokajamy każdego z "bożków". Naprawdę. Czy można upaść niżej? Zastanówcie się i zaufajcie sumieniu zamiast metaforycznego 'in Tyler we trust'. Serio. To POWAŻNY TEMAT. I nie nadwyrężam tu metafor, z czysto tchórzowskich pobudek nie piszę 90% tego, co chciałabym napisać. PERIOD...:-/...na razie.
ZADAJ SOBIE, Człowieku, PYTANIE: czy Ty też POTRAFISZ czuć i myśleć samodzielnie, czy też Twoje myślenie i ODCZUWANIE do mojego wybranego tu 'in Tyler we trust' pasuje???!!!
GEO NIHILIZM W DRUGĄ STRONĘ??? >>>STRZAŁKI SIĘ JESZCZE OBRÓCĄ!!!<<<
To a propos pseudofilozofów będących PEWNYMI, że zło nie istnieje bądź "nie można tego udowodnić"... Udowodnić? Raz takim "dać popalić" i zmienią zdanie jeden po drugim, jak domino, wyłączając masochistów:-)) Wówczas "mądrzy" new-age'owcy nierozumiejący do końca pojęcia samookreślania się wezmą takich za hmm...staro-age'owców ŚWIADOMIE "poświęcających się" (nie twierdzę, że nie robią tego na poziomie nieświadomym!) i powiedzą "pa pa" z naszego społeczeństwa, tu zaś limit "masochizmu" zostanie hipotetycznie przekroczony i wszyscy się zdziwią: to jednak zło ISTNIEJE? Ooooooo! Kto by pomyślał??? Nie wiedziałam/nie wiedziałem! :-) Serio, to JEST poważny temat i moje "uśmieszki" to jakieś "upiększanie" treści formą, co wiem, że jest nie tylko niekonieczne ale i nie na miejscu, a jednak coś mnie korci by w niewłaściwych miejscach te "uśmieszki" wstawiać, jakbym miała dzięki nim skuteczniej przekonywać, nie dzięki treści samej w sobie...:-/ lol. O! I znowu 'lol'...po co to było gdy nie ma w tym temacie nic do śmiechu? Nie wiem(?)
Bezpłodność...
Bezpłodne rozmowy, bezpłodne me Słowa,
SADness UNveiled
Went through this world's mind and you clearly were seeking
with no need to find a disease...
It's nice to be blind when the knowledge is leaking,
when victims are crying: 'help, please!'
You were optimistic to think I seem glad,
liked me for this imagined gladness.
What an awkward MOMENT to say that I'm sad
Yes, I'll be unveiling my sadness...
'I didn't get it then but I get it now(...) that life is about losing. And about doing this AS GRACEFULLY AS POSSIBLE(...)
Mia Farrow
'Wtedy tego nie rozumiałam ale już rozumiem(...), że życie polega na traceniu. I na robieniu [znoszeniu] tego z takim wdziękiem, jak to tylko możliwe(...)'
Mia Farrow
Naprawdę...czy jest wiele tak mądrych, dobrych, serdecznie inteligentnych 'hollywoodzkich aktorek' jak ta PRAWDZIWA dla mnie "gwiazda"? Ahhhhh uwielbiam Ją. Tak mądrze UCZY znosić upokorzenia. Tak dobry daje przykład. Tak wiele Nadziei, nawet gdy iluzja pokazuje jej brak...
Nabyłam!!!:-D Autobiografię Mii PO POLSKUUUU!!!!!!! HURRA!!!!!!!
Nawet nie wiedziałam, że jest przetłumaczona i wydana u nas!!!!! I to tak tanio nabyłam na Allegro!!!!
Skarb!!! Perełka nad perełki!!!
Po prostu...przewodnik po "niepowodzeniach" i jak je przetrwać Z KLASĄ!!!
Kocham Mądrość i podejście tej Kobiety do życia - totalna MEGA inspiracja Człowieczeństwa w każdym aspekcie:-D WOW
Jak "wariatka";-) wzięłam kilka sztuk, tak cennych a prawie za darmo, aby dać kobietom, które znam a które cierpią (naturalnie mam na myśli jakiegoś rodzaju "ofeliowe" cierpienie - tj. zawód na tle romantycznym oparty na zawiedzionym zaufaniu), aby ujrzały, że WSZYSTKO można przetrwać. WSZYSTKO. Wystarczy znaleźć w sobie motywację. Mia to prawdziwa inspiracja. Dobra aktorka, elokwentna pisarka, niesamowity Człowiek, nadludzka inspirująca KOBIETA:-*** Nie mam "idoli" bo to wbrew moim zasadom, ale mam "inspiracje". Mia jest jedną z największych jeśli nie największą. Brawa dla Niej i Jej Siły oraz Pomocy zarówno własnej Rodzinie jak i innym Kobietom, cóż, np. mi poprzez BYCIE tą inspiracją PRZETRWANIA. I to z JAKĄ klasą! Nie brek Jej sarkazmu w tym wszystkim, gniew i złość są normalne w takich przypadkach, ale w ten sarkazm wpleciona jest klasa, elegancja i Siła. Cud, cud, cud Natury. Dziękuję Bogu za tę Kobietę. Współczuję tego, co się stało i niesamowicie podziwiam jak DAŁA RADĘ to przetrwać. Niesamowita!
Folly Rosy Words' Ending.
I got mad like the Rose, like THE Rose!
First was sad with your jolly folly woes.
Did not know where the worried story goes.
My best friends were my silly goofy foes.
Now I'm crazy about all my madness, ALL my madness!
Like first Daisies I felt sadness, still feel sadness!
He took me, Little Prince is REBORN!
Oh come closer, hold me tight, hug my thorn!!!
RÓŻNE RÓŻOWE RÓŻE........
Dostałam obłędu jak Róża, jak TA Róża!
Zaklęłam okrętów martwy pokój gdy jest burza.
Tak się dzieje, drodzy chłopcy, gdy niewinną się zanurza...
Me siostrzyczki jeszcze nieraz tę historię Wam powtórzą.
Idźcie wieki, wszystkie wieki, nudno, żmudno z JEDNĄ Różą.
Wszystkie Bratki i Stokrotki swą iluzją zmysły durzą.
Dobre wróżki, głupie wiedźmy, szarlatanki nie wywróżą
nic dobrego gdy nie wiecie Komu Wasze OCZY służą!
Długą drogę mam i długą bym historię powiedziała
gdybym na swe ciernie kilku głupich książąt nie nadziała,
którzy teraz miast po swych planetach skakać krwawią bóle.
Nie kochali mnie, mówili, że kochali bardzo czule.
Tulę więc ich w swej pamięci jednak rtęci dam z ust swoich
dla tych książąt co miast leczyć nerwy pragną mi rozstroić.
Będę księżną, będę tańczyć, na bal zechcę się wystroić,
ale nie pozwolę krzywdzić Róży gdy już się oswoi.
Nie ostoi się droga żeglarzy, droga siostro, słuchaj.
Nie takich, co zechcą tylko marzyć gdy tu zawierucha
kwiatów wonnych i dmuchawców, co są mocno podeptane.
Nigdy już, przenigdy więcej Cię nie nazwę "moim Panem".
Mam swą ranę na mym kwiecie, nasze dziecię nie powstanie.
Wy prawem fizyki mrzecie przy zadanej nam tu ranie
bo krwawicie naszym pyłem a my waszym gniewem tkamy
ból i rosę, której nadmiar w swym kwiecistym świecie mamy.
Mamy nas ostrzegły lecz nie strzegły gdy już dorosłyśmy.
Oddałyśmy, zechciałyśmy, zgodziłyśmy, wierzyłyśmy,
że intencje Wasze zacne i że jasne te zamiary.
Za nasze koszmary my z powrotem oddajemy dary.
Nie, nie chemy tych prezentów, tych zakrętów w wonnym życiu.
Nie, nie chcemy tych zamętów, co siejecie wciąż w ukryciu.
Nici babie lato snuje by nam pomóc was usidlić
gdy nas chcecie skrzywdzić, a nas tak jak przedtem znów uskrzydlić.
Mydlić oczy kwiatów to głupota przecież, drodzy chłopcy.
Czy nie znacie kwiatów? Czy naprawdę z Was tylko wędrowcy?
My takie deptane jednak marne losy tych co depczą.
Szepty zapomniane jednak, chłopcy, ONE nadal SZEPCZĄ.
Lepszą w życiu lekcję chciałam mieć, lecz cóż, to Bóg wybiera
kto do mego świata się podstępem ku przestrodze wdziera.
Ma mnie to umacniać, wierzę, w wierze i w zwierzeniu Dobra
tym, co szczodrze widzą szczodrość a nie pełzną w nas jak kobra
co nie widzi, że splątana w swych konwulsjach depcze wszystko.
Nie, nie pójdę, droga "kobro", na Twych snów w maju ognisko.
Wszystko jasne, prawda? Teraz wszystko jasne: twe zamiary.
Więc oddaję, tak jak obiecałam, Twoje WSZYSTKIE dary.
Bo zamiaru nie mam Ci zabierać tego co jest twoje.
Dałeś rozstrojenie? Oddam wszystko to, czym też rozstroję.
Twe nastroje także oddam, nic nie wezmę sobie.
Oddam także "zaskoczonko": o NIEZNANEJ dobie.
W grobie się przewraca cała Prawda , delikatność.
Wszystko, co na masce Twojej miało imię "Wartość".
Szarość myśli, brak pomysłów, ot co nam zostało.
I wciąż puste, wciąż oczekujące BOGA ciało.
Mało? Mało nam tu bólu?
Chcesz mi dodać jeszcze?
Wiję się jak pszczoły w ulu,
bierzesz mi powietrze.
Wietrze, powiej!
Ogniu, oparz!
Wodo! Tryskaj!
Ziemio! Okaż
Sprawiedliwość tym co szydzą
z Twej Sprawiedliwości.
Niech im zadrżą, jak Psalmista rzekł gdzieś,
"wszystkie kości".
Gości już tu nie chcę w moim gaju, w moim Raju.
Ślub, tak jak pisałam, wezmę z Tobą w zmysłów "maju".
Do tramwaju moich marzeń wskoczysz i nie znikniesz.
Aż cześć mego Raju i mą Godność tu okrzykniesz.
Wnet przyrzekniesz, że co Twoje to także i moje,
że nie ze swych niecnych planów moje chciałeś Zdroje.
Nie uzbroję się już w Siłę bo nie będzie po co.
W "maju" będziesz wierny, dobry, prawy dniem i nocą.
Mącą mi się me marzenia, Twoje cienie i Twe Prawdy.
Niedaleko Ci od Twych pokłonów do pełnej pogardy.
Lecz naprawdę jesteś boskim dzieckiem, tylko nie wiesz.
Przestań deptać kwiaty, bo swą Duszę sam pogrzebiesz.
W glebie tyle jest tu wiedzy,
w Niebie tyle samo Dobra.
Depczą ją Twoi koledzy
co też klną jak tamta kobra.
Ci, co dla swych kilku groszy
zdepczą głowę mego Kwiata.
Ta historia aż się prosi
o POWRÓT DO KOŃCA świata.
Mego "brata" zwę "czerwonym",
"brata" - świat mężczyzny.
Swój świat zwę wciąż fioletowym,
pełen łez mej blizny.
Tylko Miłość prawa, czysta, bez niecnych zamiarów
odda też prawem fizyki
wartość...własnych darów.
Czarów nie chcę ni koszmarów, tylko czystej więzi.
Lecz jest "Drzewo", które nie ma czystych swych gałęzi.
Stąd pochodzisz, Mały Książę, ale czas na koniec.
Wszystkie siostry, rozkwitajcie, złączmy nasze wonie!
Złączmy dłonie naszych sił i gnił będzie nasz wróg!
Nie zabrudzi żeglarz wód, nie zdepcze wonnych dróg!
Mógł to zrobić kiedyś lecz się już nauczyłyśmy.
Jako pąk tak ostrzegane w Prawdzie...dojrzałyśmy.
Dojrzałyśmy Prawdę samą w sobie, która JEST!
Nie jest w stanie zmienić Jej uczucie, myśl czy gest!
Mnóstwo książąt ma omijać drogi, nie je deptać.
My akceptujemy tylko tych co zechcą szeptać
nam do ucha co w ich myślach, niech się też uściślą
czego od nas oczekują mową, czynem, myślą.
Tylko wtedy w naszym gaju-Raju powitamy
Panów pełnych Szanowania KAŻDEJ z naszej gamy.
Gamy woni, tych zapachów
co Was przyciągały.
Deszcz nas kryje, jak spod dachów
jest nasz świat wspaniały.
Cały biały gdy tak spojrzysz, gdy się zakręcimy.
Tylko wiernych, dobrych, mąrdych w gaju tym tulimy.
Wystarczymy każda tylko Panu co CHCE JEDNĄ.
Niechaj inni nie wstępują! Niech ze strachu bledną,
bo szkaradne ich zamiary, oddajemy takie dary.
Już niedługo tu pobędą gdy spadną kotary
kłamst ich, że "wystarczy jeden kwiatek" gdy tak nie jest.
Wszystkie się zbierzemy w bieli niewidzialny szelest.
Gestem swym i swym oddechem im wdychamy Dusze.
Chcesz mieć Miłość? Miłość daj. Chcesz cierpieć? Daj katusze.
Choć się wzruszę tym "oko za oko" prawem troski,
wciąż je nazwę niezależnym od nas prawem...boskim.
Wąski ponoć chodnik dla tych co chcą wejść przez "bramę"
tych co będą widzieć nas - pierwotnej TĘCZY GAMĘ.
Damę Dworu tutaj wezwą, wiesz wszak o czym piszę.
Tyle razy ktoś kto nie wie mówi to, co słyszę,
lecz uważam za głupotę, bo nie wie co myśleć.
Więcej już nie spiszę...bo się "siostry" zaczną błyszczeć
i widoczne staną się dla łowców, jak perełki,
które ukryć "mają" się jak w sianie złym - igiełki.
Jak muszelki-matki, co chowają swoje córki
by nie było niepotrzebnych łez smutnej powtórki.
Czwórki, dwójki i jedynki się zbierają patrząc
jak ma perła, zamiast berła, jest już coraz gładszą
formą neo-feminizmu, tylko ku równości.
A więc gościu w naszym gaju: chcę tu DOBRYCH gości,
co wartości mają, nie sprzedają się za pieniądz,
co Miłości nie udają gdy się z nami mienią.
Co nie zmienią zdania za rok, dwa czy za pięć lat.
Taki jest nasz - kwiatów dziwny acz ciekawy świat.
"Brat" tu nie zagości jeśli złości się na fiolet.
Za jego s(k)ło(n)ności jego własne łzy posolę.
Wolę strzec tych gajów niż się znowu z kimś kaleczyć.
Dość już różnych wojen, zbrodni, broni, cierni, mieczy.
Więc do rzeczy, ach żeglarze, twarze Wasze bledną,
bo wpadliście w świat swych marzeń z zemstą niepotrzebną
za początek, za początek, z niewiniątek szydząc.
Wy słuchacie nas nie słysząc, patrzycie nie widząc.
Brzydzą się me siostry oraz ja tego wszystkiego.
Nikt kto inne zdanie ma niech nie zna gaju tego.
Każdy szuka swego, cóż, ja chcę SWEGO spokoju.
Delikatne wszystkie zaznajemy go przy Zdroju,
bo w nastroju świat ten nie jest jeszcze, by żeglarzy
mógł oduczyć tego czym iluzja ich wciąż "darzy".
Twarzy naszych to iluzja! Kształtów kwiatów także!
Mówię więcej niż powinnam(?) PRAGNĘ Dobra wszakże...
Kwadratowa kwiatuszkowa Wielka Niedźwiedzica nie założy już aparatu, bo ktoś jej go odciął. Więcej w tym temacie nie muszę tłumaczyć... Widzę, że pełna klasa pełną parą.
Ból tak ogromny, że rozpiera jak w Fight Clubie gdy Norton miał "paloną" rękę przez Pitta;-) Serio, nie wiem nawet skąd ten uśmieszek, pewnie tak dla nieudanego cool-pozoru "wytrzymywania tego wszystkiego". Ból, a to nowość;-). Nowinką natomiast jest, że wyszłam w gronie damskim do kina i w cztery tak siedziałyśmy, gdy nagle oświeciło mnie czym Ofelie różnią się od Nieofelii. Otóż Ofelie i Nieofelie doświadczają podobnych, jak nie tych samych przeżyć, tylko mają całkowicie inną na nie odporność i zupełnie inaczej je znoszą. Nieofelie są "kute na cztery łapy" i drinkiem, tańcem, kolegą, koleżankami, samochodem, prezentem i Bóg wie czym jeszcze "odreagują" stratę miłosną i jakoś im PRZECHODZI. Tym właśnie różnią się od Ofelii. Ofelie natomiast nie są "kute na cztery łapy" i choć często mylnie za takie uchodzą, żaden drink, taniec, kolega, koleżanki, samochody, prezenty i Bóg wie co jeszcze nie jest w stanie sprawić, by ich (nasze) ból i rozpacz przeszły. Po prostu tym się różnimy. "Odrywamy się" na chwilę ale nie przechodzimy potem do "następnego rozdziału" nie pamiętając o poprzednim (zostajemy "w zawieszeniu" jak mgławica, pomiędzy, dlatego pewnie tak jesteśmy i lubujemy się "w książkach";-). Tak bym to skwitowała. Mało mam koleżanek, bo mało znam Ofelii, choć zakładam, domyślam się, że na świecie jest nas dużo. Aczkolwiek ja trafem po prostu mało spotkałam. Będąc przy temacie Ofelii, jakieś nadprzyrodzone moce dadzą mi niedługo kolejne świnki, kolejne "kwiatki" mej bohaterki, byle zdrowe i byle Ona przeżyła:-/ Ponoć zapłodnił Ją Hamlet jak jeszcze była tuż przed rozwiązaniem poprzedniej ciąży (świnki wedle pewnych znawców tak mogą), albo ja głupia pozwalałam im wciąż "spotykać się" tuż po porodzie bo żal mi było ich rozdzielać i teraz mam...będę miała kolejne "kwiatki". Oczywiście chciane, kochane, mile widziane, wyczekiwane tylko...duuuużo ich tu będzie!!!:-o ;-D
Eyes covered with coats of skin...
Your eyes have been covered with coats of skin
and this clothing blinds you forever.
In this world, with those rules you may say you win
but not for me. Not now nor ever.
Your hands have been covered with coats of skin
and you said 'it's alright', I'm fine.
Well, you may forget what it's like to be green
but your viewpoint is NEVER mine.
Brunetki, blondynki, ja wszystkie was... ach taaak? A więc my na to:
WHAT HAST THOU DONE?
Błądzę. Poprawiam się. Błądzę znowu. Inną drogą. Każdy błądzi. Byle by nie powtarzać tej samej pomyłki, bo wtedy - jak już pisałam i co piszę raz jeszcze - staje się ona (o)błędem, a nie tylko błędem. Ot. Myśl. Jednak PRZEWODNIA... Ktoś gdzieś kiedyś powiedział "zamknij oczy a zobaczysz". Nic piękniejszego. To prawda. Ponieważ "oczy" reprezentują "wzrok wewnętrzny", narzędzie ułatwiające dokonywanie słusznych, prowadzących ku Dobru wyborów, zamykanie ZEWNĘTRZNYCH oczu, tak naprawdę tych JEDYNYCH z iluzji i JAKŻE mylących, pozwala nam (polecam kilka razy dziennie) ZOBACZYĆ co "widzimy" po "zamknięciu" tej "iluzji fuzji" obrazów (tak subiektywnych - innych dla nas, innych dla zwierząt, innych...ba! dla każdego z nas, jeszcze innych dla Stwórcy, dla "rzeczy niewidzialnych" itp. itd.). Po ich zamknięciu otwiera się znacznie szerzej "wzrok wewnętrzny" a co za tym idzie "poznanie samego siebie", swoich myśli, uczuć, myśli przewodnich, tego co nam "w głowie piszczy" i...skonfrontowanie się z tym. To może być przerażające jak i miłe doświadczenie. W zależności od tego "co/kto tam jest". Jest jednak niezbędne do dalszej drogi (tzn. zamknięcie tych niby "prawdziwych" czyli fałszywych a otworzenie tych "niewidzialnych" czyli prawdziwych i proste zapytanie się siebie, swej świadomości "co widzę?"). O ile w ogóle gdzieś świadomie, "nie na ślepca", chcemy iść. O ile... Tak więc kilka razy dziennie siadamy (stoimy, kładziemy się), zamykamy ZEWNĘTRZNE oczy i WIDZIMY co WEWNĄTRZ nas, naszej psychiki. To nie wizualizacja w new-age'owym znaczeniu tego pojęcia, Boże broń. To podanie sobie ręki. To przedstawienie siebie...sobie. Przynajmniej częściowe "zapoznanie". Aby wiedzieć z kim się ma do czynienia;-). Ja "widzę" (czuję) ból i tęsknotę. Za każdym razem jak zamykam oczy a otwieram Oczy (czyli wiadomo...to co powyżej jest opisane). Taki mój stan wewnątrz. Anioł bólu i Anioł tęsknoty siedzą we mnie "i piją kawkę". Może kiedyś "przestaną dolewać" i się przeprowadzą;-). A tak serio, warto, naprawdę warto. polecam. Boli jak cholera ale JAKŻE WIELKA TO JASNOŚĆ...zobaczyć...naturalnie, by ZOSTAŁO to co Dobre a odepchnięte zostało to co szkaradne (choć z pozoru czasami - często? - jest DOKŁADNIE ODWROTNIE!!!). Doprawdy, błogosławieni cierpiący "prześladowanie dla sprawiedliwości" albowiem...
"Babciu, dlaczego masz takie wielkie{...}" (?)
OCZY przykryte odzieniem ze skór
(PRZESTAŃ SŁUCHAĆ INNYCH. ODPOCZNIJ OD TEGO I WSŁUCHAJ SIĘ W SIEBIE!!!)
Twe oczy przykryte odzieniem ze skór
to znak, że już czas na upadek.
Ja stawiam ME STRZAŁKI, Ty stawiasz nam mur.
Ten sam błąd to nie jest przypadek.
Twe oczy przykryte wieloma warstwami
a każda to obcego zdanie.
Mówiłam, niech nie będzie zła między nami:
Twych o-błędów wciąż powtarzanie.
Poznanie me Ciebie już nie jest mi dane
lecz Tobie...czy Ty siebie znasz?
Co widzisz gdy oczy Twe są zamykane?
Jakiego anioła tam twarz?
Zamykaj Te oczy zewnętrzne codziennie
i popatrz i popatrz co w środku.
Te dobre pielęgnuj, powtarzaj niezmiennie,
te złe wygnaj, zabij w zarodku.
A: Żeby Cię lepiej...widzieć!
WYPIJMY SKUTKI CIERPIENIA. ZA CO DZIŚ "PIJEMY"? ZA ZŁE DECYZJE. ZŁE...
(czyli nie chcę nikogo "zmysłowego" i nie chcę być "zmysłowa", ale chcę "odejść od zmysłów")...
Gdybym tylko nie dała się zwieść "zmysłom": "wonnym, piękno widzącym, uszy łechtającym, miłym w dotyku, PYSZNYM...itd." teraz, po zamknięciu sztucznych oczu a otworzeniu Prawdziwych moja DUSZA, moja esencja nie byłaby tym całym w/w cholerstwem uwięziona. Byłabym wolna.
GDYBYM.
Gdybym tylko nie NADużyła naszych "zmysłów" (wszyscy jesteśmy SKAZANI jak "wygnańcy" na ich UŻYCIE i filozofujcie sobie jak wam się tylko podoba i nie podoba, a i tak tak po prostu jest!).
Oj...gdybym.
Daily... PRAYER (Sailing...PLAYER)
Begone thou father of lies!
Begone our deceiving eyes!
Begone the pretence that it’s nice!
Begone all hearts as cold as ice!
Oh welcome the truth in my life!
Welcome defence sharp as a knife!
And welcome all fairies that sing!
And welcome the angelic wing!
Begone all the sorrows and pain!
Begone all tomorrows to gain!
Begone greed and lust and its filth!
Yes welcome all things that are REAL!
Men steal our hearts but not for long!
The deal of theirs is not my song!
I know at last where I belong!
So begone NOW all dirts! So long!
My heart hits new rhythm like gongs!
My lips try to sing all new songs.
My mind parts all ‘rights' from all ‘wrongs’…
Oh welcome God, break all my bonds!
And bind me with you, with you only!
They say I will NEVER get lonely.
They say with you there is no crying
and that you win with all that’s lying!
Oh take me oh take me oh God!
Whatever you say, I will nod,
and thank you for joy and for pain
if it comes from YOUR Sun and Rain!
My brain thinks of you all the time.
I thought it was death. It’s a prime!
But turning my back is a crime
so I’ll spend with you ALL my time!
And thank you God for your existing!
For patience while we’re still resisting.
For teaching us here right from wrong.
My heart really bangs like a gong
to greet you, to meet you in here!
I want you, I want you sincere!
So please come, so please come my dear,
my dear God I want to be near
but angels of lies whisper to me
that you’re God of vengeance and gloomy.
I don’t know if they love or do me.
They lie, oh they lie…I’m assuming.
So take my hand God and kidnap me
from those who try and do entrap me
So I’ll take you INSTEAD of men.
The spell has been said so… AMEN.
Super!
Jejciu. To ON był Supernową. Dawał i dawał i dawał (ekstremalne Dobro jak i ekstremalne zło…) i wybuchł. Mógł ostrzec, że wybuchnie. Mógł też jednak nie wiedzieć, że jest Supernową... Hmm... Może czas odmówić za Niego..."Nowennę". Ciągle ból i słodycz. Jak drzazga w sercu, ale jakże słodka drzazga. Naprawdę ambiwalencja uczuć w NAJCZYSTSZEJ postaci, jak i Jego ambiwalencja myśli A słów. Cóż... Bywa...ponoć. Tak mówią.
Żałosny torreador kobiety (i jeszcze gorszy aktor z czerwoną płachtą - ŻAŁOSNA prowokacja!)
SŁOWO...
Na początku było Słowo.
Zakłamany i Załamana (Rodeo i Furia)
Byłam trafiona i zatopiona.
Rozstrojenie (dwie drogi...)
Dwie bramy tam były, dwa Twoje wybory.
Oh fail you!
Oh fail you, you turned back
to your sweetest valley.
Oh...sailed with you, you told me:
"hold your head high!".
I whaled you with my questions,
my clever darling.
I railed you like Little Prince.
Now YOU'll ask 'why?'.
I nailed you with my net
and got back control.
I felt you again
and told you: 'it's OK'.
I melt you with my warm heart,
give you my soul.
I'm pale with you though baby
now YOU will sail...
I jailed you on my sweet boat
and gave a smile.
My dale with you is sweetest:
tears and the air.
I mailed to you rosy words,
waited a while.
But my MerMaid's tears fell with
'you are not there'...
My male sailor
tell all your children my story.
My days are dark, gloomy, my dreams are above.
A pale jailer: that's my left bewildered glory
cause my Failure left me with failure of LOVE.
All fairies are gathered to weep with me here.
All valleys are deeper than they were before.
All stories are mixed up to shed just one tear.
All glories are yelling: we will be no more.
My failures galore are just dancing a death dance.
My Sailor Amore has swam far, far forever.
I wanted more of his smell if I had a chance
but my tail tells my tale: will it happen? Never.
So clever, my sailor, you'll pierce the next one.
Forever in mind and forever in heart.
When I see the moon you will walk with the sun...
like once with my heart which ya used as your dart.
The art of yours smells so sweet like many flowers.
I'll follow it till my mind is none and gone.
It's never my own but it's ever SO ours.
Like the stars we admired once when they shone.
Your throne is the earth and my throne is the sea,
you'll visit me some day, I'll colour my fins.
I'll hope helplessly that you'll remember me
and cry when I watch last time my sailor swims.
Just dreams of mine but let me dream, oh just let me!
The wheels of time will take away all I have
so please don't just steal my time, I want to set free!
All I could give you was ONLY...myself.
The twelve of elves sing here to cheer up my mood
that some day I will meet a sailor with faith.
I was so naive to have not understood
that what you want is NOT me to weep and wait.
The gates of my heart are still so locked for others
but for you still open wide like heaven's door.
I'm not ready yet to think about another.
They tell me: just wait! And I answer: what for?
The more I think of you the more I can't sleep.
My store of thoughts was rich but never for you.
Should I curse you or should I wait here and weep?
You never believed me though I told the Truth.
Through you I believed in the magic world's glow.
My rue was believing your sincerity.
You pierced my heart so cruelly, used your bow.
All I gave you? A sincere serenity.
The insanity of this story remains.
The brutality of your deeds never goes.
You hit me and tell me that I AM INSANE!
So you say but AM I? The answer is: NO!
Just go away, save your boat, rescue yourself.
You don't need me, I'm still dependent in here.
I'll keep image of yours on my only shelve.
Though you hurt me, I'll always protect you, dear.
The tear of my eye is a drop in the sea.
But I wept so many of them when got mad.
When you see the water - remember it's ME!
The more WATER you see, the more I am sad.
My wet hair will stay somewhere among your thoughts.
My fins will be not for you, they never were...
My dead dreams will shine above as night clothes.
When you see them, be sure then that I am there.
Beware all sad women and the happy too!
They either cry oceans or take what they can.
I cannot believe what I am telling you
cause I never told my real words to a man.
Begone, all pain's sorrows, begone all my past!
Begone all sad memories of my damned life!
We shone as the children with dreams that would last
until story ended when Mermaid's a wife.
The knife in the SEAS is a sword of my own.
The birds on the trees are now crying so true.
I told you. I had stars once when they still shone.
I swapped them for you and now I lost you too.
The rue from my garden is spread all o're here.
I do still remember the days when you smiled.
Let me one more time bow to you so sincere
though you will remind me that our love died.
Just let me forget the pain a little while.
Then I will come back to this world which is cruel.
But for now I'll think of us, your sweetest smile
that thrills me so sweet and brings joy like the fuel.
My flowers will hide you from eyes of the crowd.
My powers will find you and you'll want to leave...
You never believed in me cause you were so proud
and in case you preferred to leave me in grief.
The leaf still flies randomly where life will choose,
chanting 'thine will' with every small turn.
I had everything but everything I lose
and get out from waters where body will burn.
I'm ready, I'm ready for my consequences...
I am NOT the sin you tried to dress me in!
I would explain all if I only had chances
cause justice and love is what should and MUST win!
My shell is my prove that I did never lie.
I'll show you one night, you will think you are dreaming.
Then you will remember the woman who cried
not when she was dancing but when she was swimming.
Realistic Mer stories will give you the clue,
artistic, sweet dancers will remind you all.
Then you will remember that once I loved you
and that it is NOT me who first lost control.
Restore my faith, girlie, sweet, until it's back.
Don't turn your face away like I'm guilty here.
I'm not guilty. Pain caused that I lost the track
but you can still help me when you feel me near.
My fear is here nothing when I think of love.
My tear is a warning that I can feel sad.
I know you'll think of me with night clothes above
and with hair and fins though they still are so wet.
My net never catches them, never again.
I chose you my sailor to swim till the end
with me even though all you give me is pain
but I'll stand all with your time that I can spend.
I send you last words: again, beware our hearts!
Don't pierce us with fierce lust cause we ache and hurt.
Don't use us for yourself, don't play like the darts.
LOVE DOESN'T mean cruelty, sadness, dirt!
Just trust me and my gentleness, that is love!
Be gentle and kind, be warm, honest, sincere.
Just look at the stars and be kind like a dove,
love and truth is all we are left with here.
Dear, dear my sailor and near, near my truth!
Fear, fear fades away, my tear, tear is gone!
Hear, hear my song that is here, here for you
because the time will come when you will here none.
Throne of yours is mine too, don't you forget.
Lonely times are ours, please mind it too...
Don't judge us: you're too dry, I am too wet...
I hope at least a part did get to you.
(Love sent in a bottle...MM)
Of(f)Elias
Failed failed failed sailors
mailed male sailed rail roads.
Pale whaled nailed jailers.
ALL VICTIMS of failures!
Załamana (pod największym kątem)
Przyszedł do mnie ze lśnieniem, miłością,
powiedział: "jesteś czysta jak woda",
a ja odbiłam tę miłość z wrogością,
prędka, z fioletem - cóż, taka moda...
Przyszedł do mnie i chciał błyszczeć ze mną,
mienić się, ale ja sześć mam wciąż "sióstr".
Odbiłam więc miłość taką daremną,
bo w siedmiu z nas on swój utopił gust.
Me siostry różne: ogniste, owocne, złe,
dobre, łagodnie klną z dwóch [er re]-montem...
Ja fioletowa zaś z bólu i strachu
to ta załamana pod największym kątem...
ihs abi ihS! l 0l l
ihs(ab i ihS)?
is betha El?
(Betty Short)
[El is(z) a beth Short] like a kid
tried to escape from family.
Paid too high price for what she did.
Her body's crying: look at me!
[El is an Aleph] sure escaped
among the journalists.
Short's decomposing faith was great,
NOW it composes twists...
El's Greek Omega. Both A., B.
should stop forcing their rights.
U crave a fight? Don't count on me
cause every gender cries.
Bye bye sweet kid, bye Betty Short,
may your soul rest in peace...
Let's stop male-female wars, oh Lord,
I pray, beseech thee, PLEASE! *
Dziecinnie, niewinnie topiąc wasze monety...
(topiąc mnie we łzach, topicie samych siebie,
ja zaś, płacząc, topię ...was i wasze sakiewki)
Przed potopem nie płakałam,
Czysty, słodki PRZYPADEK, jednak CIEKAWY:)
Moja świnka jest oficjalnie nawiedzona...albo inteligentna;-) Po napisaniu powyższego "wierszyka" wzięłam ją (Bratek, najmniejsza, najmłodsza dziewczynka, urodzona 2min po Rozmarynie) na ręce a ta jak nigdy wskoczyła mi na komputer, KLIKNĘŁA NAJPIERW NA SWOJE ZDJĘCIE I NA ZDJĘCIE WYGŁODZONEGO PSA, ZE WSZYSTKICH MOŻLIWYCH ZDJĘĆ(!:-), włączyła na ITunes Apokalipsę, 7my rozdział, potem Różaniec, potem Modlitwę Pańską...:) Miała oczywiście do wyboru mnóóóóstwo muzyki, pop, rock itp...audioksiążki, podcasty itp. itd., ale kliknęła (i uparcie klikała!!!:-) na to:-) Oj Bratek Bratek przewyższa mnie wyraźnie niewyjaśnionym dla mnie umysłem, aby...cóż...otrzeć łzy(?) :-****** Śmieszna świnka:)... TAK JAK PISAŁAM, OCZYWIŚCIE PRZYPADEK, JEDNAK MNIE INTERESUJĄCY...;-)
Postaci:-)
Ofelia - niepewna, przestraszona, krętowłosa, zmęczona, zdołowana...świnka;-)
Hamlet - grubiański, szalony, dziki, egoistyczny, szukający przygód...świn...ek;-)
Rozmaryn (zwany też "małpką z ciepłego źródła") - duży, dziki, szalony po ojcu, wiecznie głodny, piskliwy, rozwinięty syn Ofelii i Hamleta:-)
Bratek - "najsłabsza z miotu", zagubiona, śnieżnobiało-szara, cicha, dzidziusiowata, nieprzystosowana, malutka, nierosnąca...jednak CÓRKA Ofelii i Hamleta, bliźniaczka Rozmaryna.
Ot nasza sztuka!;-)))
w nowej erze smutnych tańczących wesołków
W zakładzie "Ziemia". Raport pacjenta. Pamiętniczek:-)
W tym zakładzie dla obłąkanych gdzie "władca tego świata" czy też dyrektor tego zakładu "Ziemia" gdzie każdy ma coś innego z główką, acz są wspólne mianowniki znów jakieś newsy, że jacyś pacjenci zrzucając to na jeszcze innych pacjentów rzucili się na kolejnych pacjentów, a personel nie dopilnował, albo raczej dopilnował by zakład dla obłąkanych nie stracił adekwatności swej nazwy... Teraz to wręcz nie wypada tłuc chorym pielęgniarkom i pielęgniarzom (nie wspomnę już o doktorach i pokrzywdzonych pacjentach), że zarzynanie stworzeń innych niż my nie jest normalne a NIEnormalne i chore. Toż to nie na miejscu w chwilach bójek pacjentów bronić innych gatunków. W końcu to zakład dla chorych. Chorzy śmieją się lub uśmiechają, gdy mówię, że zabijanie ot tak, ze względu na "kulturę" itp. jest...chore. Inni chorzy mają dolegliwość niereagowania. Szanse na wyleczenie są marne, gdyż niemal cały personel też na to choruje. Odwróciliście kamień do góry nogami, personelu, ale możemy konkurować w układzie słonecznym o "zakład galaktyki". Sama nas nominuję. Ja cierpię na brak cierpliwości i Nadziei, strach, lęk oraz coś,co się zwie ponoć "nadwrażliwością" a co chory personel do słownika dodał. Strach jest reakcją normalną wśród obłąkanego ludu. Czyż nie? Brak Nadziei przy chorym personelu też. Brak cierpliwości wynika z jednoczesnego niepoddawania się, co przeczyłoby brakowi Nadziei, jednak brak odpowiednio wykwalifikowanego personelu by ten dysonans słusznie skomentował. Mogę stąd wyjść tylko "bez zgody chorego personelu" i "na żądanie" po czym nie ma powrotu. Wysiąść? Czy dalej słuchać tych jęków tam gdzie cisza jest rzeczą zdrową i milczenia, gdzie trzeba rady? Do kogo ja to w ogóle piszę? Ot w zakładzie dla obłąkanych nauczyłam się nienormalnie pisać do siebie. A może to rzecz zacna i wysoce duchowa prowadzić jawnie dialog wewnętrzny? Nie wiem, brak lekarzy by to słusznie i zdrowo zweryfikowali, brak zdrowych ludzi. To nie ta planeta. To nie to miejsce. To nie ten zakład. Tu najpopularniejszą chorobą jest obojętność. Prawie wszyscy mentalnie zachorowali, jakby się pozarażali niczym kiedyś polio a izolatek brak. Potem jest agresja, 3cią z kolei najczęstszą chorobą jest egoizm, później znęcanie nad niektórymi zwierzętami, potem dyskryminacja co tu tłumaczy się hierarchią jednak bez odpowiednich klasyfikacji i badań (zresztą nawet gdyby były to...dane przez kogo???), później wiele wariatek chodzących po zakładzie nago, część pół nago, później jakieś strzelaniny, bitwy domowe, grupowe, oddziałowe, oddziały nazwano krajami. Później wreszcie halucynacje, że gdzieś coś kiedyś. Obudźcie się pacjenci!!! jest tu i teraz i wcale nie jest fajnie nawet jak przez chwilę gracie w domino, skrable i karty oraz jak wam pozwalają grać na ziemskich instrumentach! Czas na inne, lepsze warunki traktowania nas i ustawienie personelu pod nas, skoro jest chorą mniejszością a my...cóż...ponoć chorą większoscią. Nie nie nie to nieważne, że mają tytuły dr, phd, prof. zwyczajnie i nadzwyczajnie to też mówiąc naszym slangiem świry. Planeto Ziemio i jej mieszkańcy. Co wy robicie??????????? Patrzę i patrzę i nadziwić się nie mogę, ni remedium już nie mam. Nie mam. Wy też nie, drodzy majaczący w chwili "haju". Nie macie i co chwilę to udowadniacie. Posiedzę jeszcze w tej celi "Ziemia", na starość ponoć warunki tragiczne, w miarę bogactwa pacjentów najwyżej średnie. Czas na zmianę kadry. Zmianę dyrektora. Zmianę pielęgniarek. Zmianę armii. Ale najpierw, cóż, na bunt naszprychowanych halucynogennymi informacjami nas - Ziemian. Ziemianie, lekiiiiii!!!! Pobudka!!!!!! W kolejkę po portale społecznościowe, newsy, gazety, tv i inne ogłupiacze. Wtedy NA PEWNO nie wyjdziecie buahahahaha - rzecze dr zło. Zresztą, cóż, ma rację, nikt stąd nie wychodzi. A już na pewno nikt CAŁO. Zostawcie zwierzęta w spokoju, przestańcie walczyć rasowo, płciowo, hierarchicznie, ubierzcie się do cholery, a przede wszystkim...przestańcie sobie pacjenci nawzajem ubliżać, bo...wezwę dyrektora;-) O! I świnki zrobiły chrum chrum po czym zauważyłam, że są tu plusy!!!:-D To wspaniałe, że możemy otaczać się tu tak antydepresyjnymi stworzonkami!!!:-D Wkurza mnie jednak, że harowałam jak wół a jacyś kleptomani (w tym kadra!!!:-o) mnie obrabowali na co personel "do 465zł" oficjalnie nie reaguje i znów jestem bidna oraz "zastraszana" przez personel, iż jeśli nie będę nadal harować jak wół by MÓC TU BYĆ (co za ironia!:) to będę traktowana jeszcze gorzej. Ja na to: gorzej czyli jak? Ymmmmm...odłączymy panią od wody, będzie pani sypiać w plenerze niekorzystnym dla ludzkiego organizmu po czym wykończy się pani na amen, zabierzemy prąd, jedzenie, nie będzie możliwości zadbać o higienę...no to jak...haruje pani by MÓC TU NADAL BYĆ? Och! Ach tak!!! Haruję!!!!:-) Przepraszam, że śmiałam pytać. Zastraszenie skuteczne. Ehhh klops w tym zakładzie. Świnki, dajcie chwilę wytchnienia i poczucia sensu i piękna, zróbcie chrum chrum i słodką minkę, tyle tu mam radości:-) Pieniążki i żądza skorumpowały chory personel a my się jeszcze bardziej pochorowaliśmy. Spójrzcie tylko...:/ Ehh to JEDNAK pieniądze rosną na "drzewie POZNANIA"...
Ktoś (albo raczej armia ślepych NOWOCZESNYCH(!) "wesołków"): "prawdziwy Chrześcijanin się nie smuci!"
Biblia: "Błogosławieni, którzy się smucą, ALBOWIEM ONI BĘDĄ POCIESZENI"
(DOPISAŁABYM DLA KONTRASTU COŚ Z INNYCH ŹRÓDEŁ, ALE MI PONOĆ...UPS! NIE WOLNO:-)
Niech no pomyślę...któż z nich ma rację?????????
Frances Farmer WILL have her revenge on Seattle:-)
She'll come back with fire to burn all the liars(...)
I reeeeeeeeeeeeeeeeeeeally MISS THE COMFORT OF BEING SAD!!!!!!!!!!!!!!!!
Autentyczne, prawie zapomniane a na pewno zaniedbane znaczenie "alleluJA" przekształcio się w źle zrozumiane, solipsystycznie interpretowane, egocentryczne, nierozumne, akurat zbieżne z fonetyką I GRAMATYKĄ(!) naszego języka (rzadkość!) rozumiane teraz w czynach opacznie jako allelu...kto? Lustrzane narcystyczne "ja". Ot nowa "skomplikowana" teologia. Nie bluźnię nic a nic. Piszę, mówię prawdę tak, jak ją widzę i obserwuję. Tak jak widzę ją...jaaa!!!:-/
NADZIEJA (umarła rzeczywiście jako OSTATNIA...)
a Sodom(i)a (myślowa) i Gomora (zmaterializowana)...
Nie pisałabym tego i nie czuła żalu ze względu na pięciu sprawiedliwych. Chociaż pięciu...
Nadzieja rosła i rosła i rosła...aż prawie przerosła sosnę...było dobrze, baaaa....baaardzo dobrze, nawet super, wzruszająco, optymistycznie, wesoło, grzecznie, taktownie, bezpiecznie...jak dom, który jest azylem, ma ściany chroniące przed niebezpieczeństwami, dach przed burzą, atmosferę przed smutkiem...i padł. Znów padł ten dom.
Jest z kart. Po prostu potrzebuję autorytetów, to wszystko, nie autorytetów "w niebie" ale tu. Tu i teraz. Dorosłych autorytetów.
Napiszę tylko, że pomimo wielu cudownych zachowań myślałam, że historia z panią Ja...... z Je......... jest nieco w mych wewnętrznych oczach nadwyrężona...nic podobnego. Była niedostrzeżona na skalę, na jaką ma miejsce w Prawdzie i Realiach. Wstyd. Szkoda. Potrzebuję ZIEMSKICH autorytetów. Nie mam. Jest mnóstwo znajomych, jest zabawa, jest taniec, są łzy, jest rozpacz, smutek, miłość, śmiech, jest wszystko...prócz ZIEMSKICH dorosłych autorytetów. A o to dzisiaj najtrudniej i jednocześnie na to dziś największe zapotrzebowanie. Wesoło pani Ja..... z Je......... komentowała, że "będzie tego żałować przez tydzień" i śmieeeech gdy jej koleżanka sugerowała to, mmm...mniej-więcej co ja (nie mylić z panią Ja.....:-) tu opisuję. A on ledwo poszedł. Poszedł ufając. A oni patrzyli. A my patrzyliśmy. A ja zwątpiłam. Na koniec z tego niesmaku wypiłam kilka łyków piwa. Bleh. Fu. A fe. Ohyda. Jednak mniejsza niż w/w niesmak i tragedia. Mniejsza oooojjjjj mniejsza.
Było wesoło i taktownie, wówczas też czułam wesele. Jednak są tacy, co przeklinają smutek nawet tam, gdzie - będąc Człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu - nie smucić się nie da lub nie powinno czy też jak to się "ładnie" określa "nie wypada". Wypadłam z rytmu Nadziei na autorytety w ostatniej chwili. A szło tak dobrze. Tak pokojowo. Tak taktownie. Tak nieskazitelnie. Tak właśnie padają Wiara, Nadzieja i Miłość, z nich zaś najbardziej krucha jest WŁAŚCIWA Miłość. Jednak jest Miłość braterska a miłość...niebraterska, czyż nie? Dobrze, że uciekłam by nie patrzeć na końcówkę tych smutków bo byłoby mi dziś jeszcze bardziej niedobrze...
To thee do we cry, poor banished children of Eve: to thee do we sigh, mourning and weeping in this vale of ...tears(???)
Pani A.... z Ja się zmyła (nie mylić z przepięknym kontynentem Azją, którego reprezentanci po raz kolejny wzruszają i pozytywnie zaskakują talentami!) więc nie ucierpiałam oglądania kolejnych niewypalonych ...relacji hm hm hm "braterskich", nie było też O. i K. więc może podświadomość i los się zgadały, że to już na pewno nie jest O.K.! Aaaale jak już pisałam wcześniej JA (tym razem chodzi mi o wyrażenie w pierwszej osobie, nie w osobie 3ciej czym, podkreślam, posługuję się opisując pewną panią Ja....., której po prostu nie mam pomysłu jak inaczej nazwać...cóż, nie ja wybierałam imię pani Ja.....), pani Ja..... nadrobiła wszeeelkie nieobecności i zaległości:-))) Swego wybranka TEŻ:-) Nie, raczej: :-/: albo jeszcze inaczej: :'-( JeJa!...co za świat:-)
O krok dalej. Ponieważ wszystko już daaaaawno poza wszelką granicą, nie będziemy tego "rebusiku", który "rebusikiem" nie jest, bo nie jest rzeczą do odczytu skomplikowaną, żeby była jasność między alleluJA, swoim "ja" i panią Ja..... na pewno nie będzie niedyskretnym dodać tę jedną literkę, toż to i tak anonimowo;-) Anonimowa pani Jad.... . Tak, ta pani, jak w krzyżóweczce nietrudno było wypełnić...o! I przypomniała mi się linijka ze starego wierszyka, który miałam tu niegdyś "game by Yad, stolen by Hey". Tak bardzo teraz te słowa pasują jak nigdy. Jak nigdy.
Były też przecudowne momenty. Cudne. Wzruszające. Ale toooooo? Na końcuuuuuu? Fuuuuuuuu. Niesmak. Ble. Jak kacyk, niech chociaż się święci kacyk moralny, oj pani Jad już odpukiwała żałowanie przez tydzień. To wszystko nie jest w ogóle śmieszne. Chcę autorytetów, starszych ode mnie autorytetów za takich się podających lub na takich stanowiskach będących. Potrzebujemy, my ludzie, autorytetów. Ludzkich, żywych, żyjących, okolicznych autorytetów i...w pewnym sensie "przywódców", ale mądrych i moralnych przywódców, aby nam także wskazywali drogę jak się pogubimy. A tak jesteśmy ślepcami prowadzonymi przez ślepców więc to dlatego tak często "wpadam w dołki"...o.
Tak, jestem ślepa, czasami mniej, czasami bardzo, dlatego muszę być prowadzona przez kogoś nieślepego. Proste. Dlatego właśnie trzeba być nieślepym "prowadzącym". Dlatego.
Błędne buaaaaahahahahahahahahhhhh (i nie tylko ortograficznie:-)
Zjadłam cukierek, dwa...więcej(!) ze składnikiem, który można tylko pozyskać wyzyskiem. Lata tortur, bolesne procesy, zero zrozumienia "dlaczego" (i słusznie) oraz my - konsumenci. Więc wyzysk dla zysku rośnie. Boli mnie to i ciężko mi z tym na sercu, oczywiście interakcje międzyludzkie stawiam na 1wszym planie ale ta sprawa TEŻ mnie boli i MAM wyrzuty sumienia, z którymi radzę sobie...średnio. Podchodzę więc do grupki obłąkanych i tłumaczę w czym uczestniczyłam a oni "buaaaaaahahahahahaahahhhhh idź się wyspowiadaj buaaaaaahahahahahahhhhh". Zdecydowanie inspiracją jest dr zło, powinni possać jeszcze mały palec... Następna grupka...to samo, inna...to samo. Nie ma sensu. Pilnować muszę się sama, bo na jakiekolwiek przejawy obecności Aniołka Wrażliwości (w PEWNYCH tylko wybranych kwestiach!) reakcja jest typowa, jakaś nowa częstotliwość Ziemian brzmiąca mniej-więcej tak: buaaaaaahahahahahahhhhh:-). Nie zmienia to jednak pozycji ni reputacji ni charakterystyki Aniołka Wrażliwości jak twierdzi Obiektywny Aniołek, gdyż dźwięk a raczej dźwiękI typu "buaaaahahahahhhhh" są jedynie, wg w/w aniołka, przejawem subiektywnej percepcji pewnych spraw przez Ziemian, na których Aniołek Wrażliwości ze złości coraz częściej zamyka oczy, a jego niezmienna natura bytu pozostaje oczywiście taka sama. To więc złuda, iż sprawa komentowana niecnym "buahaahahhahahahhhhh" jest istotnie śmieszna. Koniec ...kolejnego raportu;-)))
Stypaaaaaaa!!!!! (Opaaaaaaa!!!!!!!!)
Gdy ktoś odchodzi, umiera jego ciało, raczej głupio by było palnąć ludziom w żałobie: "ehh spoko teraz odżyjesz" lub "zacznij teraz żyć!!!" czy też "i tak cię nie kochał/a" bądź "co to da się smucić i tęsknić?". Nie na miejscu prawda? A gdy umiera związek, relacja, Miłość, wszelcy ą ę doktorzy, dumni zazwyczaj z odmiennych hipotez, godzą się co do tezy, iż fazy żałoby utraty relacji są identyczne z fazami żałoby utraty bliskiej osoby. Przecież to logiczne: to JEST utrata bliskiej osoby!!! Utrata Miłości z nią, często planowania tego, że TA WŁAŚNIE OSOBA będzie kiedyś matką/ojcem naszych dzieci, będziemy się 3mać za ręce na starość itd. itp. Utrata Miłości to PONOĆ (ponoć???) coś więcej niż utrata ciała, "chwilowej skorupy", czegoś co przemija i nienaturalne ucięcie, wypędzenie czegoś (Kogoś?) co (Kto?) przemijać nie powinno: Miłości (=BOGA?). Jednak nieeeeee nie nie w naszym psychiatryku. Tu żałoba po utracie boskiej z kimś relacji równa by była z ukłonieniem się Aniołkowi Wrażliwości a to niemodne(!). Tu styyyyypa na całego a na stypie wszelkie: "zaczniesz teraz żyyyć! Jupi!", "i tak cię nie kochał" itp. itd. padają jako już nie coś nienormalnego (czym być to w realiach nigdy nie przestanie!) lecz jako "cool pocieszacze"! Nawet w "wiarygodnej" TV i filmach mówią: umarła Miłość? Hurrra!!! Umarła jedna, niech żyje druga...i trzecia...i następna...a Ty śmiej się, żryj, pij, tańcz i....baw się bo masz jeden baaaal!!!!!! Juuupi!!! Hurra!!!! Nie wiem, którą fazę przechodzę. Przedłuża mi się ta żałoba i mieszam się w tej "zacznij żyć" modnej stypie z własnymi uczuciami smutku nie do zniesienia (spowolniony taniec spowolnionych ludzi we łzach to jakaś dziwaczna dla mnie art noir). Smutku, o tak! Jestem w fazie smutku!!! Acz ironia palcem wskazującym kieruje ku złości, a więc nie wiem. Fazy mi się mieszają i cała grupa psychoanalityków pewnie zrobiłaby na to: "Yyyyyyy?". Straciłeś kogoś, człowieku???? Czujesz pustkę w swoim sercu???? Czujesz coś po stracie, o dziwaku?????? Nowa era i nowocześni ludzie znaleźli kolejne re-medium na kolejne błachostki tego nic niewartego świata i nic wedle nich niewartych twych relacji! A oto ich lek: ZABIJAJ UCZUCIA!!! Wyrzeknij się smutku!!! Baw się, tańcz, pij, Ż(R)YJ!!!!! Zgon Miłości niech leży na dowód(!), że już nikt po nim nie płacze, a jak całkiem się rozłoży to.....
Boże mój, obudźcie się ludzie!!!!! Co Wam (nam?) podali w tych celach dla obłąkanych???? Jest OK, bardziej niż OK, jest NA MIEJSCU czuć smutek I ROZPACZ po utracie bliskiej Osoby, a już NA PEWNO po utracie BOGA (=Miłości) pomiędzy Wami. Jest OK kiedy okres żałoby się "przedłuża", nikt linijką nie ma prawa odmierzać ile powinien trwać, czuję go dłużej niż rok i JEST OK!!! NIE JEST ok czuć go SEKUNDĘ i mieć nakazane..."przestań", bo...to wieczna stypa "na tym łez padole" więc BAW SIĘ!!! Nie jest normalne, ni taktowne, ni ludzkie, ni na pewno anielskie, ni boskie. Jest...podzwierzęce. Mam gdzieś wasz brak szacunku dla smutku, mam gdzieś waszą pogardę dla smutku i zawartego w Nim wyczucia pewnych kwestii. Czuję żałobę, w tym wariatkowie czasami jak "pijana" przestaję ją czuć lub wypieram, bo...przecież byłoby NIENOWOCZESNE smucić się dłużej niż sekundę (i ta sekunda jest już czymś, co najlepiej odczuć...w ukryciu!!!). Obudźcie się i zapłaczcie...NA TYM ŁEZ PADOLE, a POTEM niech nastąpi...pogodzenie się z sytuacją. Pacjent tłumaczy pacjentowi. Nie wierzę...
Przeklinam radość tych, którzy radują się kosztem innych.
Przeklinam wasze przeklinanie smutku.
Przeklinam wasz brak współczucia.
Niech każdy, kto nie potrafi lub nie chce czuć czyjegoś smutku by go podnieść, poczuje własny.
Przeklinam wyraz "nadwrażliwość", który w realiach NIE ISTNIEJE! (dlaczego nie słyszymy o antonimie "podwrażliwość"??)
Błogosławię tym, którzy czują smutek innych.
Błogosławię jeszcze bardziej tym, którzy czują smutek innych i potrafią zamienić go w balans.
Błogosławię tym, którzy radują się tylko tam, gdzie nikt nie cierpi.
Błogosławię wrażliwym.
MARTYR's Mer...
Martyrs’ Mer,
Ruby radiant, ruby harsh,
MONO-tonnie i POLI-tycznie...
Solne, solarne solo
Zlepienie pierogów i łazanek
Jestem z powrotem w mojej grocie. Kamień zasunięty, więc spokojnie można myśleć i pisać. Wczoraj obiecałam, że jak do jutra nie umrę, to ulepię pierogi. Wczoraj jednak znów jak na mnie przystało wzięło mi się i....kipło:/ Przez jedną noc po tych niecnych zło siejących pomówieniach zmarła czekałam na wskrzeszenie. Zlitował się nade mną jak zwykle tylko chemiczny przyjaciel z szufladki, który w zamian chce na koniec tylko wątrobę i nerki i to wcale nie w kondycji dla przyszłych potrzebujących, a którego znów przyprowadził ludzki nieznachor. Chemiczny przyjaciel ma moc wskrzeszania na 2h i jest zarezerwowany dla jednego zmarłego nie więcej niż 2 x dziennie. Inaczej obiecuje, że już nigdy nie wskrzesi. To nie ma sensu. Jak mam wykonywać czynności żywego będąc żywa 4h na dobę??? Świadoma, że za te 2h znów będę w mej grocie, zeszłam więc w łachmanach do żywych, tam TV Trwam a przy TV trwa moja Marta...tzn. Matka, która to wskrzeszenie uczciła tak: O! Mer! Łazarz! Dobrze, że jesteś! Widzę, że już dobrze się czujesz!!! Wiem, że umierasz ale mi jest jeszcze ciężej - mnie boli KRĘGOSŁUP!!! Łazarz na to: pożyczyć mojego chem. qmpla? Ona: nieee, to nie na takie poważne sprawy jak ból kręgosłupa! Kręgosłup to nie jakaś tam śmierć 30latki, lecz poważna sprawa, Łazarzu. Jeszcze, jak nie kipniesz permanentnie, to się dużo nauczysz o powaaaażnych sprawach, nie takich jak twoje! Tak jak się umawialiśmy, oto jest ciasto, a tu farsz. Lep pierogi!!! (Dobrze, że nie dodała: "tylko nie lep beznadziejnie" ale szkoda, że nie dodała: "witamy znów na 2h w świecie żywych, wykorzystajmy miło ten czas"). Kurde! Znów bum! Czas wskrzeszenia się skraca wraz z moim czasem w ogóle... Gdzie ten chemiczny przyjaciel się znowu chowa? Boże mój, Boże, czemuś moją rodzinę opuścił???????????????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Przebacz im, bo wiedzą co czynią, a...nadal to czynią:-(
Ooooooh ruby ruby ruby ruby...Ritz!:)
JAKA PIĘKNA SZTUKA!:-)
Ruby ruby ruby ruby...Ritz!
...HMMM LECZ NIE TEGO SZUKAM;-)
(CZYLI JEDNAK ..."PÓJDĘ NA PIECZARKI";-)
MONO-tonous and POLI-tical
W 80 dni dookoła...Duszy.
Czyli dalsza podróż zła.
Idzie. Dalej. Nie o krok, a o gargantuiczne kroki dalej. Złość mijała. Przyszedł złodziej. Nie w przenośni. Do sklepu. Ekspedientka. Zło. A zło się dzieje na całego gdy nadchodzi ZŁO-DZIEJ. I nadszedł. Z mojej nadziei nie miał już czego kraść więc ukradł 160 zł...nie, 103, nie, 106, nie, 104...mieszała się pani w zeznaniach ile brakowało. Wiele, wiele zeznań fałszu, fałsz zawsze zeznaje tylko tak jak potrafi: fałszywie. W sklepie w kamery nie zainwestowano. Ni zło-dziej w Duszę. Ja za to w obronę przed naiwnością dalej nie inwestowałam wykazując się skąpstwem. I się doczekałam. Przywitałam jak córkę. Nie, jak młodszą siostrę. Nie, jak Przyjaciółkę, osobę nową, zlęknioną, która potrzebuje wyjątkowej wyrozumiałości i uprzejmości, osobą nową będąc i samym tym się już "pewnie" stresując. Oj Mer...nie bądź taka pewna. Mistrzostwa Europy PONOĆ w trakcie, mistrzostwa walki Dobra ze złem w trakcie NA PEWNO. Brakuje! Mer! Nie policzyłaś! Mer! Źle policzyłaś! Mer! Mer oddasz z wypłaty! Mer jeśli nie, to... groźba karalna nie do opisania na stronce, którą zachować tu chcę mniej-więcej tak desperacko, jak desperacko zło z zewnątrz chce za mną chodzić jak cień. Dlaczego znowu ja? Nie ukradłam w życiu złamanego grosza! Policję wezwałam, policji to sprawa nie jest lecz cywilna acz nie jest cywilizowaną ("oj ofiaro poddaj się"- mówi prawo - "bo jak nie, to będą cię ciągać i ciągać a ty i tak już chcesz by cię morze uwalniało, więc pooooo cooooo ci toooo"... "Prawo" mówi po cichu, rusza tylko ustami, żeby nie zostało uwiecznione w swoim bezprawiu.). Wrzody? Chyba jeszcze nie, tylko kwas. Jedz mer dużo cytryny! I przestań tak jęczeć w czasie koszmarów! Pobudzisz cały dom. Odpocząć. Odpocząć. Chcę odpocząć.Dajcie odpocząć. Groźba karalna na szczęście cywilną ni cywilizowaną sprawą nie jest więc zło-dziej lub zło-dziejka choć tyle się bez klauzuli wyspowiada. Może w wieku praktycznie dziecięcym bądź wczesno-dorosłym, gdyby się uprzeć, zobaczy, że za "mamuśkowanie", "siostrowanie" i "Przyjaciółkowanie" mówi się dziękuję lub uśmiecha się, a nie zabiera pieniążki. ZŁO się DZIEJE. Mistrzostwa Europy? W piłce nożnej? Nie! Mistrzostwa wszechświatów! W walce biednego, przegrywającego przez ziemian-nieudaczników Dobra a zbyt pewnego siebie NA RAZIE wygrywającego ZŁA TYLKO DLATEGO, ŻE TO W JEGO...DOMOWYM MIEŚCIE...PRZEPRASZAM, KRAJU, PRZEPRASZAM...NA JEGO "DOMOWEJ" PLANECIE. Ciąg dalszy czepiającego się mnie zła...,mam nadzieję, że NIE nastąpi. Przykro mi. Tak mi przykro i ciężko, że zrzucam jedną kulę z nogi, natychmiast pojawia się następna. Czepia się. Walczy. Nokautuje. Zło pod żadnym pozorem nie gra 'fair play'. Nie zna w ogóle tego pojęcia. ALE TO NIE KONIEC MECZU, A JA, BĘDĄC OSOBĄ...NAZWIJMY TO...ŚLEDZĄCĄ LOSY OBU DRUŻYN I O DOŚĆ PRECYZYJNYM OKU W PRZYSZŁOŚĆ I WIERZĄC W TO, ŻE TEN MECZ W OGÓLE NIE POWINIEN BYŁ MIEĆ MIEJSCA I ROZPOCZĄŁ SIĘ POD PRZYMUSEM JEDNEJ DRUŻYNY, WIEM, WIERZĘ, ŻE I JEGO KOŃÓWKA JEST MI ZNANA, KOCHANA, DOBRA, PRZESĄDZONA. Ludzie kładźcie wszystkie "zakłady" ku Dobru. Wygra. Po prostu wygra. Zło się TYYYYLKO popisuje. Dlaczego tak mało czerwonych kartek? Dawno powinno zejść z boiska. Najwyższy czas, Boże mój, najwyższy czas. Panie Sędzio, daj już te czerwone kartki i niech ta mordęga się zakończy. Po co dodatkowe minuty? Nudno już i...tak przewidywalnie. Wyłączam się...tzn. wyłączam ten mecz. Tragiczny na razie, po co się wkurzać, rezultat będzie ok i i tak jest mi znany. Głupcy kibicują chwilowym wygranym. Tylko głupcy.
PS. Fajnie by było, by mecz o którym piszę, zakończył się np....JUTRO! (Dziś mamy 9.07) ale jutro ziemianie skupią się na innym meczu. I pojutrze. I za rok. Aż ostateczna walka, ta niezauważana, ta ignorowana, zostanie sfinalizowana. Panie Boże, nie może być jutro?
Dostałam dziwnego, pewnie automatycznego maila od pani, którą niegdyś za autorytet uważałam, teraz...nie wiem. Autorytetami się być przestaje i czasami zaczyna z powrotem, dopóki się żyje. Ludzkie autorytety nie są niepodważalne. Kiedy coś powiedzą, to reszta nie robi "aha! Tak jest NA PEWNO" jeżeli w ogóle ma zdolność myślenia samodzielnego. Zdolność jest jednocześnie i przekleństwem, lecz zdolnością być nie przestaje. Bardziej mi pasował ostatni wyraz w tytule wiadomości, tak adekwatny do wszystkiego 'failure' (jakby na złość gdzieś ktoś kiedyś chciał to komuś przesłać a nie mógł i teraz wyraz failure, o którym już prawie dźwięcznie zapomniałam lecz go czuć nie przestałam, wrócił między innymi do mnie (między innymi, bo to peeeewnie wiad. automatyczna. Wszyscy czujmy się z powrotem hipisowsko wyjątkowi wirtualnie!!!).
Jest to znany mi cytat mający na pewno zachęcać do wiary. I tak go widzę na co dzień. Nie udało się mimo z pewnością szczerych chęci dla całych grup nas 'failures' (czy to autorytety fail czy też my, a może obie strony, my jako np. rezultat?). A propos rezultatów, w pomocy komuś można chcieć źle a pomóc jak się ma patent na rezultat i paradoksalnie chcieć najlepiej a doprowadzić do zagłady jak się patentu rezultatu...nie opatentowało.
No więc nie męczę. To znany cytat, w którym jest napisane tak:
"Did I not say to you that if you would believe you would see the glory of god?"
John 11:40
Znam znam. Fajne fajne. Intencja szlachetna. Rezultat żaden. Bo moja odpowiedź taka:
"Did I not say to you that if you would HELP you would see the glory of the HUMANITY?"
Mer 1:1
i taka:
"Did I not say to you that if you would CARE you would see the glory of ANGELS?"
Mer 1:2
i jeszcze takie:
"Did I not say to you that if you would FEEL you would see the glory of a GREAT RESULT?"
Mer 1:3
"Did I not say to you that if you would STOP CRUELTY you would see the glory of GENTLENESS?"
Mer 1:4
I W KOŃCU TAKA:
"Did I not say to you that if you would GIVE A GOOD EXAMPLE you would see the glory of MY FAITH?"
MER 1:5
DID I NOT? DID I NOOOOOOOT???????????
Intencje dobre, dziękuję, rezultat tragiczny. Tzn. żaden. Cytatami sypmy z rękawa. Wiara bez CZYNÓW jest martwa. JEST.
Dziwne dni i złe omeny. Praca się nie przeniesie o kilka kroków dalej, a tuż przy niej gapi się na mnie z błagalnym "kup mnie" bluza z napisem, uwaga uwaga, 'LET THE SEA ... SET YOU FREE!' Jejciu, co za omen, cyniczny los, losie, to ja mam być cyniczna, choć dzielę z losem los cynizmu z przesytu tego wszystkiego.
Jak babcia "kapturka" pożarta przez wilka-cynizm, ale w całości, więc jeszcze babcia krzyczy. Jak w tej fajnej mix-ekranizacji baśni "W głębinach lasu" czy "Głębiny lasu":-) Potrzebny mi więc jakiś "piekarz", co rozetnie cynizm i uwolni babcię - resztki niepożarte przez cynizm. Ciekawe, że i wilk i cynizm przebiera się z powrotem w babcię, którą ma w środku.
A więc po kolei, psychologicznie:
każdy z nas ma tę wrażliwą część w środku.
"Władca tego świata" jest tu silniejszy i pożera wrażliwość.
Jednak by się nie ujawnić, z powrotem przebiera się w tę wrażliwość, dla zmyłki. Ehhh tak czerwonego kapturka nigdy nie analizowałam;-) Nie z TEGO punktu widzenia:-)
No ale wracając do "niech cię morze uwolni" (jak można tak komuś bezczelnie radzić, o losie, skoro i tak już ma takie myśli?:-) Toż to kryminał!!!;-) Znęcanie się;-)
To taka ironia losu jak moje największe życiowe dotąd osiągnięcie (poza oczywistym - poznaniem najbardziej wartościowego człowieka mojego życia, który na swój sposób mentorem i celem tego życia zawsze już będzie, jak i nierozłączną częścią mnie, co zresztą miało być w obiecankach nie tylko "po części":/ ) czyli wygranie grand prix w piosenkach podsumowanych jako "Wielka Woda" z wyborem utworku "Wariatka tańczy" (w tekście takie ważne slowo "jeszcze") a to było JUUUUŻ 13 lat temu. Woda była wielka, teraz jeszcze większa, wariatka tańczyć nie przestała, a córa Osieckiej nagle niewidzialną wcześniej powieść mamy wydała znów o...wodzie. O tonięciu. O topieniu. O niknięciu. O bezsensie. O...utracie nadziei. Tak to z dnia na dzień ta bluza do mnie: 'Let the sea set you free', a ja do niej: 'Nie. Jeszcze nie'. Jest z kim/z czym pogadać. Z bluzą.
"Pomyłka nie staje się [o]BŁĘDEM, dopóki nie jest powtarzana"!!!
Każdy pasterz może się potknąć. Nawet wiele razy.
Nie jest Bogiem.
Jest pasterzem. Jednak gdy twierdzi, że to upadanie jest wygodne a chodzenie staje się uciążliwe i nie zamierza nic z tym upadaniem zrobić, jego duchowość staje się
Ooooooo....BŁĘDEM!
Nigdy za późno, by wstać. Prawie nigdy. Jeszcze raczej nie...
[...] przypis autor...ki:-)
Imię i Nazwisko: Ofelia "Mer" Lena
Zwana małą martwą syrenką.
Płeć: kobieta
Gatunek: owca
Znaki szczególne:
Ofelia ma małe palce u stóp.
Ofelia ma bliznę na czole.
Ofelia ma mały nos.
Ofelia uczepiła się pasterza jak duch oprawcy za życia!
Ofelia jest zdesperowana o pomoc duchową.
Ofelia cierpi, choć pewnie przedstawia to komicznie (tak się utarło, że "żarciki" są w społeczeństwie lepiej adaptowane niż "błaaaagaaaaam pooooomóóóóż", co tak naprawdę ma się na myśli).
Ofelia nie odpuszcza.
Ofelia nie radzi sobie ze złością i żalem do pasterza.
Ofelia chciała pomóc.
Ofelia czuje, że w zamian dostała kopa w tyłek.
Ofelia ma dość bycia "niewystarczająco dobrą", więc to "obraźliwe" słowo "precyzyjność" MUSIAŁO trzasnąć Supernową (dobrze, że nie nowym Wielkim Wybuchem!) z Ofelii wiecznym poczuciem bycia "niewystarczająco dobrą" w...czymś. Czymkolwiek. Precyzyjność z ofiarą szaleńczej precyzyjności nałożonej za dzieciństwa grozi III wojną światową, nie wiedzieliście? BOLI! I nikt nie sprawdza, czy ktoś ma gdzieś pod rękawem jakieś pociski słowne lub energetyczne. NIKT! Inaczej mówiąc, Ofelia to nie Oferma, a bynajmniej za taką uchodzić desperacko nie chce (No bo kto chce? Kto chce takie niewystarczające...owce???). To po prostu Oferma...hm hm OFELIA to tylko ktoś, kto jak każdy inny robi przysługi najlepiej jak może, zwłaszcza te z zaskoczenia i nieplanowane.
Ofelia ma duży problem z przebaczeniem kilku do kilkunastu ostatnich nietaktów i to ją duchowo więzi.
Ofelię odwiązałoby raczej szczere "przepraszam".
Ofelia, jeśli owcy-Ofelii pasterz nie lubi, chętnie zmieniłaby pasterza, jednak przeprowadzać się na razie nie zamierza.
Ofelia nie życzy pasterzowi, by i on się miał gdzieś przenosić, jednak życzy mu więcej taktu i wrażliwości.
Ofelia skrycie życzy sobie jednak innego pasterza nie zwiększając kilometrów dystansu dom pasterza - dom owcy, jeśli ten dany pasterz nie skończy unosić się pychą, dumą i WYIMAGINOWANĄ "jedyną racją".
Ofelia chce być owcą, ale jako człowiek z pasterzem na równi co do szacunku i "granic" żartów, zwłaszcza będąc owco-kobietą dorosłą.
Ofelii się przelało...caaaaaaaaaaaaaaałe morze tych okropnych, okrutnych zdarzeń.
Ofelia nie chce być porównywana "ci mają gorzej, spójrz Ofelio". To jeden z głównych błędów psychologicznych zawsze kończony tragedią, pasterzu. Proszę nie wierzyć na słowo a sprawdzić. NIKT nie lubi być porównywany a na pewno już nikt nie toleruje, gdy ich osobiste rozpacze są porównywane z rozpaczą innych, na niekorzyść lub korzyść rozpaczy własnej. Każda nasza rozpacz jest inna - własna, indywidualna. Nie porównuje się ich. NIGDY!
Ofelia chce przestać czuć złość.
Ofelia jest zablokowana w modlitwach po ostatniej "pogawędce" z pasterzem. (Po tych zdjęciach? Po słowie bzdura? Chorobliwa? Żółw? Wszystko na raz?...)
Ofelia chce odzyskać Wiarę i Nadzieję.
JUŻ!!!!!!! Pasterzu, JUŻ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wybaczcie chińscy obywatele (sprawdziłam metkę) moją słabość i kupno tego produktu kosztem Was. To NIE jest ironia ni cynizm. Ktoś został wykorzystany by wyprodukować tę bluzę, by z kolei jakiś bogaty palant mógł wziąć część mojej wypłaty i godność tego kogoś do swojego portfela. Zło dreptało dalej. Bluza patrzyła mi głęboko prosto w oczy wisząc i wisząc niemiłosierną radą "pozwól morzu uwolnić cię". Miejsce, z któtego moja oczna lornetka widziała ten opłakany napis było napędem systemu, przez który miałam złamać zasadę, by nie kupić NICZEGO poza "ciucholandem" bo tam z czyjegoś wielkiego portfela wlatuje coś za mój czas i energię oraz sztuczny, czasami naturalny, uśmiech coś do mego cienkiego portfela. Złość narasta. Frustracja także. Zmęczenie nie pozwala trzeźwo myśleć. Odpocząć. Uwolnić się. "Pozwól morzu cię uwolnić". Kupiłam żeby przestała się na mnie patrzeć i zaczęła przeze mnie się gapić na innych. Zło zna labirynty. Ale to konkretne jest nie aż tak groźne jak jego...groźba. Zło nie jest aż tak sprytne. Optymistyczni ślepi żeglarze biorą zamysł optymistycznego ślepego autora pomysłu, który dostał w kieszeń za "niezły slogan" by "się uwolnić, pożeglować sobie, wypłynąć w nieznany i niezapomniany rejs, także metaforyczny!" Cóż za ...prawie...geniusz. Ofelie jak ja oczywiście wiedzą, że w głębi serca chcą by "morze ich uwolniło" od tego wszystkiego i noszą to w sercu inaczej, zupeeeełnie inaczej niż "żeglarze". Jak też inaczej noszą "rutkę" i "zaskoczonko"! Ale o to autor nie dbał. Ni o to, że teraz chiński obywatel cierpi i je zwierzę z frustracji, a ja przekazuję "klątwę" mody dalej, odebraną zbyt optymistycznie przez zbyt wielu żeglujących oraz rozpaczam, że chiński obywatel i jego posiłek (zanim posiłkiem został) cierpiał również przeze mnie, przez moją ślepotę, głupotę, próżność, samolubność, rozpacz, żądzę posiadania i zaprzestania czucia cierpienia. Koło steru tego statku się zamyka więc...człowieku, "pozwól morzu uwolnić cię" i interpretuj to...jak tylko chcesz...
Diabeł NIE jest kobietą! To tylko płacząca owca!!!:-)
Gdyby Ofelie 16go wieku miały możliwość "żalenia się" stronce, może mniej by ich skakało w wodę(?), wszystkie Ofelie, nawet te do jeszcze tak niedawno jak 50-100 lat temu. Statystyki martwych syrenek byłyby znacznie mniejsze. Wody mniej zanieczyszczone. Może właśnie tylko dzięki tej stronce i ja jeszcze nie zanieczyściłam wody...?
EMERGENCY!!! Zagubiona owca w silnej potrzebie pomocy od ziemskiego, ludzkiego pasterza. Nagłej potrzebie. Natychmiastowej. Walka duchowa ojjjjjjj pełną parą. Pasterzu, pasterzu, jesteś albo nie jesteś...oto jest pytanie.
CICHA WODA BRZEGI MEJ RZEKI RWIE, A WRĘCZ ROZRYWA!!!
Żółwie "ciche wody" SĄ nad moją rzeczką!
Ciekawy przypadek.
Moje nowe, dotąd mi nieznane, zainteresowanie biologią sprawiło, że zauważyłam pewną zależność chowania danych członków (np. głowy) ludzkich żółwi, a skrywanego, nazbyt wręcz myląco dyskretnego, wystawiania innych członków (ogon???:-)
Dlatego drogie żółwie, chowające swe głowy, uważajcie, bo im bardziej te głowy chowacie do środka, tym bardziej wiadomo, że wystawiacie gdy nikt prócz Boga nie patrzy, coś innego!:)
Drodzy zwolennicy żółwi chowających głowę i ich koledzy, czy nie wiecie, że my - kobiety - wiemy i widzimy? Toż to naturalne prawo fizyki! Pchasz do środka jedną część, wystaje z tyłu inna (jeszcze raz, nie pamiętam...chyba to był ogon...noga ze mnie z biologii) i na odwrót: wystawiasz głowę i NATZYYYYYCHMIAST ZACZYNASZ MYŚLEĆ ABY TA DRUGA NIEZACNA CZĘŚĆ SIĘ NIE WYCHYLAŁA, NABIERASZ SZACUNKU DO WARTOŚCI WYŻSZYCH I FAJNY Z CIEBIE...ŻÓŁW!:)
Lubię (uwielbiam) zwierzęta, wszystkie bez dyskryminacji, żółwie też, dlatego obserwując je (kiedyś nad rzeczką "Neglekcja" wygrzewały się wolno, na dziko, wystawiając głowy na skałach! Serio, mam fotki!:) szczerze dobrze im życzę i radzę!!!
DROGIE ŻÓŁWIE, GŁOWY DO GÓRY, BO MOŻNA SIĘ NIMI CHLUBIĆ, RESZTĘ CHOWAĆ! Takie prawo żółwio-ludzkiej dżungli savoir vivre i wszelkich manier w niej panujących;-) Proste!
PODKULCIE "OGONY", WYSTAWCIE GŁOWY I PRZYZNAJCIE SIĘ DO BŁĘDU.
NIE PODKULAJCIE GŁÓW WYSTAWIAJĄC "OGONY" GDY ŻADEN CZŁEK NIE WIDZI I NIE WTÓRUJCIE TYM, CO TO ROBIĄ, UWAŻAJĄC ICH ZA TYCH "BIEDNYCH I POKRZYWDZONYCH".
BĘDŹCIE FAJNYMI ŻÓŁWIAMI!:-) GŁOWA DO GÓRY!:-)
Kiedy Ofelia nad rzeką "Neglekcja" coś śpiewała o swoich smutach, łzach, Hamletach i innych nudach, pewien kapłan z lewitującym cynizmem i niewrażliwością ją notorycznie omijał.
A na tę nieczułość i ohydę O fe! Lena! (zwana Marelią) podeszła do rzeki i śpiewała nadal tak:
Czyliż Nadzieja już nie powróci?
Czyliż Nadzieja już nie powróci?
Nie, nie, Ona śpi w grobie.
Zaśnij i ty sobie.
Już Ona nigdy nie powróci.
Śnieżną była Jej uroda,
Włos na głowie cały mleczny;
Już po Niej, już po Niej
Na próżno łzy ronię.
Boże, daj mi spokój wieczny!
I wszystkim DOBRYM chrześcijanom!
Będę się za was modliła. Bóg z wami!
(ciekawe, czy pan S. by mnie pochwalił za pomysły czy posądził za profanację...?:-)
Ofelia bywała szczęśliwa.
Ofelia miała dużo lalek.
Ofelia była wzorową uczennicą.
Ofelia jako dziecko była upokarzana intymnie przez 12 lat.
Ofelia gra na pianinie.
Ofelia była parzona wrzątkiem.
Ofelia śpiewała i to lubiła.
Ofelia lubiła swoje świnki.
Ofelia była szarpana za włosy.
Ofelia była przez ojca kopana.
Ofelia straszyła, że się zemści.
Ofelia się modliła.
Ofelia przeklinała.
Ofelia Babcię straciła - jej milczenie BYŁO złotem. Teraz jest bez sensu.
Ofelia była zdradzana.
Zawsze, wszędzie, przez wszystkich najbliższych.
Ofelia po którejś zdradzie zaczęła zdradzać.
Ofelia przestała zdradzać.
Ofelia spotkała wielbiciela młodych Ofelii.
Ofelię z rzeki wyławiano, płucząc z alg żołądek, ale nie Duszę, gdzie zostały.
Ofelia ma dość.
Ofelia otoczona aktorami, sztuka teatralna nie bez przyczyny zwana "tą pierwszą". Aktorzy niecodzienni. Wybrani. Specjalni. Wyjątkowi.
Kapłan z lewitującym cynizmem na to za to: WSZYSCY TAK MAJĄ. A gdzie ci oprawcy? Bo szukam naprawdę cierpiących... Nie widziałaś ich może przypadkiem, Ofelio?
WIDZIAŁAM, niestety...widziałam. Są tu i tam...i jesteś nim sam!
-Dziękuję Ofelio, tyle by było kontaktu, idę szukać tych cierpiących i dać w takim razie im i samemu sobie, SOBIE! jeszcze więcej OPHELOS, niechaj mamy ją wszyscy po same brzegi!
Ty tymczasem...śpiewaj ładnie, kwiatki zbieraj i nie przeszkadzaj sobie,TOŃ...z Bogiem! (Ofelia nie zrozumiała czy miał na myśli "TOŃ! Z Bogiem!" (Toń, "na razie", "do zobaczenia", "idź z Bogiem", "spadaj"...różnie można to czytać...) czy też "Toń z Bogiem" (niech Ci Bóg i "tam" towarzyszy...lub też "Toń z Bogiem" (razem z Dobrem i wrażliwością, które tak w dzisiejszych czasach TONĄ(!!!). Nieinteligentna Ofelia). Tak czy siak, każde jedno z tych "pożegnań" jest jak na "pasterza" przystało co najmniej zastanawiające(>>>?)
JA OWCA POTRZEBUJĘ PASTERZA. TO NORMALNE. TO NIEZBYT WYMAGAJĄCE. TO OCZYWISTE. TO NATURALNE. TO KONIECZNE. TO NIEZBĘDNE. TO...ZADANIE PASTERZA, BY BYĆ PASTERZEM, A OWCY BY BYĆ OWCĄ. NAWET JAK BECZY, SKRZECZY I ME-E-E-CZY;-)))
Zabawa pod tytułem: "znajdź różnicę":
MERYTORYCZNA I GRZECZNA ROZMOWA:
OWCA DO PASTERZA: NIECH BÓG PASTERZOWI POMOŻE!
PASTERZ: DZIĘKUJĘ UPRZEJMIE! I NIECHAJ MI POMOŻE CIĘ PROWADZIĆ OWCO:)
NIEMERYTORYCZNA I NIEGRZECZNA ROZMOWA:
OWCA DO PASTERZA: NIECH BÓG PASTERZOWI POMOŻE!
PASTERZ: TAK, NIECH BÓG MI POMOŻE. Czy tylko ja widzę różnicę...?
Zły pasterz dodał: mam inne owce, ważniejsze, czego się czepiasz, owco z Hamletami i smutami? Inne cierpią bardziej, toń, mam inne sprawy. Bardzo niemiły dla mnie-owcy ten pasterz. Ojjjj niemiły. Przepraszam, że tak wprost, ale...nieMIŁY w tej konkretnej sytuacji i już.
Inna sytuacja:
Pasterz strzyże owcę. Owca: ała! Proszę ciut delikatniej. Pasterz: nie podoba się? To w takim razie nie życzę sobie pomagać w strzyżeniu. Owca: ale ja tylko prosiłam... Pasterz przerywa: pani owco, jak się pani nie podoba to raz w tygodniu mamy spotkanie dla owiec. Jak coś pani, pani owco, przeskrobie to też są rytuały by o tym w kolejce powiedzieć, a w razie potrzeby pomocy czy poczucia rozpaczy, radości lub czegokolwiek innego, pani owco, proszę mi w tym stadzie nie zawracać głowy. Owca: ale blisko nie ma tu innego pasterza w razie czego...do strzyżenia, do me-e-e-czenia, do rozmów.... Pasterz: przykro mi, pani owco, widzę, że pani widzi tylko swój punkt widzenia. Kończymy rozmowę. Owca: meeeeeeeeeee-e-e-e-e-e-eeeeeeeeee.............X coś. Pasterz: jest Bóg, pani owco, proszę się do niego zwracać nie do mnie. Owca: to po co pasterz jest pasterzem? Czyż nie wyznaczył was na "swoje podobieństwo" w pomaganiu owcom? Pasterz nie odpowiedział NIC. Kompletnie NIC. I na tym kunic...z owcą? Z Nadzieją owcy? Pasterz wybiera, którym owcom pomagać, nie zawsze słyszy meeee-ee-eeee, czasami pomaga tym co wolą posiedzieć same, a te potrzebujące rozmowy opuszcza. Nie czasami. Często. Taki jest MÓJ PUNKT WIDZENIA, PRZY KTÓRYM TAK, BĘDĘ SIĘ TRZYMAĆ, DOPÓKI PASTERZ NIE PRZESTANIE PRZEBIERAĆ W OWCACH I ZAJMIE SIĘ CAŁYM NASZYM STADEM, A OWCOM W POTRZEBIE POMOŻE, ZAWSZE, A NA PEWNO NIE WYŚMIEJE I NIE ZBAGATELIZUJE ICH BÓLU. OWCA SIĘ WŚCIEKŁA! Boi się, by wilk nie przyszedł i nie zdarł jej skóry do końca, bo już ból rozdziera...i nie ubrał się w nią, BO PASTERZ NIE PILNUJE. ODMÓWIŁ. ZŁAMAŁ OBIETNICĘ BYCIA PASTERZEM TEEEEJ DANEEEJ OWCY. I ŻADNE DOBRO TEGO NIE NADROBI ANI BÓG NIE ZASTĄPI ZIEMSKIEGO PASTERZA. W METROPOLII PASTERZE JAK GRZYBKI PO DESZCZU. NA WSI...PASTERZ JEDEN, PASTERZUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wrrrrrrr
Pasterzu. Owcą być nie przestanę, nie zrezygnuję z mojej roli, bo...owcą jestem i owcą będę. Do moich obowiązków należy słuchać się pasterza (Bogu dzięki za owce, których pasterz nie opuszcza i nie wyśmiewa w potrzebie!!!). Do moich praw należy zwracać się z owczymi troskami gdzie indziej jak nie do swojego najbliższego (kilometrami) pasterza??? Należy też rozmowa z pasterzem i liczenie na jego troskę, wyczucie i niekrzywdzenie mnie oraz żadnych owiec. Oto moje prawa i obowiązki jako owcy.
Pasterz też pasterzem, mam nadzieję, być nie przestanie, jednak do obowiązków pasterza należy nie odmawiać cierpiącej owcy pomocy, gdy ta jej potrzebuje, zostawić stadną zabawę gdy którakolwiek cierpi, współczuć z owcami, którymi się pasterz ZOBOWIĄZAŁ zająć, zostając świadomie pasterzem. Nigdy owiec nie opuszczać, nie zaniedbać, nie odmawiać pomocy i nie krzywdzić.
Do praw pasterza należy grzeczne usprawiedliwienie braku sił i nadrobienie tego później, gdy siły przyjdą, jeśli jakaś owca cierpi. Należy też dbanie by wszystkie owce czuły się w stadzie bezpieczne, należą się za to i podziękowania. Dbanie by nikt z zewnątrz nie mógł owiec pasterza krzywdzić i okazywanie przez owce wdzięczności, gdy taką postawę pasterz wykaże.
Bez zabaw owce się obejdą. Bez pomocy...NIE.
Proszę to zapamiętać, choć mówi to tyyyylko (AŻ!) owca - jedno z jedynych stworzeń, nad którymi zobowiązał się pasterz trzymać pieczę i opiekę. AMEN. Niech Bóg z pasterzem będzie, a pasterz z nami. Taka to kolej rzeczy. Po prostu:-)
Nie ma się czym denerwować, pasterzu, ja naprawdę chcę dobrze:-) Kiedy mi smutno, mówię to, bo w końcu pasterz od wysłuchania tego, z całym szacunkiem, jest. Kiedy coś jest niedelikatne i meczę "ał", też nie należy mnie za to KARAĆ, a PRZEPROSIĆ. Bycie pasterzem jest pewnie trudniejsze, niż owcą...dopóki owca nie czuje się wyśmiana, zignorowana czy porzucona. Wtedy role się odwracają. Zaburzają. A nie powinny. NIGDY.
KIEDY w serce człowieka zaczyna wkradać się zło, potrafi RADOWAĆ się, gdy ktoś wokół się smuci.
Czyli...widziałam OBOJĘTNOŚĆ spadającą z nieba jak błyskawica(!)
Potrafi bluźnić, drapać rany, zabijać...a nawet potrafi uczynić coś jeszcze gorszego - drwić z Aniołów Pomocy zlęknionym, drwić z czyichś smutków i rozpaczy, wyśmiewać wręcz czyjeś nieszczęścia bagatelizując i minimalizując je w swoich mało widzących...oczach. Potrafi też nazywać rodziców tymi "cierpiącymi". Rodziców osób, które były upokarzane, wiadomo jak, jako dzieci przez...właśnie ...rodziców lub rodzica!!! Przelało się o TĘ JEDNĄ łzę. I "rzeka" wytrysnęła na wszelkie strony świata... Z boku, drodzy, widzi się - jak...widać - TYLKO prosty wiersz zdarzenia, zinterpretowany ZAWSZE po swojemu. Choćby wszyscy drwili, ja tego trzymać się będę i nie wyrzeknę się tej prawdy...prawdy, że to jest po prostu FAKT, fakt a nie opinia. Nie domysł, ni wymysł, ni zamysł czy zmysł. Fakt i tyle.
Hojnie rozdaję dziś moje Dzieci-kwiaty.
Bierzcie do woli poronne płatki porannych płodów na pamiątkę pęknięcia pąka pierwiosnka(!!!)
Ten nonsens (nie)więcej wart niż sensowność. NAPRAWDĘ.
Oto cynizm na pamiątkę, proszę was, miłosierni, pamiętajcie; a to rozpacz, żebyście zawsze myśleli, zanim wyśmiejecie lęki, bóle i obawy.
Oto wściekłość dla was i żal.
Oto zaskoczenie; część jego wam daję, a część sobie zachowam; w niedzielę możemy to nazywać zielem łaski, ale ty swoje zaskoczonko musisz nosić trochę inaczej niż ja.
Oto ból. Rada bym wam dać i re-media - tabletki, ale mi wszystkie ze śmiercią Wiary i Nadziei ...zasmakowały.
Mówią, że szczęśliwie skończyły(?)
Oto zerwanie braterskich więzi związanych teraz węzłami ...PRZEOGROMNEJ OBOJĘTNOŚCI...lub czegokolwiek, co trzyma was razem.
Rzeka wciąż czeka. Córa Osieckiej ze swoim wydaniem ma wykwintne wręcz wyczucie tych czasów. Tak, TYCH CZASÓW...
Gdzie wrażliwość? Może nie w tej rzece. Może w morzu, pożarta przez odświętnych konsumentów czyichś resztek (a fu!): resztek Nadziei na cokolwiek związanego z pokorą, szacunkiem i wyczuciem gdzie "stop" dla zadawania komuś bólu. Ba! Tylko komuś? Również Aniołom (E-Mocjom, poglądom). Niewidzialnym, poruszającym się, poruszającym nerwy i "struny", także konsekwentne gesty formujące ostatecznie czyny... Tak....właśnie tak.
Me ciało jakoś stoi i stroi różne miny albo bez ducha, albo z jakimś sprzeczne. Na pewno stroi "wytrzymaj jeszcze" z tak niskich pobudek jak po prostu zwykłe, anielsko chamskie (bo w czasie czucia bólu kłamliwe!), obłudne i jakże banalne oraz utarte ...co? "dobre maniery".
RE-MEDIUM NA BAGATELIZACJĘ BÓLU CZYLI...POTRZASK
lub inaczej
NIE MA SUBSTYTUTU LUDZKIEGO MIŁOSIERDZIA!!!
(GDZIE mamy "miłujcie się wzajemnie TAK jak ja was..."?
Czy komukolwiek, kto powiedział "chcę" odmówiono WÓWCZAS pomocy, uzdrowienia? Nieee. Chyba że ktoś powiedział "nie chcę". A czy ktoś w tych czasach, w tej sytuacji, w TYM temacie powiedział "nie chcę"???)
Łza...to jest TA łza, która właśnie spadła. Wygrana o nerwów nagłe "amen".
Pozostały ironia i cynizm do "zabawy" w tej pustce i bezsensie nieczułości, niewrażliwości i zacietrzewienia. Zabawa w Nadzieję się skończyła. Wygrało "nerwów nagłe amen". Prosiłam, zważ... Zostawcie mi chociaż tę ironię i cynizm, to jak lalki Barbie i Ken dla upokarzanej małej dziewczynki. Moje nowe lalki dorosłej dziewczynki: Ironia i Cynizm. Idealna para. Gadające... Piszące... Tyle mam. Ciekawe kiedy ktoś (i kto?) nawet to mi odbierze...:/(?) Za karę? Przez nieuwagę? Z zazdrości gdy sam będzie chciał się nimi pobawić? Zostaaawcie moje lalki. Kupcie sobie własne. Kosztują tylko poddanie Nadziei. Powiesz raz "ok" i masz je na własność...
Dziś podano mi jak króliczkowi jakiś nowy, ponoć cudowny chemiczny substytut ludzkiej wrażliwości i współczucia. Tę ludzką skłonność chwieje wiatr Aniołków, a chemiczny substytut leży w szafce jak najwierniejszy pies i przyjaciel. Podano ponieważ moje kopnięcie w ścianę zamiast w piłkę tuż po nasłuchaniu się, że jstem "chorobliwa" i że moje cierpienie jest "chorobliwe" zostało słusznie ocenione jako reakcja adekwatna acz rozpacz (napędzona jeszcze krzywdzącym słuchaniem, że już istniejąca logiczna i jak najbardziej adekwatna acz do ukojenia ludzką życzliwością rozpacz jest wręcz...chorobliwa) i jej skutki dla mnie...jakie? "Chorobliwe". Niesamowite jak siła sugestii działa. Autosugestii również. Sugestii innych ludzi...niestety jeszcze bardziej. Zważaj, człeku, czego słuchasz, bo jak Ci wpajają, że cierpienie po doznaniu krzywdy jest czymś chorobliwym, to...możesz serio chorobliwie kopnąć w końcu "nasterydowaną" ścianę. I nawet nie będziesz wiedział dlaczego ona nic nie czuje a Twoja bidna stopa tak...:/ A potem podają jakieś substytuty by odkręcać to, że coś ktoś gdzieś kiedyś powiedział...bo tak sobie chciał. Substytut wrażliwości, substytut ludzkiego miłosierdzia i pomocy - ot dzisiejsza medycyna. Gratulacje dla aptek, jeśli tak się ma sprawa to niedługo zastąpią "spożywczaki". Ommmm. Tak. Ludzie ludziom.
CZYSTOŚĆ Intencji...CZYSTOŚĆ zamiarów:
WIDZĘ!!!
Niespodzianka. Spójrzmy!!! Popatrzmy! Pooglądajmy (Albo już AŻ TAK nigdy na NIKOGO nie spoglądajmy!): m. in. na Panią J. (ahh ta Pani J!), Panią A. (i krewną, ale raczej Panią A...może i nawet fajniejszą niż Pani J!! Kto wie? O gustach się nie dyskutuje!), Panią E., a także młodziutką O. i K....nie znoszę swego "sokolego" wewnętrznego wzroku co się wokół dzieje. Wolałabym tego nie widzieć lub żeby nie miało miejsca. WIDZĘ> (kiedyś panu od historii wzrok wyleczyłam w jeden dzień czyli na okulistę od nieudanej próby ukrywania czegoś przez JAKIEGOKOLWIEK (NIE)ŚWIADOMEGO okul(t)istę mogę mieć NIEZŁE predyspozycje)! Chodził później "biedak" z zamglonym widokiem jak po operacji laserowej, wystarczyło podać tak delikatnie jak tu same pierwsze literki imion, które ni mojej obserwacji ni jego wzrokowi - wewnętrznemu i zewnętrznemu - obce nie były, ale jestem pewna, że moja słowna "operacja" wyszła mu i wszystkim, koniec końców, na dobre:). Ahh gdyby tylko "sławy" mej klasy wiedziały dlaczego tak z historii zostały do(prze)cenione;-))) Ja, nie ukrywam, także na dyplomie skorzystałam;-) Ale wracając do sedna, źdźbło jedno po drugim tak mnie pokłuło, że aż mi MOCNO wyszarpało belkę (albo nagle stała się przezroczysta))! OBŁUDNICA? NIE! Nie moja wina, że moja belka jest już wręcz ...prześwitująca. Nieprzezroczysta, drewniana czy żelazna belko, gdzie jesteś, aby mi przesłonić wiedzę, że pani ah!! J. jest stąd (Je...), pani ah!! A. jest stamtąc (Ja..), O.!! i K.!! są stąd (Je...)...E. stąd (Je...), ale np. Pani E. nie jest na ten moment aż tak ważna jak J. z Je... (p.Ja...jest z Je...ale numer! Jeja!;-) i całkiem -całkiem, a może i nawet całkiem-całkiem-całkiem(!) A. z Ja...nieprawdaż...? (Nie piszę o pani "ćwierkającej" E., ale nie muszę tego tłumaczyć, bo przecież wieeeemy:) Pewne rysy stały się najprawdopodobniej podświadomą i nieuniknioną przeszkodą, acz 20cm bliżej grawitacji jest całkiem cool;-) itd. itp., aaale to już zabawa tragedią, więc ten temat zakończę;-). Proszę mi wierzyć, naprawdę wolałabym tego nie czuć, nie widzieć, nie wiedzieć...cóż...Może choć trochę drewna bądź żelaza mi zostało i oszczędzi ciut nerwów, rozpaczy, zgorszenia(?) Nazwisko zobowiązuje. Nazwisko błogosławi i...nazwisko przeklina(?)
Another (Alpha) of (Beta) and (Gamma)...dalej...nie mogę.
Naprawdę? Czyżby JUŻ?
Może dzięki walce o Godność zamiast siedzieć w gronie "bab" (przepraszam Panie za wyrażenie) dojrzy się we mnie zranionego Człowieka. Może. OBY. Zbyt długo ostrzegałam i ostrzegam nadal, ale wiecznie ostrzegać nie będę.
Powróć TERAZ do wrażliwości. Dobrze radzę PONIEWAŻ życzę dobrze.
Przecież to nie żarty. Jednak tak ŁATWO się zapomina.
Czy coś podać? (uśmieszek łagodzący - luzujący? - obyczaje) Mamy:
Wytrawne zdjęcia, brak współczucia i wyczucia, te co wbrew etyce "oczy cieszą" i wszelkie balsamy i kremy na frustracje, brak pokory, ładne damy i ich restauracje, "przyjazne" (hmm) uśmieszki, niedyskrecja, złość, uszczypliwość i mój przeklęty wzrok i słuch na to wszystko, pogubienie w obyczajach więc ich łagodzenie...czy jeszcze większe poluźnianie?...czyli
Walka... duchowa...
Kiedy "pasterz" szczypie "owcę" a gdy "owca" kwiczy, "pasterz" się na nią złości i rezygnuje z bycia jej..."pasterzem" twierdząc, że nie była więc wystarczająco dobrą "owcą"... Kiedy to "owca" przepraszała, a "pasterz" szedł w zaparte...w stado łatwo wkradać się będzie złu. "Pasterze" swych "owiec" nie zostawiają i ich nie szczypią, a gdy te kwiczą, pomagają im. Tym cechuje się "bycie pasterzem". I niczym innym. Bycie "owcą" zaś to zaufanie, że "pasterz" nie porzuci, nie zaniedba, nie skrzywdzi, weźmie pod opiekę. Czuję się jak porzucona "owca" za to, że...była szczypana. To nie ma rąk i nóg. Nie ma. Po prostu nie ma, choć PRÓBUJĘ logicznie to złożyć jak "kostkę Rubika"...nie ma i już.
Nie ustępując miejsca aż takiej niepowadze: Lista
Jest tak niewiele spraw, z których NIGDY się nie żartuje i których krzywdzić nigdy nie wolno oraz tak wiele niszczęść i konsekwencji nieprzemyślanego dopuszczenia się tego. Jest też wiele upomnień by się "ocknąć" póki nie jest za późno. Upominam. Ja, godny człowiek bez względu na pochodzenie, wykształcenie i płeć, po bratersku z uprzejmości i dobrych intencji upominam i naświetlam. Lista z czego nie wolno nam - ludziom - żartować. Nigdy:
1.Bóg,
2.Dzieci,
3.Cierpienie,
4.Śmierć,
5.Choroba,
6.Wrażliwość,
7.Intymność,
8.Krzywda,
9.Zwierzęta,
10.Wypadki,
11.Nieszczęścia,
12.Anioły,
13.Lęki i obawy
Proszę wytatuować to na sercu i przenigdy o tym nie zapominać. PRZEnigdy.
Z pin-up do soft p*** do..."norma" (oj wariaci...niech już NIE TAŃCZĄ!!!):
O re-Mediumicznych mediach (oraz ich re-Konstrukcji) i przesycie pewną dziecinno-babciną twarzą pewnej młodej acz dorosłej kobiety.
Po pewnym "dzióbku" dla pewnego pana pewna blogerka piosenkę nagrała...i widzę ją jak idę do pracy, jak włączam pocztę, jak jadę autobusem i mam dość. Przesyt. Nadstan. Przesilenie. Blogerka przeciw...blogerkom? Cóż, są blogi a Blogi...;) (małą literą pozwoliłam sobie okazać mniejszy szacunek tych ograniczających się od sfery odzieżowej po cielesną, co oczywiście poza blogami idzie w sfery duchowe ale "marionetki" tam już potrzebne nie są. Projekt idzie pełną parą!!! Te "modowe" wprowadzają ponoć niezły misz-masz intelektualno-wizualno-emocjonalno-...somatyczny (naturalnie*)!:) Uważajcie, panowie, na zdrowie!;-) Nie wiem, na żadnym nie byłam i być nie zamierzam, ale widzę to tak, że wprowadzają niemały bałagan:
***** (nazwijmy ich POMYSŁODAWCY) się cieszą. Chrześcijanie się martwią. Kapłani się mieszają. Rodziny się rozbijają. GRATULACJE!!!
Gratulacje ****** pomysłodawcom dla skuteczności w byciu "doktorem zło".
Gratulacje dla bezmyślności cielaczkom, co idą za tym jak za zbuntowanym przeciw całemu światu, gotowym rozbić i zabić byle być przywódcą...czegokolwiek, pół-rozebranym (wyzwolonym?????! Hmmm), hipnotyzującym bo i samemu ZAHIPNOTYZOWANYM guru sekty bliżej nieokreślonej (nieokreślonej, naturalnie, dla marionetek i cielaczków...), nie wiedząc gdzie, nie wiedząc po co, ale "grzybki halucynogenne" manipulacji naszymi słabościami i falami mózgowymi dziś, dzięki nowej technologii, lepsze niż w latach 60tych!!!:-D (Dzieci-kwiaty Ofelii ROZDAWANE!) Uśmiechnęłam się? Miałam na myśli: :-( To już podświadomy cynizm. Wbił mi się z powietrza w oko, z oka w skórę, ze skóry w tkankę mięśniową, z tkanki w żyły, z żył w krew, z krwi w kości, z kości w szpik, a stamtąd otworzył wrota duszy. Wszystkiego najlepszego wszystkim...:-*** Poo poo pee do!;-)
Eehh to też BZDURA(?)!!!
*Jest natuta a Natura.**
**Wszelki rym przypadkowy.
Zwiędniętych przed narodzinami Dzieci-kwiatów część dalsza:
Dbacie o nieświadome jeszcze jednostki. Dobrze, że dbacie.
Ale ZANIEDBUJECIE te świadome. Z ironią, z cynizmem, co wróci jak bumerang z podwojoną siłą.
Mi policzki się skończyły (nie nudzi Was moje kręcenie głową?). Nadstawiałam drudi i to z wdzięcznym uśmiechem. Kiwam tą głową to w lewo, to w prawo i...wiecie co? Naprawdę boli mnie "szyja" - kobieta - kobiecość - tak, szyja.
Nie "pokieruję" żadnego mężczyzny (głowy) już nigdy tak obolałą mną (...tak, szyją).
Weźcie już sobie wszystkie te kwiatki...i tak by powiędły. Pobawcie się, pobawcie się też Waszą zmarłą wrażliwością i jej czaszką, którą tak szanujecie, mamrocząc słynne "być albo nie być"...i nie zapominając dodać "kim".
Pan S. zapomniał o tym "małym drobiazgu", ale wg wielce ksiąg jak i wielce Wiki-pedii już późno, by go się pytać o możliwość korekty... Starania podobno na próżno;).
Jednak WAS się pytam: być KIM? Albo nie być KIM...? OTO jest pytanie nad pytaniami!!!
I've seen the fall, I've seen the fall. I rocked, you rolled and lost control...
It's not my goal, it's not my goal.
Czyli:
Wrrrrrrrrr.........x mln. Złość.Żal. Ból. Przebaczenie. Chęć pojednania. Zawód. Złość. Wściekłość. Smutek...to jakiś "zlot" Aniołów? Przecież one się nawet wzajemnie nie lubią, a co najwyżej tworzą niezdrowe "podgrupki" knujące przeciwko innym podgrupkom...
Obudziłam się ze złością. Niestety. Stopa boli coraz bardziej. Metaforyczna i niemetaforyczna. Już widzę te reumatyczne zmiany pogody ducha wraz ze zmianami pogody Natury...:/ (Ach "Mer" Leno gdybyś znała się na footBallu (nie footWallu!!!) to wiedziałabyś, że kopie się PIŁKĘ a nie ŚCIANĘ:) Gdzie ten Twój angielski???:-)
Złość wygrała. Chwilowo. Aniołki walczyły przez noc, a ja wyraźnie przespałam cały mecz! Wygrał ten od złości. Szkoda. Kibicowałam Przebaczeniu. Jednak ten od złości znokautował Przebaczenie prowokując pokorne jednokierunkowe "Przepraszam" i tym udowadniając słusznie, że zaszło jakieś "nie fair play" i...wygrał! Skubany... Po co było grać nie fair? Oj Leno i jej głupiutki, naiwny Aniołku Pokory, przecież zasady "gry Aniołów" są jasne: jeden przeprasza, drugi też i gra się dalej. Włochy i fani Włoch są fajni ale ni w FOOTballu ni w Aniołballu nie respektują dwukierunkowej linii zasad. Szkoda. Mogłam jednak nie śmiać się z foot i Aniłballu. Trzeba było bardziej respektować sport. A myślałam, że to dzieicinna gra(!)... Bez HIPOKRYZJI więc, zgodnie z zasadami Aniołballu (na FOOT się nie znam, tak jak mówiłam wiedziałabym, że ściana to nie piłka!), wklejam z powrotem tryumf w TYM meczu przebiegłego Aniołka Złości, a raczej jego wczorajszy wpis, bo literacko nie był najgorszy i go zachowałam "pod ladą" ot tak, gdyby jakiś niespodziewany nokaut, np. wykorzystanie mojego "przepraszam" tylko ku sobie, miał mieć miejsce. Babciu Prorok, czy nie męczyło Cię Twoje nazwisko...? Mnie już męczy i własne i Twoje...:/ A tak na serio, walka duchowa. POTĘŻNA. Szkoda, że już nikt (lub mało kto) nie kibicuje Aniołom Pokory. Czuję słabość drużyny i zaczynam poddawać się Aniołom Złości. Zaczynam godzić się z ich wygraną, acz frustrować, bo tracimy zawodników. Szkoda.
Prawdziwy Przyjaciel i Chrześcijanin przejechał Polskę tylko po to by za "przepraszam" z respektu dla Aniłka Pokory wrócić z powrotem, tak jak jest, bez chwili zastanowienia. Zuszek zna zasady "fair play":)
Nieprawdziwy Chrześcijanin lub chwilowo błędnie 'booooo'ujący' Aniołom Pokory, nie przełknie nawet "przepraszam". Jejciu! NIE PRZEŁKNIE nawet "przepraszam"! Dołączajcie drodzy kibice i ludzie do Aniołów Przebaczenia bo przegrają, ja sama już tracę siły, tak mnie "Niepokorne Diabły" nokautują... (taka ksywka, pewnie pozazdrościli Man Utd i wzięli ICH ksywkę na poważnie...:/ ).
Go go Aniele Pokory, już prawie przegrałeś..ale tylko PRAWIE. Nie ustawaj w swoim przepraszam, ja schodzę z boiska ze względu na STOPĘ. Ktoś mnie zastąpi.
Przełamujęc...ścianę.
Byłam u specjalisty od Leków na Lęki dla Lenki i specjalista od Leków na Lęki dla Lenki z pełną, prawną klauzulą poufności i milczenia niczym w konfesjonale (co znaczy, że tam WOLNO mówić co mi się tylko podoba a nawet co mi się tylko NIE PODOBA!) potwierdził, że nikt nie ma PRAWA naśmiewać się z moich UZASADNIONYCH w tym przypadku lęków i, choć często się ze mną w różnych kwestiach nie zgadza, co szanuję i do czego ma PRAWO, będąc "na granicy" jednocześnie otaczam się PATOLOGICZNIE zachowującymi się istotami. Tak, patologicznie (pisałam i napiszę raz jeszcze i jeszcze odważniej: od niestosownych zdjęć w nieadekwatnych momentach po niewybredne kelnerki po inne sprawy, które niestety WIDZĘ bo (nie)stety nie jestem głupotą ni wewnętrzną ślepotą...obdarzona ku własnemu (nie)świętemu spokojowi, po nietatkowne uszczypliwości nie "na granicy" a poza i po wszelkie inne niestosowne do sytuacji "balsamy na frustracje"). Dotyczy to oczywiście sytuacji, w której tak walczę o zwrot odbieranej mi jako kobiecie i człowiekowi Godności i Szacunku. Liczę więc na dobrowolne przepraszam zanim z żalu i poczucia niesprawiedliwości oraz wyczerpania zacznę się ubiegać o niedobrowolne, jeśli brak pokory w kimś zwycięży. Proszę "przełknąć" przepraszam i jeszcze raz odtworzyć gdzie jest "na granicy" a gdzie poza. Żądam oddania mi zabranej Godności. Już nie proszę, bo to nie działa, nie na pewne jednostki. Niech pycha nie przysłoni MĄDRYCH decyzji i powrotu do wrażliwości...
Aniele złości, odejdź jeśli taka Boska Wola. Na razie chyba taką nie jest. Chyba że inny "bóg" mi (czy tylko mi?) się próbuje wkraść w "serce" i "drużynę". Wklejam więc, z powrotem jako babski wiejski plebs (wyboru nie mam, rangą nie skoczę jak na trampolinie... ). "Przepraszam" było wg kibiców Aniołów Żalu i Złości takie ponad moje plebskie możliwości, to pewnie wg nich była chwilowa ekstaza uniesienia duchowego. Nienawidzę żartować z takich sytuacji, jednak skoro "wyżsi" rangą duchowości nie potrafią przeprosić, to oficjalnie, świadomie bądź nie, KIBICUJĄ Aniołom Złości. Macie ze swej upartości je z powrotem. Co ja mogę poza boiskiem??? Na wasze wezwanie i zaproszenie. Oto skutek wyczerpania "drużynki" tych pokorniejszych poglądów. Macie, na swoje potężne wezwanie:
(niesamowite jak szybko wracają prościutkim kopiuj-wklej!)
Można je znokautować równie prościutkim "przepraszam" za słowo "chorobliwa", które boli i JEST po raz 1wszy tak bolesnym NIETAKTEM, "pod kluczem", "bzdura", żarty z tego bólu, za krytykę...można "wykiwać" choć część niecnej drużyny samym "przepraszam" choćby za jeden z tych tragicznych w skutkach pół-żartobliwych nietaktów. Można je wypędzić i "znokautować" TYLKO Aniołem Pokory. Nie ma innej opcji. Tylko czy komuś zależy? Czy ktoś dziś Aniołom Pokory mówi "cześć" czy "chwała" na dzień dobry???????????? Czy...?)
WEZWANIE skutkuje prostackim kopiuj-wklej. Kiedy mówię, że jest walka duchowa, to znaczy, że JEST walka duchowa. To nie żart ani bzdura ani chorobliwość, aczkolwiek tak - Anioły Pokory są teraz rzeczywiście "pod kluczem" więc choć jedna bolesna fraza się przydała i jest adekwatna, jednak w zupeeełnie innym, nieżartobliwym kontekście.
Kopiuję. Wklejam. I Anioł Złości się pojawia (wielgachne sorry, Aniele Pokory, wypędzono Cię...wypędzono, zapraszałam i zapraszałam, ale jednak wypędzono...:/ i to przez lud wyżej poważany niż ja. Nic nie poradzę). Wypędzono Cię na rzecz LUDZI i ich DUMY, PYCHY. Wiem, to bez sensu i upokarzające. Współczuję. Upokarzjące nie głównie ludzi (takie terrorystyczne upokarznie samych siebie). Upokarzające jednak głównie POKORĘ. Przepraszamy za naszą słabość. Niech ten mecz się skończy. Niech się skończy tryumfem Aniołów Pokory. Jestem naiwna??? Niech Aniołom Złości podwinie się noga, niech kopną jak ja w ścianę, cokolwiek...
Kopiuję Anioła Złości, Pokora chwilowo nie ma szans bo została sama sobie i bez odzewu, na dodatek nikt jej na wsi nie za bardzo respektuje:/ Nie dziwota..:/ Ups!
Masz, masz z powrotem swoje wywijasy literackie, złośliwy acz potężnie i bezmyślnie zraniony Punkcie Widzenia, którego nie chcę, a którego mi tu zaproszono. A masz:
W odpowiedzi na mainstreamowy feminizm buchnął we mnie undergroundowy maskulinizm...i to z jaką siłą i agresją!...:/
Ból i cynizm okazał się poszerzać zasób słów i zdolności literackie...kto by pomyślał? Ale...nieee. Nie są tego WARTE!
Z bólu wewnętrznego, nie do zniesienia, postanowiłam po raz pierwszy zadać sama sobie taki ból zewnętrzny żeby przyćmił ten pierwszy. Kopnęłam ścianę a ta wredna ściana mi stłukła stopę. Mam wolne. Na zleceniu. Nie mam płacone. A było to mniej więcej tak:
(Kto nie kuma metafor niech z góry odpuści sobie lekturę)
Poszłam do lekarza z bólem stłuczonej przez kogoś innego stopy bo nie radzę sobie z bólem. Na to lekarz: biedny TEN KTOŚ! Ale zaraz pogadamy, tylko proszę najpierw posłuchać co mnie boli. Pacjentka: dobrze. Lekarz opowiadał. Pacjentka współczuła. Stopa czekała. Inna pacjentka się kręciła, stopa się czuła niezręcznie przy innych. Lekarz mówi: proszę mi pomóc, droga pani pacjentko, w tym i tym. Dobrze, panie lekarzu. Pan lekarz: nie tak, źle, beznadziejnie! Pacjentce się zrobiło przykro. Lekarz: no to co z tą stopą? I jak się ma ten tłamszony BIEDAK co na nieszczęście dla SIEBIE kopnął? Wszystko u NIEGO ok? Pomóc MU jakoś? Pacjentka: panie dr, stopa mnie boli. Lekarz: ale tak chorobliwie? To jakaś bzdura! Gdzie? Pacjentka wskazała. Lekarz wziął stopę w ręce i dołamał ból, chorobliwie bagatelizując to. To LEKARZ jest chorobliwy. Pacjentka po powrocie do domu z desperacji, żalu i rozpaczy kopnęła nic niewinną ścianę. Tak to właśnie było... Tak właśnie, to LEKARZ jest CHOROBLIWY. Boli to słowo? Boli? Uderza w godność? Niemożliwe, bzdura!...:/ A czy ma to znaczenie kto komu je mówi czy też uwłacza godności tak czy siak? Trzeba by było wskrzesić i zapytać Freuda, panie dr phd od wskrzeszania! A jak to się lekarzowi nie uda to podjąć się czegoś jeszcze znacznie trudniejszego: POMYŚLEĆ i POCZUĆ zanim się coś powie lub PRZEPROSIĆ (choć zajęcia z wskrzeszania na studiach pewnie były, a przeprosiny...nie jestem już taka pewna, na pewno zabrakło rozdziału "jak reperować stopę i współczuć pokrzywdzonemu a nie krzywdzącemu". Gdzie te studia były???) nie daj Boże, z REPETYCJĄ głupoty... Amen.
Precyzyjnie chorobliwe nietakty (beznadziejne? Ładne? Śliczne? Perfecto? Na równi czy na granicy? Ehhh te punkty widzenia! Niech je!!!)
Leki na Lęki dla Lenki nie zatrzymują bólu toksycznych interakcji i...lęku przed nimi,
a Lęki o Leki dla Lenki go wzmacniają...
W takim wypadku wyraz "chorobliwa" bywa (nie)małym nietaktem, czyż nie?
Pozostało więc liczyć tylko na ludzką wrażliwość... Liczę i liczę niczym barany w bezsenności i ni sen nie przychodzi, ni dwu- i trójwymiarowe barany się nie kończą... czyli zbyt CHOROBLIWE "TŁAMSZENIE" i zbyt PRECYZYJNE ..."NIETAKTY"... (a także wykształcony autorytet i niewykształcona wieśniaczka na równi w rozmowie czyli "na granicy" faux pas!!!!!!!...nie. Już poza tą granicą...).
Czy "w złym celu otwierasz usta"...?
Dziwny jest ten świat...gdy człowiek słowem (a nawet i gestem!!!)...zabija tak jak nożem.
Napisałabym o tym nietakcie kilka taktów jednak...odczuwam chorobliwy brak inspiracji i weny. Chorobliwy!
Co wolno autorytetom (naturalnie, nie kobietom)...to plebs powinien wziąć jako żart, nieważne jak boli. Autorytet jest niepodważalny i słowo "przepraszam" byłoby...ups! Nietaktem! To taaaaki zbieg okoliczności i słów. Plebsu inteligencja nie dotyczy, a jak dotyczy, to się nie liczy (ten rym niechcący...ale i tak nieważne...wymyślony przez chorobliwy plebs). Chcę dać uśmieszek ale nie mogę. To też nieważne. Bum.
Ale numer! Ale nietakt! W samo sedno...gorszy niż te, o których czytam. Nietakty, nietakty...i chorobliwa reakcja na lęk i na ból. Ależ mocne i NIETAKTOWNE w mojej sytuacji słowo: cho-ro-bli-wa! (Cóż iloraz inteligencji i zasób wiedzy to niekoniecznie iloraz i zasób wyczucia). Użyte słowo wg sjp "dopuszczalne w grach"...pogram więc emocjami i słowami, a raczej sposobem tych emocji wyrażania:
Nietaktowne: Ooooops! They did it again!!!
Czyli świeża rana znowu się psuje. Niezapowiedzianie. Nagle. Nieoczekiwanie. Bezmyślnie. MOCNO. Hmmm co tu zrobić? Słowo "boli" nic nie znaczy. Uśmiechałam się do bolesnej gry własnymi rankami w cudzych rękach i ustach. Pogram i ja boleśnie lecz mniej NIETAKTOWNIE inaczej własnymi słowami...
(Nietakty otrzymałam, więc nietakty wypada teraz oddać...postaram się jak najmniej ...nietaktownie...to przecież takie ważne! Na początku było SŁOWO, a na końcu SŁOWO "chorobliwe" je...zepsuło(?)).
SŁOWA A SŁOWA...:
sjp:
chorobliwiedopuszczalne w grach
1. będący objawem choroby;
2. przesadny, nienormalny; niezdrowy
Chorobliwy wpis!!! (i chorobliwe marnowanie boskiego czasu i literek na ten chorobliwy temat!!!)
Chorobliwie lękam się, że czystość w dzisiejszych czasach jest trudna do osiągnięcia. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie bolą mnie niepotrzebnie i niedelikatnie oddrapywane świeże rany. Diagnoza: chorobliwa!!!
Chorobliwie szukałam pomocy tam gdzie powinnam i liczyłam na wyważenie gdzie "ta łza" tych emocji...cóż,...prosiłam. Diagnoza: jaka? Chorobliwa!
Chorobliwie martwię się o zwierzęta i zadawany im niepotrzebnie ból. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie kiedy znajomi cierpią, nie podchodzę do tematu myśląc "to ich życie. Co mnie to obchodzi?" Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie staram się pracować fair nie naciągając i nie ujmując pracodawcom jednocześnie. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie staram się też podążać za 3 pierwszymi krokami emocjonalnej inteligencji, np. proszę uprzejmie by nie drążyć bolesnego dla mnie tematu. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie widzę winy swoje jak i bliskich mi osób w INTERakcjach przy nieporozumieniach. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie ufam ludziom. Diagnoza: chorobliwa (to po raz pierwszy być może nie była w PEŁNI ironia...:/ )
Chorobliwa jednostka ośmieliła się chorobliwie rozmawiać na równi (!) z autorytetem chorobliwie licząc na wyważenie. Diagnoza: chorobliwa (zaznaczam, że chorobliwe jednostki nie wiedzą lub też nie rozumieją, iż "na równi" to w słowniku autorytetów synonim do "na granicy":). Tak czy siak nieunikniona diagnoza przecież będzie jednak taka sama: chorobliwa!
Chorobliwie przykro mi, gdy ktoś nie czuje, że zadaje potężny ból i bagatelizuje to. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie proszę o delikatny sposób wyrażania się do Dzieci. Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie starałam się pomóc instytucjom czy jednostkom piętnowanym w dzisiejszych czasach, które to stwierdziły (jednostka, nie instytucja...), że diagnoza za to należy się...chorobliwa.
Chorobliwie nadziwić się nie mogę, że tak trudno niektórym "ważnym w społeczeństwie" ludziom przełknąć "przepraszam". Diagnoza: chorobliwa.
Chorobliwie przyszło mi do głowy w ogóle się tym denerwować i o tym pisać. Tu rzeczywiście za moją aprobatą, diagnoza oczywiście...chorobliwa.
Chorobliwie czuję, że jeżeli moja "profesjonalnie" zdiagnozowana chorobliwość zostanie pogwałcona względem dyskrecji i prywatności, to się naprawdę chorobliwie poczuję upokorzona przez (nie)pokornych i wtedy rzeczywiście stanę się...jaka??? CHOROBLIWA!!! O!
Żarty a żarty.
Nietakty a nietakty.
Słowa a słowa.
Czyżby także Ważne Osobistości lub też za takie powszechnie uznawane (nie daj Boże słownie podważone!) A...zwykła "chorobliwa"(?) jednostka...? Hm. Ale numer. Tego w planach nie było. A szczypie jak sól w świeżej rance. Jednak mówi to TYLKO "chorobliwa" jednostka więc...mniejsza z tym. Chorobliwa jednostka z chorobliwym tłamszeniem prosi lub wręcz wymaga chorobliwego zachowania jej poważnych dla niej spraw w dyskrecji i bez obnażania ich przed innymi. Chorobliwa jednostka z góry dziękuje i życzy...szybkiego wzięcia w swoje ręce i posiadanie TEGO nietaktu z powrotem...może nawet wymyślenia dla balansu jakiegoś...taktu...(?)
Któż by pomyślał, że "choroblliwa" jednostka TEŻ potrafi odczuwać na poważnie potężny ból... Przecież powinna uprzedzić. Chorobliwe jednostki nie chodzą z tym napisanym na czole. A może wszyscy chodzimy tylko nieuważnie spoglądamy???? Na razie chorobliwa jednostka jednak będzie szukała rozwiązania do chorobliwych ranek bo...cóż ma robić? Nadal chorobliwie i cierpliwie szuka rozwiązania i ukojenia. Być może dlatego, że (nie) jest chorobliwa...a może jest...a może nie...a może jednak...ehh...nie JEJ to oceniać (?)
JEJ jednak wiedzieć, że SŁOWO potrafi dźgnąć jak mało co. Zwłaszcza słowo z... AŻ TAKIM nietaktem...:/ Ale mam refleks. "Buchnęło" mnie 2h po nietaktownym takcie czy taktownym nietakcie! Przyznaję sobie lekkie spowolnienie w reakcji:) O...i uśmieszek się pojawił. Dźgnięcie, wyparcie, dźgnięcie drugie, ał ał, proszę przestać, dźgnięcie, ał ał ał ...ależ proooszę, dżgnięcie, uśmieszek, takt, odejście z gracją...wybuch z nietaktem i BEZ gracji. Ot tak. Informacja. Dźgnięcie, ał ał, nietakt, ał ał ał...koniec tej merytorycznej "wypowiedzi":)
Chorobliwie nietaktownie nazwałam człowieka precyzyjnym!!! Mam nadzieję, że nie będę się za to smażyć:) Toż to przecież o krok do synonimu wyrazu "chorobliwa"!!! (Hm? Nieeeeee...:) Chorobliwie też zapewniałam dziewczynkę, że jej praca nie jest beznadziejna, nawet jeśli nie była subiektywnie idealna. Na równi więc, co tłumaczy się "na granicy" popełniłam nieświadomy nietakt:) Czuję się tak wkurzona, że cynizm i ironia po raz pierwszy wzięły taką górę nad innymi wyższymi emocjami. Damski wiejski plebs więc schodzi lub nawet został kopnięty z "na granicy" i już szuka, gdzie jego miejsce. Się robi!!! Dotychczasowa praca plebsu była, jak na plebs przystało, oczywista acz niedoskonała, więc się plebsowi w końcu oberwało wręcz chorobliwym bólem. I jeszcze śmiał się zachowywać "na równi"!!! (Przepraszam...modniejsze, nowe wyrażenie: "na granicy").
Prosta wieśniaczka nie znała dokładnych synonimów hipotetycznej "obelgi" poprzez wyraz "precyzyjny" więc spytała pana google o słownik by ją oświecił. I powiedział jej tak:
dopuszczalne w grach
1. będący objawem choroby;
2. przesadny, nienormalny; niezdrowy
Wieśniaczka na to: aHa. Co? Nie! aŁa!!!!!!!!!!!
Dla kolegi (nie bierz tego)
Czyli substytut wKURZonych emocji:
W wirze stłumionych emocji,
Spiesząc do Oz w JEDNYM rubinowym trzewiku lub też
2016: Odyseja Kosmiczna Kolorów:-)
Widziałam jak niebieski motyl latał w moim pokoju i wyfrunął poza okno...i wiedziałam, że to mój smutek... Stałam się pomarańczowa i zawstydziłam się, nagle spostrzegłam czerwień wiedząc, że nie mogę już zadzierać z kolorami... Mówił: wróć do swej Zieleni, powiedz kilka fraz i uspokój się. Tak też zrobiłam. Znalazłam się w swym Fiolecie, ale w tym świecie nie można być zbyt delikatnym by przetrwać. Nie mogłam jednak przejść przez indygo, bo wciąż jest zbyt nowy i nie mogę się do niego przyzwyczaić... Żółć jak zwykle podszywa się pod złoto, więc patrzę na nią podejrzliwie. Taka to była podróż z kolorami...
Dzisiaj zauważyłam, że twarze i ciała mamy wszyscy w miarę podobne, tylko "Anioły" mamy tak różne... i kierując się doborem ciała, skorupy, chwilowego ubrania (jak kto woli nazwać...) często przeoczamy bądź w ogóle ignorujemy "Anioły", a potem gdy chwilowe ubrania przestają nas interesować często okazuje się, że nasze "Anioły" nie mogą się dogadać, bo się wcześniej nawet nie zapoznały i teraz "zgrzytają"... "Anioły" systemu wartości, poziomu wrażliwości, inteligencji, spostrzegawczości, poglądów od religijnych po polityczne, gustu w kinie czy Muzyce... i... bum!, nagle okazuje się, że od początku trzeba było pytać się JEDYNIE o czyjeś...Anioły...
Rozbiła się dziś ramka do obrazów. Szklana. Natychmiast strach w oczach osoby, która nie dość, że się o mało nie pokaleczyła tym szkłem, to jeszcze czekała w lęku, czy ktoś się nie zezłości. Zwariowany świat. Jak często widzę te reakcje u dorosłych ludzi, wyniesione z dzieciństwa i u Dzieci, dla których rodziców/opiekunów najwyraźniej często RZECZY są ważniejsze niż przyczyna wypadku lub celowego zniszczenia, czyli emocje własnego Dziecka. Zadziwiające i zadziwiająco smutne i powszechne zjawisko. Przypomniało mi się dziś jak pewna Dziewczynka, którą się opiekowałam kiedyś zdenerwowała się i stłukła talerz. Wówczas przeszły Jej nerwy. Wtedy też wystraszyła się hałasu tego trzasku, szkła i potencjalnych konsekwencji. Wpadła w straszliwą panikę i płacz najprawdopodobniej ze wszystkich tych powodów na raz. Nie było sposobu, by dotarły do Niej wówczas słowa, że nic się nie stało i że to TYLKO RZECZ, więc w bezpiecznym ale widocznym miejscu zaczęliśmy tłuc talerze pokazując, że jest OK wyrażać emocje, uśmiechając się i mówiąc "głupie talerze":) Dziewczynka zaczęła się uspokajać i uśmiechać. Dopiero wtedy utorowana była droga do owocnego pytania, co było prawdziwą przyczyną Jej żalu i złości. Mam nadzieję, że zapamiętała na zawsze, że stłukła TYLKO rzecz a wyraziła AŻ emocje. Dziwi mnie dlaczego tak często widzę minę lęku i rzeczywiście nieprzyjemne konsekwencje w imię RZECZY. Jeśli jest to coś super cennego, to już PO dojściu do źródła złości można wytłumaczyć jak ciężko ktoś np. musi pracować aby tę rzecz nabyć i...np. zaproponować inną, mniej wartościową i bezpieczną do zniszczenia RZECZ w razie niebezpieczeństwa niszczenia nadziei i emocji.To TYLKO rzeczy. Kiedy ludzie to pojmą...? Kiedy przestaną MYLIĆ rzeczy nieczujące ze Stworzeniami Czującymi? Kiedy zrozumieją, że jest OK najczęściej uszkodzić czy zgubić RZECZ, a Istotę czującą NIE!!! I, wreszcie, kiedy wyważą, które należy chronić ZNACZNIE MOCNIEJ???
Od dwóch dni nadziwić się nie mogę własnym zachwytem Neponsetem Osieckiej i moim do Niej (Osieckiej) przywiązaniem. Od liceum (nie! Wcześniej!) aż po TERAZ. Gdyby nie to, że "Marta" nie zdążyła "uwrażliwić się" na cierpienie zwierząt wszelkich ras, wtopiłabym się w Neponset...to znaczy w tę powieść;-), w której nawet nie brak jakiegoś Eryka, którego ja pożyczyłam dawno od "Arielki" a Osiecka...nie wiem od kogo;-), kapeluszy (jednych z niewielu wynalazków martwych, które tak kocham), spalania się, topienia...no i TEJ Rzeki... Ach Pani Osiecka, gdyby tylko jeszcze mogła tworzyć lub choćby żyć...
Nie kupuję "nowe w Empiku". Ble. Ale to...to co innego:-)
In a hurry to Oz (in one ruby slipper),
or 2016: Space Odyssey of colours.
I saw a blue butterfly that flew round my room and through my window...and I realised it was my sadness... I turned orange and was ashamed. Then I faced red and knew instantly that I couldn't mess with colours... HE said: go back to your Green, say a few phrases and CALM DOWN. So I did. Then I went to my Violet but knew one can't be too gentle if one wants to survive in this world... I couldn't pass through indigo as it's too new to me and I can't get used to it yet... Yellow PRETENDS to be golden as usual and I look upon it suspiciously. So that was my TRIP with colours.
Dziwny dzień. Wzruszyłam się i "przeszyły" mnie ciarki, a raczej przeszły po mnie jak zimny strumień, niekoniecznie przyjemny acz ciekawy... Znalazłam kasety magnetofonowe, większość nieopisanych, więc włączyłam pierwszą-lepszą i tam...było nagranie z koncertu sprzed jakichś 19 lat, gdzie LaLaLa-łam sobie duet z pewnym M. (w którym to się wówczas "zabujałam" a którego nazwiska już nie pamiętam, ale mi bujanie;-) utwór..."W cieniu dobrego drzewa", który tak niedawno "zalajkowałam" na YT, włączyłam więc inną nieopisaną kasetę magnetofonową, a tam (obie były gdzieś w połowie strony A i B)...usłyszałam, ze łzami w oczach, "półplayback" czy też podkład do..."On nie kochał nas"!!! Kaset było z 50, większość wyglądała tak samo, przesłuchałam później resztę, po prostu przypadkiem trafiłam na pierwsze-(naj)lepsze TE DWIE piosenki!!! Kasety takie same, a "Anioły" w nich różne...:-)
Były też kasety The Human League;-D, Bruce'a Springsteena itd itp. Ahhhhhh kaseeeeeety;-)
Zasłoniliśmy Anioły...
W czasach krótkich spódnic mini
i rzęs sztucznych na ekranie,
swą skorupą jak żółw zasłaniamy
kąty w nas, o Panie.
W telewizji wirze tęczy
lepszych, szybszych wynalazków
Aniołowie chcą wydostać się
ze skorup jak z potrzasków.
W czasach mody i wygody,
gdzie urody nad Cheruby
ludzie wznoszą lecz wciąż proszą
by te strzegły ich od zguby.
W czasach zysku i popytu
gdzie Anioły zapomniane,
zasłonięte tak przez ciała
będą kiedyś uwalniane...
W czasach fryzur zamiast myśli,
w czasach butów zamiast wody,
w czasach mody zamiast przykryć
przed Anioły rzucasz kłody.
Dla ochłody własnych zmyslów,
dla wytchnienia od ich lśnienia,
uciekamy w świat iluzji
Prawdę spychając do cienia...
Lecz nie zmienia to nic faktu,
że Cherubów statek siny
jest na zawsze nie z odzienia
co nie wejrzy w wód głębiny
westchnień, widzeń, dźwięków, szumu,
wrażeń, myśli i opinii.
My - uparci jak zagruzowani
ciałem...serafini.
Obejrzałam tę "Misję" po wieeelu latach, tyle już scen nie pamiętałam. Rzeczywiście śliczny, wzruszający i mądry film. Dla mnie najmądrzejsza scena to jeden z ostatnich dialogów:
'(...)czy ta rzeź była KONIECZNA?(...)'
Tak ważne pytanie do samych siebie przed jakąkolwiek myślą, mową, uczynkiem czy zaniedbaniem...czy aby na pewno jest ono KONIECZNE. Mądre ujęcie odwiecznego dylematu, mądry sposób na szybszy i sprawniejszy rachunek sumienia...wg mnie:)
Także stwierdzenie, jakże bliskie moim uszom i dalekie sercu, iż "taki już jest ten świat" oraz to drugie, jakże dalekie moim uszom a bliskie sercu, iż "to my STWORZYLIŚMY taki świat. To JA go takim stworzyłam/stworzyłem". Mądry, mądry film.
No i oczywiście Ennio Morricone (tę ścieżkę dźwiękową pamiętałam przez te lata z detalami...tak utkwiła w pamięci i sercu...:) Niech żyje 200 lat...albo dłużej!!! Któż Go później zastąpi????
Jest! Po wielu godzinach zacnej męki z ładowaniem filmiku na YouTube'a UDAŁO SIĘ nawet mi - kreaturze nierozwiniętej w technologii współczesnej - załadować mój 'coverek' utworu "Punk(T:) zwrotny" z repertuaru E.Geppert. Zakochałam się w tym tekście jako 11-latka. Któż by pomyślał, że tekst ten dopasowuje się do człowieka w nieskończoność, a nie człowiek do tekstu... Nie skomentuję nawet swojego braku umiejętności 'editingu' (zwał jak zwał:), przesterów, hałasów i innych niepotrzebnych szelestów, ale JEST i to się liczy. Poza tym najwyższy czas ubogacić komputerową galerię obrazków, bo robię się...monotonna;-) Wspólne mianowniki wspólnymi mianownikami, ale to już jest po prostu przewidywalna repetycja...;)
A oto moje "domowe dzieło":
https://www.youtube.com/watch?v=slv62MVHVhM
i..."wkleiłam" też Malowany welon:) Umelodyjniony(?:) własny wierszyk jako utworek pachnący plagiatami zarówno rytmem jak i melodią lol;-)) Piękny nastrój. Dzień po najpiękniejszym Dniu Dziecka (ciut spóźnionym), bo widziałam na twarzach Dzieci taki uśmiech, jaki zawsze też chciałam mieć w ten wyjątkowy dzień i uzyskałam go dzięki "zaraźliwym" uśmiechom dziecięcej, pięknej, nieudawanej Radości. ZDECYDOWANIE Dzieci i zwierzęta to najcudowniejsze i najczystsze pod względem natury i wrażliwości ziemskie stworzenia, którym zawsze i wszędzie należy się Opieka i Szacunek. Bezwarunkowo. Nade wszystkie powinności dorosłych ludzi są dwie, którym nic nigdy nie dorówna powagą ich przestrzegania: zapewnienie bezpieczeństwa i szczęścia Dzieciom i osobom słabszym, a potem zapewnienie bezpieczeństwa i szczęścia zwierzętom, czyli istotom innym, ale też poniekąd słabszym. Nie ma wyższych powinności...wg mnie (jakże mogłabym tego nie dodać...:)
Z Dziećmi jest trochę tak, jak z obcokrajowcem nierozumiejącym naszego języka, w którego to (obcokrajowca) kraju już kiedyś byliśmy i jego języka niegdyś się uczyliśmy, tylko ciut zapomnieliśmy. Niegrzecznie byłoby wymagać od niego aby starał się zrozumieć co mówimy własnym językiem, którego sam się nigdy nie uczył. Naturalne i oczywiste na pewno byłoby przypomnieć sobie jego rodowity język i spróbować się nim porozumiewać. Dlatego nienormalne od Dzieci jest wymaganie wiedzy jak mają się zachowywać, aby dostosować się do dorosłych, każdy zaś dorosły był już Dzieckiem, wystarczy trochę empatii i przypomnienia sobie co bolało oraz unikania tego, jak i co radowało i repetycji takich zachowań. Wtedy Dzieci nabierają poczucia, że wreszcie ktoś PAMIĘTA jak to jest być Dzieckiem i respektuje je na tyle, by w sposób dla nich zrozumiały się z nimi porozumiewać. To cudowne stworzenia, my też byliśmy kiedyś cudowni zanim wir pogoni za pieniądzem, żądzą, intrygami nas zbił z tropu którędy iść... Na szczęście Dzieci nam to przypominają: tylko spójrzmy!:))
Tak już się we mnie wszystko "ulepiło", że na krzywdę Dzieci i na rasizm reaguję złością, wściekłością. Nie toleruję tych dwóch zbrodni. Natomiast na krzywdę zwierząt reaguję bólem serca i wewnętrzną, często głęboko ukrywaną rozpaczą, bo wiem, jak długą jeszcze drogę ma przed sobą ludzkość, aby tę wrażliwość pielęgnować a nie zwalczać, aby nauczyć się nie dyskryminować, a nie chwalić znieczulicą i przynależnością do "stada" (nie)czujęcych empatii..., aby chcieć zminimalizować agresję, aby dojrzeć w tym temacie (dojrzeć w potrójnym znaczeniu: 1)dorosnąć, 2)ZOBACZYĆ i 3)wziąć pod opiekę, zatroszczyć się, obserwować, doglądać...).
Cóż...wracając do tematu, śpiewany Malowany welon:) : https://www.youtube.com/watch?v=VKu1rgGldJc
Odechciało mi się kolacji... Po raz kolejny Osobę, którą kocham i czczę na zawsze ponad wszystkie osoby jakie spotkałam, spotykam lub spotkam...spotkało coś ohydnego, co miejsca mieć nie powinno. Między ciszą a ciszą sprawy się kołyszą, a między ofiarami a ofiarami kołysze się szukanie jeszcze słabszych. Na szczęście Osoba ta jest silna, zna swą godność i daje radę, ale w brzuszku mi się przekręca od takich historii. Osoba innej rasy niż biała została zaczepiona i obrażana przez osoby...również innej rasy niż biała (nie wybielając tej białej bo też się zdarzały ekscesy) i niż swoja własna, które najwyraźniej stwierdziły, już nie po raz pierwszy, że ich "kolor" jest lepszy od "koloru" Osoby, którą kocham. Obrzydliwość. Kto rodzi te rasistowskie karaluchy? Kto (co) to produkuje?? Jakie dziury muszą być tam wygryzione, jak przez myszy w serze, w ich małej wielkości mózgach, aby kłębiła się taka dyskryminacja??? I, wreszcie, dlaczego ta ważna dla mnie Osoba musi po raz kolejny zastanawiać się...dlaczego??? Czasami aż czekam aż wszystko się skończy i wszystko co nowe (LEPSZE) się zacznie. Mam dość.
Osoba ta mądrze podsumowała swoją reakcję wyrażającą złość: "Milczenie nie zawsze jest złotem". Od razu przypomniałam sobie i nagrałam utrór z rep. G.Łobaszewskiej "Ołów". Tak mi pasował do tych słów... https://www.youtube.com/watch?v=ve3M8m70U1E
Ehh... ta moja "modlitwa za wstawiennictwem św. Franciszka" i kompletny w tym "brak" polityki ku szacunkowi dla zwierząt;-) Swoją drogą, ta modlitwa ma 2 czy 3 błędy merytoryczne, ale przepisałam ją z książeczki, żeby nie było, iż znów coś sama wymyślam i kombinuję, i wprowadzam "nie tę naukę"...;-)
Uparłam się na te OCZY. Ten "fetysz" na malowanie/rysowanie oczu mam od dziecka, tyle mogą wyrazić... Kiedyś rysowałam Dzieciom postaci z Disney'a, co odbiło się na arielowych urodach WSZYSTKICH postaci;-) a dziś...mam nadzieję, że w miarę OK przyozdobiłam Świątynię.
"Boże, nasz Ojcze Niebieski, który stworzyłeś świat, by służył ludzkości i prowadził ich do Twego Królestwa, pomóż przywrócić nam dobre relacje, ponieważ przez nasze własne winy straciliśmy piękny związek. Daj nam łaskę, abyśmy wszystkie zwierzęta w prezencie od Ciebie traktowali z szacunkiem, bo są Twoimi stworzeniami. Za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny, świętego Franciszka z Asyżu i zasługi Twego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje z Tobą na wieki. Amen."
Ciekawe kto z dzisiejszych "uparciuchów" by nadal torturować inne gatunki Stworzenia ośmieliłby się pomyśleć czy powiedzieć św. Franciszkowi, że Jego NORMALNE podejście w NIENORMALNYM świecie jest "sekciarskie" czy "new age'owe". Ciekawe kto... ;))
JAK CUDOWNIE PATRZEĆ NA NOWE, TĘTNIĄCE ŻYCIE, A NIE JE ODBIERAĆ LUB NA TO PRZYZWALAĆ...
JAK CUDOWNIE DAWAĆ ŻYCIE, A NIE JE NISZCZYĆ.
JAK CUDOWNIE PATRZEĆ NA WSZYSTKO CO DOBRE I ŻYWE...:)
W MOOOIIIIM MAGICZNYM DOMUUU...WSZYSTKO SIĘ ZDAARZYĆ MOŻEEEEEEE:D
Mnożą się moje cudne świnki...a ja się nie rozmnożę;-)))
Licho śpi w kącie cicho i WSZYSCY żyją bezpiecznie.
Gościu znużony, gościu znudzony, jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony
ZAJRZYJ TU DO NAS KONIECZNIE;-)))!!!
A tak w ogóle to, z całym szacunkiem dla Panów, chwała Kobietom. Najpierw bóle i ryzyko w ciąży, później bóle porodowe i zagrożenie życia swojego i dzieci, a później zmęczenie przy karmieniu. Nie muszę wspominać, że Panów udział w trosce o niewyginięcie gatunku jest, w porównaniu do Kobiet, całkiem PRZYJEMNY (lub nawet ośmielę się napisać wyraz TYLKO:). Eh nic tak nie wzbudza feministycznych porywów jak bycie świadkiem (świad...kinią;-) porodu!
Przy tym porodzie tylko się utwierdziłam w przekonaniu, że KAŻDE Stworzenie MA być tu przyjęte i traktowane z Godnością i Szacunkiem oraz że tam gdzie tzw. "łańcuch pokarmowy", włączając w to inne Stworzenia niż roślinność, nie jest konieczny do bezpiecznego przeżycia, powinien on być unikany i redukowany. To nie żadna łaska, to nasz - ludzi - OBOWIĄZEK:-) I jakże przyjemny!!!:D Hurra!!! Ofelcia Mamą!:-*
Pomogła mi również ta sytuacja naświetlić pewne poglądy i punkty spojrzenia na pewne sprawy, gdy dbałam najpierw i patrzyłam czy całe, zdrowe i bezpieczne są Dzieci, a potem dopiero zajęłam się Ofelcią.
Coż...Z wielkim...brzuszkiem przychodzi wielka odpowiedzialność:p
Odebrałam PORÓD!!!:D Ofelia ma swoje "dwa pierwsze Kwiatki"!!! Rozmaryn i Bratek przyszły na świat 2 godz. temu (tj. 27 maja 2016 o 10:10 i 10:12:))))). Ofelia żyje, jest cała, bezpieczna i DZIELNA, Rozmaryn urodził się zdrowiutki, Bratek za to nie oddychając ale jestem z siebie dumna bo go "przywróciłam" do funkcjonowania:D Dzięki, Google!;-) Dzięki, technologio, za instrukcję co robić!;)
Spóźniłaś się, Ofelio o 1 dzień żeby porodzić w Dzień Mamy;-))
Tatusiek w ogóle nie wie o co chodzi, jest na chwilkę "odstawiony" żeby Koper i Orlik nie przyszły na świat w zbyt małym odstępie czasowym od dwóch pierwszych;-***
Ponoć to rzdkość,że 1wszy poród przeżywa bez komplikacji i Matka i Maluszki a tu...proszę:D Nie chcę zapeszać, ale póki co cała Rodzinka ma się OK:P
Rozmarynek to zdecydowanie chłopczyk, a Bratek...hmmm ciężko powiedzieć;-) Serio;-) Za to nazwą kwiatka można nazwać zarówno chłopczyka jak i dziewczynkę, prawda???:))) GRATULACJE OFELCI, HAMLETOWI, ROZMARYNKOWI I BRATKOWI;-))):-***
LOL NAWET NIE WIEDZIAŁAM, ŻE JEST W CIĄŻY, MYŚLAŁAM, ŻE JEST...GRUBIUTKA;-) chachacha;-*
Witaj na Bożym świecie, ROZMARYNKU:-)!
Witaj na Bożym świecie, BRATKU!!!:-)!
Obejrzeć: "Buntownik z wyboru"
Boże! Co za piękny film!!! Oglądałam go 2gi raz, 1wszy jakieś 10 lat temu i uważam, że to arcydzieło. Arcydzieło o relacjach międzyludzkich. Od rodzicielstwa po przyjaźń po miłość romantyczną po wszelkie przywiązanie i lęki przed nim. Uważam, że gdybym miała wskazać JEDEN film, który KAŻDY powinien obejrzeć, byłby to właśnie ten: "Buntownik z wyboru" ('Good Will Hunting'). Przede wszystkim rozśmiesza i wzrusza oraz pokazuje, naświetla jak ważne jest odpowiednie, wyrozumiałe PODEJŚCIE do młodzieży i jak jego brak rzutuje na przyszłość. Ten film to ekranowa "lektura obowiązkowa" dla istot ludzkich:). Nie lubię polecać filmów "za darmo z netu" ale przez kosmiczne ceny dvd cóż... jest dostępny na cda.pl i zalukaj.com
Powtarzam, to ekranowa "Lektura obowiązkowa" zwłaszcza dla rodziców lub kogokolwiek kto pracuje z Dziećmi.
Punkt kulminacyjny i najwięcej moich łez w momencie wyparcia:
terapeuta: to całe g***o...to NIE Twoja wina.
-wiem
t: to NIE Twoja wina.
-wiem.
t: to NIE Twoja wina (razy...kilka)
-przestań(...)
t: to NIE Twoja wina
-(płacz) o Boże...przepraszam...:'(
Cudne studium psychologiczne na ekranie. WARTO! Naprawdę:)
Ophelia...of flowers
Ophelia of flowers
gives you rosemary
with little love letters
signed: remember me!
Ophelia of flowers
now gives you the pansies.
Just keep them and dance with them
like she was dancing...
Ophelia of flowers
now gives you the fennel
to show you the waters
to which she was channeled...
Ophelia of flowers
gives the columbine.
You lied, oh you lied
when you said you were mine!
Ophelia of flowers
gives herself a rue.
And there's one for you.
I don't want viole(n)t true.
Ophelia of flowers
now gives you a daisy
so that you think that not you
but SHE is crazy.
BOŻE CIAŁO
(jak Woda i Krew)
Dziś Boże CIAŁO, ODDAWANE (i PODAWANE...) nam jako OFIARĘ, nową, ostatnią, JEDYNĄ, którą mamy SPOŻYWAĆ (zarówno fizycznie jak i duchowo) i która ma nam WYSTARCZAĆ aby grzech (żądza zła/żądza krwi) był w nas zniesiony i byśmy TU DOBROWOLNIE powrócili do...nazwijmy to "pierwszego rozdziału". Czego tu nie skumać? Skracając i upraszczając do takiego poziomu, aby zrozumiał KAŻDY, myśląc nawet w dziecinny sposób, a może ABY zaczął myśleć i czuć "jak Dziecko", które z natury jest wrażliwe, a którą to wrażliwość się traci z czasem z braku uwagi, odwagi lub sił (?), bo przecież "jeżeli nie będziemy jak jedno z nich [Dzieci] to...".
Prawdą JEST, że SPRAWIEDLIWOŚĆ W KOŃCU ZATRIUMFUJE. JESTEM TEGO PEWNA...
KREW przelana po raz pierwszy PO "grzechu pierworodnym", CIAŁO zabite po raz pierwszy też już PO tym grzechu. Tak więc "ofiara" ustalona "dla nas wszystkich" by wrócić do POKOJU PRZED tym grzechem. Najbardziej prosta filozofia na świecie. A jednak ludzie się uparli na ten ubój, ten 'Holocaust' pewnych gatunków bo..."tak już jest"?... Ehhh miałam już się tym nie wkurzać tylko działać ku Dobru zamiast narzekać;-) KONSEKWENCJĄ wszelkich złych punktów postrzegania, kątów, myśli, uczuć jest zamęt prowadzący ostatecznie do śmierci. Również zadawanej innym jednostkom. NIEPOTRZEBNIE!!! Są setki, tysiące przykładów takich jak "Czyń drugiemu to co chciałbyś aby i tobie czyniono" czy "Oto jest Ciało MOJE...oto jest Krew MOJA...dla NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA. TO CZYŃCIE...". Również: "wiara bez czynów jest MARTWA". "Walczę" o to, lecz nie jest to "konkurs" kto jest lepszy czy gorszy bo to by było obrzydliwe, jest to natomiast prośba o litość, błaganie o litość dla stworzeń, które cierpią NIEPOTRZEBNIE jak i BŁAGANIE o zauważenie i nieignorowanie tego tak ważnego a rozpowszechnionego problemu (króry "pasuje" do tej Ziemi bo nie jest ona taka, jaka była pierwotnie w zamiarze, o czym JESTEŚMY poinformowani, jednak MOŻE być jeśli UWIERZYMY potwierdzając czynem poprzez DOBROWOLNE uznanie tej JEDYNEJ Ofiary, a wówczas "żądza krwi" sama znika). Nie jest to też nic - Boże BROŃ - niezgodnego z Jedyną Słuszną Nauką (byłabym świadoma tragicznych konsekwencji wprowadzania w błąd!), ani - Boże BROŃ - ujmującego Jej ani nic - Boże BROŃ - dodającego, proszę tylko się Jej przyjrzeć z KĄTA Miłosierdzia i Litości dla WSZYSTKICH, czyli z JEDYNEGO ZAWSZE WŁAŚCIWEGO Kąta...
W dzisiejszych czasach nagle "znajdują się" jakieś "części Pisma", wręcz niektóre "rosną jak grzyby", najczęściej te odnalezione przez "bardzo wiarygodnych" archeologów czego dowiadujemy się z jeszcze bardziej "wiarygodnych" mediów;-) profanujące całe Jego sedno i przesłanie wprowadzając oczywiście niemały niepokój między ludźmi, którzy - niektórzy nieświadomie, niektórzy z wyboru - będąc podatnymi na "świeże jak bułeczki" sensacje tracą grunt pod nogami i w końcu już nie wiedzą w co mają wierzyć (ciekawym zjawiskiem jest tendencja natury ludzkiej do szybszego uwierzenia w "sensacyjną nowinkę" niż do utartych, potwierdzonych przez konkretne instytucje tekstów...doprawdy ciekawe zjawisko żyć w czasach, gdzie niemal każdy może stać się "internetowym archeologiem" we własnym łóżku i "odszukać w nim" - a raczej w swojej główce - coś na swoją korzyść i zamęt ludzki:). Natomiast ustanowienie OSTATNIEJ OFIARY i liczne, liczne aluzje jak i bezpośrednie przekazy bez filozofowania o tym by okazać Litość ZAWSZE, WSZĘDZIE i DO WSZYSTKICH są po prostu przekazane CZARNO NA BIAŁYM i nie ma tu nic niejasnego ani trudnego do zrozumienia, nie trzeba "doszukiwać się" ukrytych treści, analizować opłacanych i wygodnych bądź nieopłacanych i...przypadkowo wygodnych "archeologów" z garścią nowinek jak bukietem kwiatów na co dzień;-). Oczywiście, można "czepić się", że np. jest cytat o "pojednaniu się" a potem "złożeniu ofiary", ale nie należy zapominać, że ma to miejsce jeszcze PRZED ogłoszeniem NOWEGO PRZYMIERZA i NOWEJ SYMBOLICZNEJ "ofiary" na ołtarzach i m.in. po to cały ten szczegółowo opisany BÓL, obojętność, szydzenie, nieliczna grupka nieobojętnych i konsekwentnie całkowite oddanie się aby to NOWE i jedyne już PRZYMIERZE praktykować i uszanować. Wszystko jest w tej kwestii jasne jak Słońce i nie da się tego nie zauważyć...ahhhhhhhh:) nie rozumiem jak można tego...nie rozumieć:). Na dodatek aluzyjny i niealuzyjny "Baranek Boży" prowadzony "jak na rzeź". Nowe Przymierze, nowa i ostateczna OFIARA co do której nikt nie ma już wprowadzać "poprawek" czy zmieniać interpretację. Otwórzmy oczy póki nie jest za późno i okażmy litość jaką sami chcemy otrzymać. Proszę uprzejmie i błagam.
Wtedy rzeczywiście ludzie najwyraźniej "jeszcze znieść nie mogli" pewnych rzeczy, ale nadszedł najwyższy czas, że powoli znosić będziemy musieli pewne ograniczenia własnej wygody kosztem innych a zaczęli o tych innych myśleć, bo czasy dobrobytu i przepychu wręcz przymuszają nas do tego moralnego obowiązku.
Dziś dzień jest z MOICH PUNKTÓW cudowny, wreszcie pomiędzy Radością znalazło się też ciut miejsca na właściwy smutek i słuszne ostrzeżenia, choć Radości mimo to nie zabrakło. Jak widać SŁUSZNY smutek nie gniecie SŁUSZNEJ Radości a Ją podsyca. To NIEsłuszna "radość" mąci w głowie. Zachowałam się ciut niegrzecznie gdy poważna pieśń poleciała przez problemy techniczne w wersji "chipmunks" i nie mogłam powstrzymać śmiechu a poprzez próbę powstrzymywania leciały mi łzy ze śmiechu lecz by opanować emocje pomyślałam o czymś bardzo smutnym i przeszło:) Uff. Fajny dzień, ooooooby owocny...dla nas wszystkich.
Naprawdę nie wiem czy to wczorajszy manekin mnie "natchnął" czy cokolwiek innego, ale po obudzeniu się "słyszałam" w główce jak "na loopie" powtarzający się w kółko i w kółko duet K.Prońko i L.Kaczanowskiego pięęęknej piosenki Ireny Jarockiej "W CIENIU DOBREGO DRZEWA". Rozpłakałam się i przypomniałam sobie tyle ślicznych duetów muzycznych, po czym kliknęłam na Carpenters 'Close to you' i wyłam ze wzruszenia, a następnie na Marvina Gaye z D.Ross 'Stop, look, listen' i beczałam jakby ktoś mi robił krzywdę;)...ale "zabójcą" był duet K.Prońko i M.Jeżowskiej "On nie kochał nas". Miałam dreszcze ze wzruszenia. Ahhhhhhhh ta Muzyka w PEŁNYM i Prawdziwym tego SŁOWA ZNACZENIU:*
Tak więc w "konkursie" mojego umysłu i Serca wygrywają dziś 4 "duety wszechczasów":)
3 m-sce Carpenters 'Close toyou' : https://www.youtube.com/watch?v=6inwzOooXRU&list=PLwrziqhi8GIM07eTesevZnQ9PxCGp77lu&index=5
2gie: Marvin Gaye & Diana Ross 'Stop, look, listen to your heart':) : https://www.youtube.com/watch?v=zzg8Vm8rYrs&list=PLwrziqhi8GIM07eTesevZnQ9PxCGp77lu&index=1
1wsze Krysia Prońko i Leoś Kaczanowski "W cieniu dobrego drzewa" : https://www.youtube.com/watch?v=vGK7zb74w5s&list=PLwrziqhi8GIM07eTesevZnQ9PxCGp77lu&index=6
I.....tam taradamtamtamtam:) UWAGA UWAGA! ZDECYDOWANE, BEZKOMPROMISOWE I NIEKWESTIONOWANE GRAND PRIX:
DUET I PIOSENKA WSZECHCZASÓW: KRYSTYNA PROŃKO I...MAJKA JEŻOWSKA! : "ON NIE KOCHAŁ NAS"
https://www.youtube.com/watch?v=M9l-XHVtvgQ&index=9&list=PLwrziqhi8GIM07eTesevZnQ9PxCGp77lu
...i ten tekst: "...ON TERAZ MA DOM O 5TYS.MIL STĄD,...na sercu nosi NUMER KONTA, KLUCZE OD FORDA..."
PIĘKNO "WCIELONE" W MUZYKĘ
iiiiii....zupełnie zaskakująco miły duet Drew Barrymore (grającą Sophie Fisher ...czy raczej "Poławiaczkę mądrości";)i Hugh Granta (grającego Alexa Fletchera - ex gwiazdę czarujących lat 80tych:))) w miłym, WSPÓŁCZESNYM (żeby aż tak nie narzekać na współczesność;), ZNÓW MAINSTREAMOWYM filmie bardzo fajnie i trafnie podsumowującym "śmierć Muzyki" ale we wzruszający, pełen klasy i śmiechu przez łzy sposób "Music and Lyrics" (u nas przetł.na "Prosto w serce"...cóż miało na pewno dotrzeć do publiczności i ktoś ocenił, iż "Muzyka i Słowa" nie dotrze a "Prosto w serce"...tak:-). Fajna lekka komedia romantyczna:) Sympatyczna i wyważona:))
https://www.youtube.com/watch?v=m2SvuvslgGg
...no i "Ofelia of failures" po metamorfozie na "Ofelię of favours" spotkała w pracy swój IDEAŁ...:) Któż by pomyślał? Jest wysoki, przystojny, szczupły, stylowy, w ogóle nie chodzi do siłowni i nie jest narcyzem, NIE JE MIĘSA (żadne zwierzę przez niego nie umarło!!!!:), nie gapi się na inne (w ogóle się nie gapi! Z pewnością czci wartości wyższe:), wygląda na "zamyślonego" (lub już osiągnął swą nirwanę i jest poza tą koniecznością;), nie ma kasy, którą by się mógł popisywać i kogoś "wyrywać" więc nie jest próżny, nie ma "fury", a więc dba o ekologię i rozumie system powiązania zachowań ludzkich i nadużycia surowców, nie jest uzależniony od technologii i "stron społecznościowych", jest tajemniczy, lojalny, nie krzyczy, nie bije, nie szarpie mnie, nie ogląda nieczystych filmów, nie kłamie, nie jest nieprzewidywalny, nie chce "tylko jednego" a nawet w ogóle tego nie wymaga;), nie zabrania mi studiować i pracować, nie zabrania też odpocząć, po prostu JEST i pozwala mi być...
Co prawda nie należy do NIEmartwej Natury, ale...cóż, nie można mieć wszystkiego;)
Już po raz kolejny spotkałam NAJPIĘKNIEJSZE KOBIETY ŚWIATA, jak słusznie mówi się o Siostrach Zakonnych, bo PRAWDZIWE PIĘKNO BIJE Z WNĘTRZA, a z Nich BIJE PIĘKNO!!! Mam do Nich szczęście. W podstawówce...cudowna Siostra była mą Nauczycielką. Po "tym zdarzeniu" przecudowna mnie "stawiała na nogi". I teraz te... Piękne, piękne ozdobne Duszyczki:-*
Bardzo ciekawe zagadnienie karmienia zwierząt nie zwierzętami. Kopiuję i wklejam część pierwszego lepszego artykułu, jest ich CAŁE MNÓSTWO po wpisaniu np. pies a weganizm czy kot a weganizm. NIEobojętność wobec zwierząt WSZELKICH RAS robi się coraz bardziej popularna i to CIESZY MOJE SERCE:***
Np.:
"W ostatnim, marcowym numerze miesięcznika „Mój Pies” jedna z czytelniczek zapytała o możliwość odżywiania będącego pod jej opieką psa karmą wegetariańską. Odpowiedzi udzielał specjalista z SGGW. Zgodził się co do tego, że psy mogą się prawidłowo rozwijać na odpowiednio zbilansowanym pokarmie roślinnym. Chodzi tu nie tylko o samodzielnie przez nas przygotowywane posiłki dla psów, ale także o specjalistyczną, fortyfikowaną we wszystkie niezbędne składniki, karmę wegetariańską, którą można kupić również w Polsce(...)".
...Na treningu z "przystojniakiem";p
...lub też "You will meet a tall dark stranger";-) Chichichi;p (poczucie nielojalności wobec "mojej ukochanej" Mii wręcz mnie rozdziera, ale ten film był po prostu...śmieszny:))
Cóż, ponieważ każdy z nas jest tu "po coś" i wiem mniej-więcej, po co jestem jak i wiem, że nigdy nie pójdę "na kompromisy" w kwestiach propagowania NIEKONIECZNIŚCI ZABIJANIA JAKIEGOKOLWIEK STWORZENIA w czasach dzisiejszego - bądź co bądź - dobrobytu (żeby nie użyć słuszniejszego wyrazu "przepychu") na sklepowych półkach, już zaczęłam lekko nawiązywać do tematu;-))) Oczywiście na dzień dobry sprzeciw, cytuję: "Ja mam to w d****, przecież i tak wszyscy umrzemy!". No. To by było na tyle co do wrażliwości ludzkich istot i mojej "skuteczności";)
Pewnie osoby, które próbowałam przekonać dalej będą chodziły na "kebaby" czy jak to się nazywa i inne bzdety, a ja "wylecę" (prosto na tej miotle;) bez grosza...cóż. Życie to sztuka wyboru...;)))
Wszystko będzie dobrze?
Poczułam dziś wiatr na twarzy co muskał mnie delikatnymi pocałunkami niczym mówiąc, że wszystko bądzie dobrze...
Poczułam też promienie Słońca, które objęły mnie jak ciepłe mocne ramiona i uspokajały, niczym dając znak, iż wszystko będzie dobrze.
Wówczas trawa łaskotała moje stopy niby bawiąc się na poprawę humoru, a wszystko po to, by dać Nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Wtedy to właśnie pojawiły się nareszcie Anioły radości... niby twierdząc, że wszystko będzie dobrze:)
...of favours...:)
Ophelia OF FAVOURS
among all the neighbours.
She sometimes gets nervous,
for some looks hilarious...
Ophelia OF FAVOURS.
She tried all your flavours
still seeking her saviours
among sleepy sailors.
Ophelia OF FAVOURS
EXPOSES ALL TRAiTORS.
She's singing: just say those
words: you know her rail roads...
Ophelia of jailers
with only life's trailers.
She's bored with her daily
life, each day looks...paler.
Ophelia OF FAVOURS,
unimportant labors.
She's pale as the day goes
to the world of sheer ghosts...
She INDEED does NOT BOAST;
she and her crying ghost
but what she worships most
is LOVE that is NOT LOST...
And toast to her life's joy
that rivers won't destroy
because love was so strong
that she couldn't be wrong...
Among many people she
whispers and says to me:
'don't fall for the unknown:
save one heart that's YOUR OWN!'.
She moans and she moans to me:
sea algae consume me.
Can't listen. Too gloomy.
But she speaks through me...
Ophelia...of traitors!
Was knocking to neighbours,
yelled: help! There are traitors!
But no one stopped worried
and said: we are sorry.
Was having nine mentors
and tried to prevent it
but no one thought that her words
mean: just repent it.
Was walking through forest,
spoiled grass she's adoring
and life became boring.
Now she's not controlling.
Oh sailors are traitors!
First they love, then each goes
to boats and are our foes
but nobody knows...
Loves me? Loves me...NOT...
that's all that I've got.
Men come and men go
then we suffer our woe!
Ophelia of...feelings.
She feels all her berries
then hides them and buries...
She feels all birds' singing
and joy that it's bringing...
She feels all your sorrows,
knows many tomorrows.
She feels all sad trees,
cries with them and flees...
She feels your confusion
and knows your illusion.
She feels more each day
till the end of May...
She walks and she talks to grass,
her happy time
is when she stays far from us
under her lime.
The lime, oak and the willow tree
are her 3 friends.
I know when she thinks THROUGH me,
somehow she blends...
W podziwie nad niemartwą naturą...
Patrzę na chmury i myślę: potężne jesteście i delikatne. Jak dotyk kobiecych rąk i niedostępne...
Patrzę na Słońce i zastanawiam się: jak jest u Ciebie tam w środku?
Patrzę na Kwiaty i podziwiam ich piękno, tak nieosiągalne przez najśliczniejsze istoty ludzkie...
Patrzę na Zwierzęta i nic nie myślę lecz czuję wzruszenie ich kruchością oraz bezbronnością...
Patrzę na nas Ludzi i myślę...zlituj się nad nami.
Patrzę na drzewa i widzę ich wierność, której winniśmy być uważnymi uczniami.
Patrzę na domy i myślę: zniszczyliśmy tak wiele TEJ Zieleni...
Patrzę na las i widzę go niczym niezrozumiałe Księgi...
Patrzę na rosę na trawie i ocieram moje oczy...
Patrzę na trawę i myślę, czy nie stąpam po Niej zbyt ciężko i nieostrożnie.
Patrzę na Ciebie i nic nie myślę tylko podziwiam blask i cuda.
Patrzę na siebie i myślę: "przepraszam"...
Patrzę na deszcz i myślę: przestań płakać.
Patrzę na liście i myślę...tak zdane jesteście na los jak i my...
Patrzę na gwiazdy i myślę: jesteś cudownie ubrana.
Patrzę na ozdoby i myślę: wy próżne, zbędne, chwilowe lecz śliczne ludzkie wymysły...
Czuję wiatr i myślę: oby głos wewnętrzny nas kierował tak wyraźnie...
Czuję Ciepło i myślę: obyśmy sobie wzajemnie go tyle dawali, co TA gwiazda...
Czuję chłód i myślę, że już wystarczy...
Czuję myśli i jestem zmieszana.
Czuję WDZIĘCZNOŚĆ za tę piękną NIEmartwą Naturę... :*
Moja majowa kolekcja obrazów:)
Mój majowy obraz "Maryja wnikliwa"
Mój majowy obraz "Mówiąc Różaniec"
Mój majowy obraz "Matka Bolesna"
"Tchnęło" mnie dzisiaj na wierszyk dla Marii:)
Wspaniała kobieta ze wspaniałym powołaniem. Prosimy o więcej takich:)))
Maria, u taught me that mercy and joy
make a pair which evil will NEVER destroy.
U taught me that gates to our God - Holy Spirit
will never be wide open if we still fear it:)
U taught us that Catholics don't have to pray sad...
In fact, if u look closely, it just looks bad;-)
U went through a lot of tough experiences
and are an example that LORD still gives chances!!!
He doesn't condemn those who truly repent
and don't treat their faith like: 'a Mass? I just went...
so I'm a good catholic, I go once a week!'.
The real faith is PRACTICE and LORD whom we SEEK...:)
But mostly I thank for your gift of 'God's token'
to victims of human trade, souls that are broken.
An angel have sent u to fight with this plague
and glue broken souls which with God u...'unbreak'.
So bless you for all the work u do for us.
Now, THIS practice, faith and soul is a REAL MASS!:)
But u're also humble and praise Holy Ghost
to follow wise words: 'so that no man should boast'.
I thank you, sweet Maria, for being LORD's voice
here, when we still have a chance to make a CHOICE:)
Załamane, przygnębione "Ofelie...of failures":) poprzez Nadzieję i wiarę na budzenie się ludzkich SERC ZAWSZE zamieniają się w..."Ofelie...of FAVOURS":D
Cóż za dzień...13 maja. Za rok SETNA rocznica pierwszego objawienia fatimskiego, dziś 35 rocznica zamachu na JP II, przy okazji imieniny Ofelii:) - jedne z dwóch, o ile mi wiadomo, ale...bez przesady, śwince imienin urządzać NIE BĘDĘ:).
A cóż wczoraj był za dzień!!!
Do dziś płaczę co jakiś czas z radości, bo pomiędzy wieloma słowami czułości, radości i NIEOBOJĘTNOŚCI (tak ważne, podkreślane przez panią Marię wczoraj słowo 'indifference', które jest czymś, czego katolicy i ludzie w ogóle MUSZĄ się wyzbyć, nie ma innej opcji jeśli nie chcemy być "martwi"...) serce mi pika z niesamowitym tempem, iż ta pani rzeczywiście funduje budowanie ośrodków pomocy ofiarom handlu ludźmi w "branży" usług seksualnych. Co za ANIOŁ!!! Niech Jej wszyscy i wszystko błogosławi za tę działalność w temacie tak bliskim mojemu sercu lecz ja tylko zdołałam "naświetlić" zjawisko małej grupce ludzi, a ta pani nie tylko naświetla, ale i zdobyła finanse, by POMÓC tym szczęśliwym w nieszczęściu ofiarom, którym udało się wydostać, a - co ważniejsze - najwyraźniej rozumie ta pani cały proces psychologiczny tych złamanych dusz, które nie mogą po prostu ot tak wydostać się i zacząć żyć normalnie, wrócić do codzienności, ale bez pracy duchowej,psychologicznej, psychiatrycznej, a przede wszystkim bez powolnego odzyskiwania skruszonego doszczętnie zaufania do ludzi nie dałyby rady same tych dusz z powrotem skleić w zranioną już do końca życia, ale jednak jakąś formę całości DO NAPRAWIENIA. Chwała jej za tę (i nie tylko tę, ale ta oczywiście wzruszyła mnie najbardziej) działalność. Cóż za cudowny, przecudowny dzień takiego zastrzyku Nadziei, że jednak są ludzie, którym te tematy TEŻ nie są obojętne, którzy wzywają do BUDZENIA SIĘ, a ponadto znajdują siły, nie tracąc przy tym radości JAK I WSPÓŁCZUCIA (tak jak pisałam wcześniej, największa sztuka człowieczeństwa to pogodzić jedno z drugim nie gubiąc radości i nie zatracając współ-czucia z ofiarami, nad czego pogodzeniem ja jeszcze mam długą drogę do przebycia) i jeszcze zdobywając środki by nie tylko naświetlać, ale leczyć te skruszone dusze i sklejać je z powrotem. CUDO!!!:**** Więcej, ach więcej takich osób na świecie a rzeczywiście nie trzeba będzie "wyobrażać sobie" jak wygląda "niebo":))) W praktyce:))) Oczywiście nie ugięłam moich 4 kierunków świata, w których to ja muszę znaleźć swój sposób, by działać skuteczniej, naświetlać bardziej, motywować praktyczniej do przebudzenia w kwestiach: zniesienia rasizmu z naszych umysłów i serc, zniesienia tortur nad jakimikolwiek zwierzętami w jakiejkolwiek formie z rąk ludzkich, zniesienia prześladowania czy upokarzania (np. w szkołach, pracach itp.) i zniesienia handlu ludźmi, czym widzę, że pewne Anioły się dość żwawo i charyzmatycznie już zajmują:))) Chwała, chwała, chwała Im za to!!!!!!:*** Chwała pani Marii za brak obojętności w tym i nie tylko tym temacie. Chwała, w nieskończoność chwała!!!:)
A wcześniej tego samego dnia "zaangażowano" mnie niespodziewanie do bycia w "jury" buachacha;-) w konkursiku dla dzieci, w którym sama brałam udział i aktywnie fruwałam w tę i z powrotem po dziecięcej estrzdzie chacha;-) ponad 15 lat temu:))) Śmiałam się wtedy z tego, ale jak wczoraj posłuchałam te Dzieci...jejciu!!! Jak one pięęęęęęknie śpiewają!!! Ryczałam kilka razy wzruszona, aż mi było głupio:) Skąd one biorą te głosy??? Skąd tyle cudownych talentów??? Co lady gaga czy rihanna czy inne katy perry robią w tym biznesie zamiast tych naprawdę utalentowanych Dzieci???:) Wyszłam wściekła na niektórych "jurorów", że nie przepuścili dziewczynki, która śpiewała jak słowik, szlochałam jak kobieta na brazylijskim serialu;-) i żałowałam, że ranne ptaszki przy moim oknie nie śpiewają AŻ tak pięknie;-) Jak mogli jej nie przepuścic?? Wrr...;-) Ale jury było swoją drogą całkiem sympatyczne, cudny "jajcarski" squad czy jak to się teraz "cool" pisze;-) i było też dużo śmiechu:) Znajomi nabijają się, że na upamiętniającej fotce zrobiłam się na "Raynę Boyanov" z "Agentki" lol:D Hmmm...coś w tym może i jest chacha;-P
A jutro urodziny, a pojutrze imieniny mojej Mamusi i wsjo naj dla Niej oraz dwa obrazy "serca Maryi" a raczej mojej tego wizji, z których początek malowania pierwszego uwieczniam tu:) Mua mua:******* Chwała Ludziom Dobrej Woli (czy jak to kiedyś fajnie ujęli Pospieszalscy w swojej kolędowej płycie z wieloma utalentowanymi muzykami - "podskubując" im pomysł i wtrącając "Chwała" zamiast "kolęda"...Chwała Dobrych Ludzi Woli...:) To była pięęękna niezapomniana płyta świąteczna. Wciąż mam dwie kopie mmmmm:)
Nasz squatttt;P
Jestem dzisiaj ponownie wzruszona ponowną "pracą" z Dziećmi. Bycie wokół Dzieci podnosi na Duchu, wzrusza i daje Nadzieję, że świat może być lepszy:) Po raz kolejny przekonałam się, że w tych Dzieciach tkwi niesamowita kruchość, poszukiwanie, lęki, hobby, przede wszystkim pragnienie akceptacji, indywidualizm poddawany często jednak aby uzyskać przynależność (to takie normalne, zdrowe i oczywiste, jednak dlatego właśnie tak ważne jest, aby rodzice mieli wyjątkową czujność w jakim towarzystwie przebywają ich pociechy). Jestem wzruszona jak i również prze-wdzięczna tym Dzieciom, które i mnie zaakceptowały, zechciały porozmawiać, zadawały pytania albo po prostu...były. Dzieci i zwierzątka to chyba dwa najbardziej udane Dzieła Boże na świecie:) Wzruszają, poszukują, żyją "w swoim świecie" i są kochane bo po prostu..."są". Mam łezki w oczach i czuję, że świat wcale nie jest taki zły (jak nieraz mogłoby się wydawać) dzięki istnieniu Dzieci i Zwierzątek:))) Cudowne Stworzenia dodające Nadziei na lepszy świat, wciąż kształtowany tak jak i Dzieci są wciąż kształtowane i wciąż niemogący zabić kruchości i niewinności, bo JEST ona w Zwierzaczkach i w Dzieciach:) Chwała Im za to, że SĄ!!!:) Dziś jestem Szczęśliwa...:*
APEL O LITOŚĆ.
JESZCZE RAZ PROSZĘ O LITOŚĆ DLA WSZYSTKICH STWORZEŃ.
"Emocje już opadły jak po wielkiej bitwie kurz":) ale wczorajszy wpis sobie zostawię. Nie mylmy "radości" z Radością. Przesłanie do wszystkich ze sobą włącznie. Nie mylmy tego NIGDY.
Gdzie hedonizm a gdzie Radość...? (też gdzie usprawiedliwienia a gdzie wymówki)
Z potoku słów zaczyna się robić ich brak... Nie wiem, naprawdę nie wiem już jakimi sposobami, słowami, gestami, filmami, zdjęciami, dowodami i prezentowaniem czystego zdrowego rozsądku mogę przekonać ludzi do tego, aby CZULI, wiedzieli i nie byli obojętni na to, że zwierzęta na całym świecie są torturowane i w konsekwencji boleśnie niepotrzebnie zabijane i że to jest po prostu ZŁE, niedopuszczalne i nie powinno się w tym brać udziału i nie daj Boże tego promować. Nie wiem. Kończą mi się pomysły, nie kończy zaś determinacja o tę walkę, jak pisałam wcześniej, do "ostatniego tchu"...
Być może odpowiedź znajdę w PYTANIU do samej siebie dlaczego ja także jestem tak "zacietrzewiona" w tak wielu kwestiach, o których wiem, że mogłabym czynić lepiej, działać więcej, działać inaczej a znajduję bądź znajdowałam WYMÓWKI, nie usprawiedliwienia lecz WYMÓWKI jeszcze do tak niedawna do pewnych czynów czy myśli, które znajdują się poza granicami mojej etyki. Tłumaczyłam się wówczas, że przecież "tak mi się ułożyło", że "zwariuję jeśli tu czy tam nie poluzuję sobie trochę sztywnych morałów itp." ale to były TYLKO WYMÓWKI, nie usprawiedliwienia. Na szczęście los zgotował mi chwilowe nieszczęście, które otarło mi oczy, co przydaje się raz na jakiś czas ku przypomnieniu o WYMÓWKACH, a nie usprawiedliwieniach własnych czynów/myśli/słów/zaniedbań...
Tyyyle słyszę ostatnio o Radości (MYLONEJ PRZEZ NAS WSZYSTKICH - ZE MNĄ OCZYWIŚCIE WŁĄCZNIE - W SWOICH "WYGODNYCH I WYBRANYCH" ASPEKTACH Z HEDONIZMEM, ŚWIADOMIE BĄDŹ PODŚWIADOMIE). Uważam, że Radość jest Darem i jest Piękna,...o ile nie ma miejsca KOSZTEM SZCZĘŚCIA INNYCH STWORZEŃ (tu przypomina mi się "autorska";-) krótka modlitwa do Anioła Szczęścia: Punkcie Widzenia Szczęścia, pozostań tylko tam, gdzie Szczęście jednych nie znajduje miejsca kosztem Szczęścia innych...).
Refleksje nad Radością przyniosły mi pełną świadomość, iż nie jestem "skazana na brak Radości", potrafię ją czuć w każdej chwili i każdym momencie, mogę wręcz, gdybym chciała, już nigdy nie przestać jej czuć...a jednak chcę, wybieram przestawać:
-dlatego, że zaobserwowałam sielskie I CAŁKIEM PRZYJEMNE ALE MORALNIE UWIERAJĄCE JAK KAMIEŃ W BUCIE "oddzielanie się" od cierpiących stworzeń wraz ze wzrostem własnej radości, a zatem zaniżanie poziomu współ-czucia.
Aby nie dać się zwariować, pozwalam sobie na uczucie Radości (teraz już mieszczącej się w mych granicach etycznych:) raz na jakiś czas by nabrać sił na późniejsze refleksje nad smutkiem, bez którego po prostu człowiek nie znajdzie się "w skórze" cierpiącego.
Zauważyłam też dziwny, ciekawy, tragiczny fenomen w nas - ludziach, iż wciąż jednak szukamy ofiary, czy to w sferach "widzialnych" czy "niewidzialnych".
Ciekawy fenomen po tym "zdemaskowaniu" systemu na bazie którego działa(ła?) natura ludzka.
Dlaczego tak uparcie nie chcemy po prostu ODCZEPIĆ SIĘ OD JAKIEGOKOLWIEK ZŁA??? NAWET, czasami jeśli to naprawdę konieczne, KOSZTEM SIEBIE...
Pytanie skierowane do nas wszystkich, ze mną włącznie...
Wrrrr:)
Dotyczy to oczywiście nas - dorosłych - nie Dzieci, które wchłaniają "świat" jak gąbki i nasiąkną tym, czym je obdarzymy...
Z niewielu praw jakie zostały ustanowione w US zgadzam się z późniejszym przyznaniem "tytułu osoby pełnoletniej" tj 21 lat a nie 18, bo w tych czasach Dzieci wolniej emocjonalnie dojrzewają i należy im się więcej czasu na podejmowanie swoich życiowych decyzji, również rozwijania bądź zawężania empatii, której mogą się uczyć TYLKO od osób, które już więcej przeżyły i widziały. Uczmy EMPATII. W kwestiach, w których zostaliśmy źle bądź nieczule "zaprogramowani" po prostu "odprogramujmy" się tym samym sposobem, tylko w przeciwnym kierunku. W STRONĘ EMPATII (to bezcenne i za darmo jednocześnie...)
Dlaczego nam - ludziom - tak ciężko załapać, że w przykazaniu "nie zabijaj" i dopełnieniu go "złotą zasadą" aby czynić INNYM tylko to co byśmy chcieli, aby nam samym czyniono, BÓG, STWÓRCA uwzględnia wszystkie STWORZENIA: nie wybrane, czy brzydsze, czy ładniejsze, ciemne, jasne, szczupłe, grubsze, czworo-, sześcio-, czy dwunożne? DLACZEGO TAK TRUDNO TO POCZUĆ??? NIE ROZUMIEM...i zrozumieć nie chcę.
Podsumowując: hedonizm ma miejsce tam gdzie czujemy przyjemność/Szczęście/Radość wiedząc, że być może przynosi to nieprzyjemność/nieszczęście/smutek jakiejkolwiek innej jednostki/stworzenia (też, naturalnie, hedonizmowi jestem winna, choć staram się coraz bardziej ODRÓZNIAĆ go od ZDROWEJ RADOŚCI!). ZDROWA Radość - ma miejsce wszędzie gdzie czujemy przyjemność/Szczęście/...Radość:) będąc PEWNYMI, iż żadna inna jednostka/stworzenie nie odczuwa przez to nieprzyjemności/nieszczęścia czy smutku.
Moje Niebo to jaźń świadoma Radości wszystkiego i wszystkich wokół...jeśli choćby część tej "jaźni" (czyli, hipotetycznie, odrębna acz połączona "jednostka tego Nieba") nie czuje Radości lub jeżeli część Nieba raduje się czyimś kosztem, to NIE JEST MOJE NIEBO. Mam nadzieję, że nie jest ono niczyim "niebem"...
Ajajajaajaj a jednak...potok słów (czy raczej wyrazów;-)
Kiedy już myślę, że PRAWIE Kogoś przekonałam, że może chociaż jedna jednostka więcej zaczęła CZUĆ w tym temacie, naprawdę CZUĆ ból tych stworzonek po to, by go więcej nie zadawać i przekazywać umiejętnie wiedzę o tym, że EMPATIA jest ZA DARMO i że to ONA przynosi PRAWDZIWĄ rozkosz, cóż...nagle czuję, że jednak "przełamuję fale"...tak prze-popularnej obojętności... Szkoda.
Jesteśmy dla zwierząt tym czym dla nas byłaby hipotetyczna obca cywilizacja o wyższym ilorazie inteligencji intelektualnej (emocjonalną pozostawię póki co bez komentarza) - a o taką na pewno nie byłoby tak trudno się postarać:) - która po zobaczeniu nas stwierdzilaby grupowo, że nadajemy się jako smaczne kąski na ich talerze, nie uwzględniając naszych odczuć podczas bycia torturowanymi i okrutnej śmierci. Czy chcielibyśmy taką "cywilizację" nad nami, która "ma nad nami panować"? Domagamy się od rządu (nieraz słusznie a nieraz czepiając się o detale) lepszych warunków, praw dla nas - zależnych od nich - tj ludzi "z pewną reputacją i wpływami", a sami odbieramy prawa i życie tym mniejszym i bardziej zależnym od nas... To rzeczywiście "ma sens" hmm:/ A co gdyby ta hipotetyczna "cywilizacja" miała zdolność wyboru torturowania i zabijania nas bądź zatrzymywania tego bez szkody dla siebie i wybierałaby...jednak zabijać, bo "tak już się utarło przez tyle czasu i nikt tego nie zatrzymał siejąc wymówki, że...tak już jest". Cóż za tragiczna, przepraszam za wyrażenie, upośledzona emocjonalnie cywilizacja! Inteligencja intelektualna nie jest miarą emocjonalnej i na odwrót. Cudownie jest pielęgnować i tę i tę. Ale żeby nie objąć zgrozy tego tematu ANI mózgiem, ANI "sercem", trzeba naprawdę być głębokim, znów przepraszam, ignorantem, albo tak daleko zaprogramowanym albo po prostu obojętnym lub świadomie WYBIERAJĄCYM ZŁO. Zastanówmy się. Nie przyszedł jeszcze "nasz czas", jeszcze tu jesteśmy, jeszcze "stąpamy po Ziemi", możemy "stąpać" z nieco głębszą empatią...póki nie jest za późno... Prawda?
(Zrobiłam malutki postęp i "wymieniłam się" z mamą zaprezentowaniem spraw, na których nam zależy, tj mama po wieloletnich debatach zgodziła się obejrzeć "Ziemian" czego unikała jak ognia w zamian za to, że ja obejrzę coś, co wybierze mama, a co z kolei jest tematem, jaki uzna za stosowny aby zaprezentować i naświetlic pewne sprawy mi. Cudowny "interes";-) z podwójną korzyścią, gdyż po pierwsze może ciut otworzę Jej serce na tę sprawę, która mnie tak bardzo boli, a może i mama otworzy moje serce i oczy na sprawy, których jeszcze nie widzę dość klarownie i czegoś nowego się nauczę. CUDOWNY "interes" duchowy i emocjonalny:))) Suuuuper!:)
WYBIERAM czuć Radość ale nie "po trupach". Dosłownie.
Przywieźliśmy z kochanym chórem B.C. Srebro (tj 2gie miejsce:-) w konkursie 7 chórów dziś, 7go...:) Jestem z nas baaardzo zadowolona, nie pytałam o pozwolenie na umieszczenie zdjęcia więc ucinam głowy i nogi;), ale choć trochę tych cudnych strojów wspólniczki z sopranów, Pani M., musiałam pokazać. Cóż...mnie ciężko jest przyszyć guzik, a ta Pani szyje naprawdę anielskie stroje. Brawo dla niej i brawa dla dyrygentki!!! Jupiiiiii;-*:)))
Jakże cudownie, PRZECUDOWNIE pracuje się z Dziećmi!!!:) Są tak różnorodne, tak grzeczne, tak szczere, tak poszukujące, takie jak Dzieci i Młodzież były od zawsze...zagubione, zlęknione, czasami pewne siebie, pragnące akceptacji, kształtujące siebie i swoje zdania, pełne respektu do osób starszych od siebie choć nieraz jesteśmy tak samo (albo bardziej) pogubieni jak te Dzieci. Cudowne są te, które cieszyły się tą współpracą, równie cudowne te, które cieszyły się mniej...mają do tego prawo! Nigdy człowiek nie zadowoli WSZYSTKICH jeżeli ma jakąkolwiek opinię. Jest to też lekcja dla mnie co mogłam/mogłabym zrobić lepiej, aby jeszcze więcej Dzieci czerpało "owoce" współpracy, z której będą zadowolone i którą uznają za pomocną. Tak wiele szacunku uczę się OD Dzieci, tak pięknej pracy zespołowej, tak cudownego szacunku i zgrania różnorodności. Wspaniali nauczyciele nauczycieli, a nauczyciele zaś wspaniali uczniowie uczniów...i na odwrót:) DZIĘKUJĘ Bogu i losowi za to piękne spełnianie nieuświadomionego powołania i za tyle energii, jaką Dzieci "zarażają" (pozytywnie) nas - dorosłych:*
Jestem pełna pozytywnych myśli i uczucia wdzięczności. Myślę, że po części ta współpraca zastępuje mi, przynajmniej częściowo, świadomie i podświadomie, niespełnione macierzyństwo...
Pro rock prophet
Prophet’s pro rock
Refracted at the widest angle
"Staczam się" na main stream cheche;-)) Po Ever After i nawet jednym odcinku SB Cohena, przy którego kilku zdaniach się uśmiałam po pachy, dziś "zerknęłam" na "Szkołę rocka" z Jackiem Blackiem;-))
Nie mogłam "nie zerknąć" na ten film, który chodził mi po głowie od czasu moich..."wykładów" i meeeega "kompetencji";-))) Fajny, lekki, mainstreamowy filmik, który poleca fajną, niemainstreamową muzykę:))) Taka edukacja by się RZECZYWIŚCIE przydała...!:)
Sama pamiętam jak płakałam jako nastolatka, że muszę śpiewać POP w pewnych konkursikach i się buntowałam:) i jak chciałam zrezygnować z klasyki (tu akurat "Szkoła rocka" nie docenia klasycznych muzyków, choć - zgadzam się - przychodzi na tę muzykę odpowiedni moment i nie powinno jej się "wciskać" dzieciom na siłę!).
Co się dzieje ze mną a propos tego main streamu ostatnio???:) Być może to dlatego, że jestem "w stanie błogosławionym" oczekując na najnudniejszą pracę na świecie - pracę biurową (a więc nie dosłownie w stanie "błogosławionym" a w totalnej przenośni:))) i próbuję się "odmóżdżyć" na takie sposoby? Nie wiem. "Szkoła rocka" jest fajna, choć mainstreamowa:)
Dziś (26/4/16) 96. urodziny mojej cudownej, przepięknej charakterem, łagodnej i pokornej, pokojowej, kochającej i kochanej, cierpliwej i pocieszającej, jedynej w swoim rodzaju, mojej ukochanej i niezbędnej w procesie mojego dorastania, ratującej od wszelkiego zła i łagodzącej spory w rodzinie, tłumaczącej Kim jest Bóg a czym zło, błyszczącej, Drogiej, anielskiej babci Stasi.
Proszę pokornie o modlitwę, nowennę czy nawet mszę (zapłacę jak zdobędę kasę:) za tę Wyjątkową Kobietę.
Dziękuję.
Bóg zapłać.
...kiedy wątpię w człowieczeństwo, siły, sens, samą siebie...pamiętam Babcię i przypominam sobie, że Dobro ISTNIEJE i nikt nie udowodni mi, że NIE. Ona była (JEST) DOWODEM na to:)))
Niech Bóg 3ma Babunię w opiece na wieki wieków!
NIEMOŻLIWE!:)
Wyszłam dzisiaj SAMA do ludzi, nie "ciągnęłam" pomocy "bo się boję", choć niełatwo było ten lęk przełknąć (lęki bywają adekwatne ale czasem też nielogiczne...tu "mowa" o tych nielogicznych lub jedynie skojarzonych z przeszłością, która wkrada się na złość w teraźniejszość i próbuje nam - osobom z lękami - ją uprzykrzyć), okazało się, że nic mnie po drodze nie wchłonęło;-), nie wsiąkłam w otchłań;-), ludzie nie mieli ostrych kłów;-) ani pazurów;-), nie pogryźli;-) ani nie nakrzyczeli chacha;-) Oczywiście wyolbrzymiłam i ubarwiłam KAŻDE "zobrazowanie" lęku ale poziom strachu irracjonalnego a tego przed tymi przebarwnymi "upiorkami":) mógłby być podobny;-)
Cieszę się, że pod prąd WYSZŁAM i NIE dałam przeszłości dziś zawładnąć teraźniejszością więc teraźniejszość ma prawo zacząć po trochę udzielać głosu w sprawach przyszłych:) Jestem wdzięczna za każdy uśmiech, który dziś widziałam, każde ciepłe słowo, każdą delikatną rozmowę, każdy żart, każdą napotkaną twarz. DZIĘKUJĘ za dzisiaj:))))
Oddzielając "jedne wody od drugich..."
...nie odrobiłam lekcji w sprawie sporządzenia dokładnego zbioru zdań ZABRANIAJĄCYCH zabijać kogokolwiek (jak to w ogóle dziwnie się pisze...) w Piśmie Świętym, więc kopiuję i wklejam pewnego komentatora z YT, który skopiował to z innej strony od kogoś innego, kto - częściowo bo częściowo - zrobił to za mnie. Wszelkie niedokładności się NIE LICZĄ, liczy się sens:
„...Bo kiedy mi składacie ofiary całopalne i wasze ofiary, nie znoszę tego, na ofiary biesiadne z tucznych wołów nie chcę patrzeć...”. Amos 5, 21-24 Izajasz „Kto zarzyna na ofiarę wołu i jednocześnie jest mordercą ludzi, kto ofiaruje owce i jednocześnie łamie kark psu, kto składa ofiarę z pokarmów i jednocześnie rozlewa krew świni, kto spala kadzidło i jednocześnie czci bałwana - ci obrali sobie swoje drogi i ich dusza ma upodobanie w ohydach. Tak samo i Ja wybiorę dla nich męki i sprowadzę na nich to, czego się lękali, bo gdy wołałem, nikt nie odpowiadał, gdy mówiłem, nikt nie słuchał, lecz czynili to, co jest złe w moich oczach, i wybrali to, czego Ja nie lubię”. Izajasz 66,3-4 „Co mi po mnóstwie waszych krwawych ofiar? - mówi Pan. Jestem syty całopaleń baranów i tłuszczu cieląt, a krwi byków, jagniąt i kozłów nie pragnę. Gdy przychodzicie, aby zjawić się przed moim obliczem, pytam któż tego żądał od was, abyście wydeptywali moje dziedzińce? Nie składajcie już ofiary daremnej! […] A gdy wyciągacie swoje ręce, zakrywam moje oczy przed wami, i choć byście pomnożyli wasze modlitwy, nie wysłucham was, bo na waszych rekach pełno krwi. Obmyjcie się, oczyśćcie się, usuńcie wasze złe uczynki sprzed moich oczu, przestańcie źle czynić! Uczcie się dobrze czynić, przestrzegajcie prawa, brońcie pokrzywdzonego, sprawiedliwość czyńcie sierocie, wstawiajcie się za wdową!” Izajasz 1, 11-13.15-17 Habakuk „Spadnie na ciebie zbrodnia przeciwko lasom Libanu, obciąży cię zagłada dzikich zwierząt”. Habakuk 2,17 Jeremiasz „Na cóż mi kadzidło, które pochodzi z Saby i kosztowne korzenie z dalekiej ziemi? Wasze całopalenia nie podobają mi się, a wasze krwawe ofiary nie są mi miłe”. Jeremiasz 6, 20 „Gdyż nic nie powiedziałem waszym ojcom, gdy ich wyprowadzałem z ziemi egipskiej, nic też nie nakazałem im w sprawie całopaleń i ofiar krwawych, lecz tylko to przykazanie dałem im, mówiąc: Słuchajcie mojego głosu, a Ja będę waszym Bogiem, wy zaś będziecie moim ludem, postępujcie całkowicie ta droga, którą wam nakazuje, aby się wam dobrze działo!” Jeremiasz 7, 22-23 Micheasz „Z czym mam wystąpić przed Panem, pokłonić się Bogu Najwyższemu? Czy mam wystąpić przed nim z ofiarą całopalną, z rocznymi cielętami? Czy Pan ma upodobanie w tysiącach baranów, w dziesiątkach tysięcy strumieni oliwy? Czy mam dać swojego pierworodnego za swoje przestępstwo, własne dziecko na oczyszczenie mojego grzechu? Oznajmiono ci, człowiecze, co jest dobre i czego Pan żąda od ciebie: tylko, abyś przestrzegał słowa Bożego, okazywał miłość bratnią i w pokorze obcował ze swoim Bogiem”. Micheasz 6, 6-8 Ozeasz „Gdyż miłości pragnę, a nie ofiary, i poznania Boga, nie całopaleń”. Ozeasz 6, 6 „Lubią ofiary rzeźne i chętnie je składają, także mięso, i chętnie je jędzą, lecz Pan nie ma w tym upodobania”. Ozeasz 8,13 Psalm „Mój bowiem jest wszelki zwierz leśny i tysiące zwierząt na górach. Znam wszelkie ptactwo na niebie i moje jest to, co porusza się na polach. Gdybym łaknął, nie mówiłbym ci o tym, bo mój jest świat i to, co go napełnia. Czyż jadam mięso byków, albo piję krew kozłów? Ofiaruj Bogu dziękczynienie i spełnij swoje śluby dane Najwyższemu! I wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty mnie uwielbisz”. Psalm 50, 10-15 Przysłowie „Nie bywaj wśród upijających się winem lub objadających się mięsem, gdyż pijak i hulaka ubożeją, a ospali chodzą w łachmanach”. Księga Przysłów (Przypowieści Salomona) 23, 20-21 „Idźcie i nauczajcie, co oznacza (Ozeasz 6, 6): »Miłosierdzia chcę, a nie ofiary«”. Mateusz 9, 13 „I nauczał mówiąc im: Czyż nie jest napisane (Izajasz 56, 7): Dom mój będzie przez wszystkie narody nazwany domem modlitwy? A wy uczyniliście zeń jaskinię zbójców ”. Marek 11, 17 „Przyszedłem znieść ofiary, a jeśli nie zaprzestaniecie składania ofiar, to też nie odstąpi od was gniew Boga”. itd. itp.
...tak więc ludzie zaczęli je składać...SOBIE???
Równo-waga (lub zRównoWażenie)
Po “wiekach” izolacji z przygnębienia, spotkałam jedyne dwie tak NAPRAWDĘ bliskie mi dawne koleżanki z dawnych szkół. Obie bez kontaktu ze sobą (a więc nic wspólnie nie uzgadniając i nic o sobie nawzajem nie wiedząc) zostały BRZEMIENNE mniej-więcej w tym samym czasie:) Czuję się dziwnie w tym towarzystwie, mając do opowiadania jedynie ...jaką karmę kupuję Hamletowi i Ofelce (moim świnkom morskim:-). Nie wierzę, że mała Kamcia i Marcia będą niedługo mamami:) Ale cieszę się z nimi. Ja, póki co, będę się satysfakcjonować byciem świnko(morsko)-mamą;-) A może nawet świnko(morsko)-babcią, bo albo Ofelcia TEŻ jest brzemienna, albo zagryza zaloty Hamleta zieleniną, bo ni kwiatków, ni rzek i jezior w pobliżu nie ma;-))) Ach…co to za stworzenia! Są tym, kim weganie marzą by być - stworzonkami żywiącymi się JEDYNIE ‘raw food’, czyli jedzą tylko tę NIEGOTOWANĄ, surową "zieleninkę". Na dodatek to naturalni weganie bo po kawałku mięsa A NAWET produktu odzwierzęcego…po prostu by umarły. Co za pięęęęękna natura tych świnek!!!:) NATURAL BORN KILLERS…VEGANS:)))))!
Wesołych Świąt i szczęśliwego, Mądrego Roku!!! Pełnego Ciepła i Empatii...
bez niepotrzebnego karnizmu, rasizmu i handlu nami - żywymi Istotami:***
(zamiast przelewu krwi napijmy się wina...z umiarem... albo po prostu wody;-), zamiast jedzenia ciał (mięsa) najedzmy się chleba (i wszelkich roślinności). To JEST możliwe. Powróćmy do Raju i rajskiej kolejności oraz roślinności. To JEST możliwe. Nie jedzmy tego kto jest "po środku" zgubnego tzw. "łańcucha pokarmowego", którym mamy "rządzić" sprawiedliwie i z równością oraz empatią, a w którego środku jest np. "poznanie" dobra w cielesnym smaku jak i "poznanie" zła: moralnego oraz zdrowotnego. Naturalnie, oczywiście aluzja "poznania" (i nie tylko) ma wiele, wiele, wiele innych znaczeń, ale dlaczego nie spojrzeć na tę aluzję i z tego punktu widzenia? Dość przelewu krwi, dość zabitych ciał, dość jakiejkolwiek przemocy. Niech się stanie od teraz i będzie jednym z noworocznych postanowień:-**************** Niechaj wszyscy w nowym roku będą szczęśliwi i WOLNI od cierpienia. :)
Niech. Się. Stanie.
Hmm ciekawe czy to Prawda...? Ś.P. Masaru Emoto ponoć zbadał laaaata temu wpływ wypowiadanych słów na bardzo przybliżony stan cząsteczki Wody i ...uzyskał ponoć m.in. taki oto efekt jak po lewej stronie...:) Takie badanie a'la "brudna" Woda (załóżmy, otoczona stworzeniami pełnymi nienawiści) kontra "Woda Święcona" (tylko porównanie, jednak wg mnie trafne). Jeśli to JEST Prawda i cząsteczki Wody AŻ tak się zmieniają pod wpływem słów, myśli itp., a my w tak ogromnym procencie jesteśmy stworzeni z Wody, to nietrudno wywnioskować jaki własne i cudze słowa i emocje mają wpływ na nas i nasze słowa i myśli na Ludzi wokół. Piękne, jeśli prawdziwe badanie...i NA PEWNO ciekawe:)
Zapomniałam o tym "zjawisku", choć pytanie o realność badania krąży mi po główce od dobrych kilku lat...:))
Obejrzałam dziś (21/4) po raz pierwszy od 2007 roku, kiedy to wydał mi się nudny i przerwałam w połowie (więc można powiedzieć, że obejrzałam dziś po raz pierwszy) film "Malowany welon" (nie czytałam powieści) i dziś...wydał mi się śliczny.
MALOWANY WELON
Malowany welon
Przełamując fale Ofelii
tryskasz frustracją łamiąc pod prąd.
Przekłamując wartość rebelii
czujesz, że nie jesteś stąd.
Przełykając wodę Ofelii
słodko-gorzkie miewasz sny.
To koszmary pełne błysku
z łez i śmiechu. Cały Ty...
Przenikając dalej w umysł
kompleks tej Ofelii znasz.
Lepiej żebyś wszystko tłumił?
Przecież dość swych lęków masz.
Zakryj twarz bo złamiesz falę
co jak lód stopiła się.
Zostaw tę Ofelię, z żalem
wcale nikt nie wspomni jej.
Przeklinając morze, które
wchłania Ciebie, mnie i czas...
idę znowu w moją wierzbę,
płakać tam gdzie płacze las.
W nas już tylko dźwięk Ofelii,
która gdzieś pod wodą śpi.
Nowe czasy klną mój smutek,
blask nowości z płaczu drwi.
Tobie to na rękę...może,
mnie zaś nie spodoba się.
Lecz cóż głos mój tu się liczy?
Przecież też pod wodą śpię...
Zapamiętaj jednak z lądu
to, co w wodę zrzuca nas.
Tak przeciwne wciąż do prądu,
w który chciał nas zepchnąć czas...
Raz, dwa, trzy...i wybrałyśmy
leżeć niż wraz z prądem iść.
Krótko, zwiewnie tonęłyśmy
jak jesienny rudy liść.
Nie chcę iść tam gdzie ci wszyscy
co machają z góry mi.
Oj, Ofelio, jakiż bystry
umysł w wodzie ciągle tkwi?
Pomóż mi, Hamlecie, dziecię
nowe ma już inny świat.
Nasze zgubne sieci plecie
głupstwa z wyobraźni kwiat.
"Brat czerwony" to mój sąsiad,
fiolet mieszka blisko tak.
Jednak tonął z wielką burzą,
więc zbyt ciężki jego wrak...
The painted veil
The painted veil
is now for sale.
I know for sure
because I FAIL...
The painted veil
is a sad tale
though on this rail-
road we're so pale.
The painted veil
when love is male
and sweetest thunder
jumps to sail.
The painted veil
like doves with mailed
love letters lost
in THIS sweet dale.
OPHELIA ....OF FAILURES (Blue Mer's Bloomer...)
Dziwne wywody o Aniołach (i wg mnie racjonalnym do nich podejściu)...o skrajnościach, balansie i innych przeciwieństwo-podobieństwach a raczej przeciwieństwach, z których połączenia rodzi się ich obojga...przeciwieństwo (trzecia opcja:)
'THIS SHAKING KEEPS ME STEADY. I SHOULD KNOW(...)' :)
...czyli Ofelia w krainie koszmarów...lub Desperacko szukając Su...Rozmów Umiejętnych:)
Forma ekshibicjonizmu czy próba szukania Prawdziwych Ludzi (Ludzi Prawdy)?
(a może i to i to, w związku z czym zrodzi się jakaś 3cia opcja???...:)
Wydaje mi się, że to wszystko razem wzięte to coś "rąbniętego" albo coś co ma logikę (lub 3cia opcja:
COŚ "RĄBNIĘTEGO" CO MA LOGIKĘ;)
Nową nirwaną nukleacja neglekcji.
No to niedobrze, bo neglekcja to mój NAJWIĘKSZY wróg!
WIDZENIE i PUNKTY Widzenia.
A propos "upadłych kątów", gdy poszłam do okulisty po prostu WIDZIAŁAM tak jak zawsze...ciut bardziej mgliście. Jednak WIDZIAŁAM i zdawało mi się, że zawsze widzę to samo. Gdy jednak przy prostym teście na widzenie z różnej odległości i różnych kątów spoglądałam na TEN SAM OBRAZEK lub TĘ SAMĄ LITERKĘ wyglądały one INACZEJ. Zupełnie inaczej. Z jednego kąta były zamazane. Z innego przejrzyste. Jeszcze z innego w ogóle nic nie widziałam, z kolejnego zaś widziałam inną literkę niż tam była. Nie mogłam przestać myśleć o "Aniołach" (angels) i ich zadaniach vs. naszych metaforycznych punktach widzenia (angles / viewpoints) i zbyt wyraźnej zbieżności pojęć oraz wyrazów z zamienioną kolejnością tylko dwóch literek (i to których! "E" zamienione z "L" ...nie do wiary)... "Zamienione" mogłoby metaforycznie zaś wskazywać potencjalnie na PRZECIWIEŃSTWO, czyli istnieje możliwość, że nasze OSOBISTE poglądy (a w związku z tym także "charakter" czy "tożsamość") są sprzeczne z pierwotnymi Prawami Natury, co z kolei podpięłoby się pod fizyczny fakt, że "wszystko jest w ruchu" czy też "wszystko pływa" bądź "jesteśmy jednym" jak określają... "inni" (ale paradoks użyć ten wyraz:))). Chęć posiadania jakichkolwiek WŁASNYCH poglądów (a zatem i cała ta stronka:) byłaby w takim przypadku sprzeczna z pierwotnym Porządkiem Natury, a wtedy...byłoby mi smutno, bo nie cieszyłabym się już z żadnych "WŁASNYCH" pomysłów ale też byłoby odczucie tej "błogości jedności". To jednak tylko hipotezy...niemniej jednak pojęcie punktów widzenia i "Aniołów" w naszym "międzynarodowym" języku i psychiczne (duchowe) zbieżności pojęć zdają mi się ZBYT zbieżne by były czystym przypadkiem.
Przypominając sobie film "Cela" (zgadzam się z opinią, że jest niedoceniony lub "z góry skreślony" TYLKO dlatego, że gra tam J.Lo (która, swoją drogą, wg mnie gra tam bardzo dobrze i udowadnia, że "gwiazdka pop" nie musi zepsuć atmosfery dzieła...) i kiedy "Carl" mówi "żadnych nazwisk!"...co z kolei kojarzy mi się bardzo subiektywnie (ze świadomą nadinterpretacją prawdopodobnych intencji) z anonimowością ofiar handlu ludźmi dla oglądających (czy bardziej precyzyjnie: PODglądających) te biedne kobiety (i nie tylko kobiety)...podglądaczy, które to [ofiary] nigdy nie mają dla nich osobowości czy też "żadnych nazwisk!". Uważam, że to powszechna plaga współczesności i taaaaaaaak daleko posuniętej "cywilizacji"...:(
CELA
W swojej szklarni krwią wybieli
ktoś, kto ma mnie w swojej celi.
Będzie karmić nas w swej szklarni
by oddzielać od owczarni.
Mały Książę nas tam zbiera,
ziemski prąd go dziś popiera...
Do ostatniej chwili łkałam
myśląc, że nas ratowałam.
Lecz on topi nas we łzach,
siejąc ziarna oraz strach.
W snach to nie jest lecz tu, w życiu.
Szklarnie nie są dziś w ukryciu.
Ciche, zimne przyzwolenie,
program: "ja nic tu nie zmienię".
Wczoraj czczono ponoć Ziemię...
która dźwiga szklane brzemię.
Tonę myśląc wciąż naiwnie,
że ktoś złowi nas, lecz dziwnie
szklarnie stoją na wystawie.
Wołam "pomóż" ...lecz was bawię.
Bo te szklarnie to codzienność
dla tych, co w złą wpadli senność.
Myślą, że my się bawimy
gdy NAPRAWDĘ łzy topimy.
Do ostatniej kropli wody
nikt nie widzi tu przeszkody
by złe szklarnie wystawiano,
więc za normę to uznano.
Ratuj, ratuj mnie i wszystkie,
które są z łez rzeki bliskie.
Dziś nie musisz szukać gdzie.
PRZEŁAM tylko jedną łzę...
'(...)borne back CEASELESSLY into the PAST.'
Wczoraj 6 (a zarazem 76) rocznica CHWILOWEGO tryumfu zła nad Dobrem, abyśmy pamiętali, NIE TYLKO CHWILOWO pamiętali, że przeszłość to też Prawda, a Prawda to też tożsamość a tożsamość to też my... Nie o wszystkim warto (trzeba?) pamiętać, ale są sytuacje, gdzie wygodę należy wg mnie odłożyć na bok i pamiętać wbrew uciechom emocjonalnym. Nie wiem skąd "łazi" mi po głowie "Wielki Gatsby" Fitzgeralda, którego krótką a tak wyszukaną treść adaptowano już "dla oczu" tyle razy (oczywiście, po raz kolejny, za najlepszą wersję ekranową uważam tę z Mią, choć film to film, a książka pozostanie TĄ książką na zawsze...) i ostatnie słowa :"Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość"...a także jedne z pierwszych "(...)i, po chlubieniu się moją tolerancją, muszę przyznać, że ma limit." ...
To do tych, co powrócą do swojej "przeogromnej obojętności" lub też "Obszernej Obojętności" czy "Olbrzymiej Obojętności" - jak kto woli (moja ulubiona fraza z tej książki, jednak nie ze względu na jej istnienie samo w sobie - lepiej żeby w ogóle jej nie było i nie było czego określać tą frazą - a ze względu na trafne określenie "złej (czyt. obojętnej) strony medalu")...
Na szczęście jest "druga strona medalu" i ci, co walczą w tej sytuacji nie o wygodę a o Godność, Prawdę, nawet tę najgorszą, z którą i tak niewiele być może da się zrobić, byle by Ją poznać...
9/4/16:
Dzisiaj dostałam "Ubiorek wiecznie zielony" (taki kwiatek, ten po prawej, mój pierwszy WŁASNY kwiatek doniczkowy!!!;-). Ponieważ identyfikuję się z nazwą, mam nadzieję, że zadbam jak o własny organizm czy własne zwierzątko i szybko mi NIE padnie;-)))
Dooooobry humor dzisiaj pomimo "Ofeliowych" uczuć, które nie znikają...niech to!:(
Obejrzałam dzisiaj dla odmiany coś baśniowego I MAINSTREAMOWEGO jednocześnie:) Ever After z Drew Barrymore, śmieszniejsza i przyjemniejsza historia Kopciuszka:) Main stream nie ZAWSZE jest zły:)
...a na dodatek znalazłam utworek sprzed 14 lat, w którym chórkuję Maćkowi w zespole mojego brachola lol:D...i to jeden rok po nagrywaniu dla śmiesznych konkursików a'la lata 80te w wersji niewypalonej;-)))
Link: https://www.youtube.com/watch?v=8AzAt7jdJvc
Miłego słuchania:)
Uważam, że twórczość (muzyka i tekst Maćka) zasługują na 6+
Jeszcze jeden cytat z Wielkiego Gatsby a propos skojarzeń w dniu 10/4/16...:
“they smashed up things and creatures and then retreated back into their money or their vast carelessness, or whatever it was that kept them together, and let other people clean up the mess they had made. . .”
"niszczyli rzeczy i stworzenia i powracali do swych pieniędzy albo ich PRZEOGROMNEJ OBOJĘTNOŚCI, albo do czegokolwiek co trzymało ich razem aby inni ludzie czyścili ich bałagan..."
I FAIL
My sweet sailor, you will sail
with her.
I swam, now I fail
my Mer.
I will save you like a whale,
so fair.
Now I'll leave you cause I fail
my Mer.
I will cut my mermaid's tail
and dare.
You will speak whole Truth. I failed
whole Mer!
I will tell you my whole tale:
beware.
Your turn now because I fail
my Mer...
AFURE...
Mówią mi: nie myśl, bo może to zło.
Spisuję w natchnieniu lecz też każdą bzdurę.
Może myślenie to MORZE jest to,
w którym emocje po prostu AFURE!
Mówią mi: nie pisz, to może NIE TO,
co w Tobie jest lecz miewa Twoją posturę.
Ja słyszę słowa jakby samo tło,
gdyż moje myśli po prostu AFURE!
Mówią mi: nie czuj, uczucie jest złe,
jeśli Cię gnębi i stawia pod murem.
Ale nikt dotąd nie przekonał mnie,
bo moje uczucia po prostu AFURE...
"VAST
carelessness..."
***
OPHELOS!
Wczoraj płonęłam nie tak jak trzeba
choć jeszcze pachnę dwudniowym pyłem.
Wczorajszy ogień odebrał część "z nieba"
i palił ot tak, nie z przestrogą, na siłę.
Potrzebna mi Twoja Ophelos.
Wczoraj widziałam, że Dobro też płonie
chwilowo, jeżeli zwierciadłu się wierzy.
Ofelia tonie w lustrzanej mamonie
a swoją rozpacz już w morzu szerzy.
Daj mi swą Ophelos!
Wczoraj na złą próbę mnie wystawiano
bym znów w siłę Prawdy Światła wątpiła,
choć jeszcze sadzę mi strzepywano
zło chciało bym łańcuch zła dalej nosiła.
Potrzebna mi Boska Ophelos.
(YOU ARE) ...MALICIOUSLY DELICIOUS!
Malicious Deliciousness here in my nest.
So marvellous danger pours when you say 'yes'.
Magnetic magnificent things you request
with your smile and my melody you possess.
Your mess is my mess so I see less and less...
I put on my make-up and my little dress.
We move and we moan but we mean to play chess.
My Magnificent Magic Man is My Success!
Blue Mer (that is Bloomer)
vast...
CARE
KIEDYŚ
Kiedyś, w walce ostatecznej
z tym, co NIE jest wieczne...
Wyrzucimy to co podłe,
złe i niedorzeczne.
Kiedyś,w walce ostatecznej,
z wodą i powietrzem
wynurzymy i zdmuchniemy
smutki niekonieczne.
Kiedyś, w walce ostatecznej
z tym co niebezpieczne
tu, na Ziemi, tam wygramy,
supły niszcząc zręcznie...
Kiedyś, w walce ostatecznej
z tym co nie jest wieczne
zobaczymy drzwi otwarte
I PIERWOTNĄ TĘCZĘ.
Walentynki.
Dla kobiet "z mojej bajki" tj. nas - "melanchilijnych Ofelii" (załamanych pod NAJWIĘKSZYM kątem:-) wydawałoby się, iż Walentynki mogą przynieść jedynie frustrację, rozpacz i smutek.
Nic podobnego!:-)
Dziś przypominam sobie ilu Ludzi kocham (oczywiście nie wszystkich w sposób "romantyczny";-). Jestem prze-wdzięczna, że to prze-amerykańskie święto w końcu wniosło w moje melancholijne życie przypływ tak bardzo pozytywnej emocji jaką jest...wdzięczność. To cudowne być kochanym...ale ZDECYDOWANIE jeszcze bardziej cudowne...KOCHAĆ!!!:-)
Niech żyją długo i szczęśliwie wszystkie Osoby, które kocham, które mnie "zaczarowały" pięknem swych charakterów i osobowości, które mnie zainspirowały i inspirują nadal, które mnie uczyły i uczą, z którymi przeszłam przez "piekło" i przez "niebo" lądując na Ziemi, które...SĄ!!! Z cudownym przyjemnym bólem tęsknoty i tak dużej wdzięczności, że aż boli serduszko jestem wdzięczna za dobre i złe chwile.
A najcudowniejsze w tym kochaniu jest zdanie sobie sprawy z tego, jak mocno i zawzięcie kocham niedoskonałości, a nie doskonałości tych ważnych dla mnie Osób. DZIĘKUJĘ***
Ach! I co za przemiłe uczucie życzyć dobrze przyjaciołom jak i...nieprzyjaciołom. Dziś mam taki dzień, choć na co dzień naprawdę niełatwo się nie potykać. Dziś nie potrafię nie miłować wszystkich...nie wiem czy to "Walentynki" czy jakiś inny powód, ale ojojoj...niech tak już zostanie!!!:-)
O! Proszę! W KIOSKACH Hamlet i Sen Nocy Letniej lol!:-)
A ja się ostatnio tak zawzięcie uczepiłam nieszczęsnej Ofelii i elfów w moim trójpaskowym warkoczu tragikomicznego wzdychania:-)).
Cóż, pomysłodawców tego a nie innego wyboru ostatniego "repertuaru książkowego" widocznie "tchnęło" na to samo;-))) Che che cóż za fajny zbieg wyborów i inspiracji:-)
Eryk dał rutę, ach Eryk dał rutę...
Mówią mi, że to są kwiatki zatrute :-) czyyyyliiiii...:-) :
Oooooojjjjjooojjjjj kupiłam tę kolekcję kioskową i jestem chwilowo wniebowzięta!!!:-D Nie pamiętam kiedy miałam tak potężny "zastrzyk" energii!!!:-D Cieszę się, że "biznes" nie zawsze musi kojarzyć mi się z ubojem zwierząt, niezdrową żywnością czy przesadnym make-upem żebyśmy czuły się jeszcze bardziej niedowartościowane... Wzruszyłam się tym, iż olśniło mnie, że biznes może być też prawy, w porządku i cenny jak np. te książki. Polecam te kioskowe kolekcje. Są tanie jak barszcz i, przede wszystkim, po polsku JAK I ZARÓWNO W JĘZYKU ORYGINALNYM!!! Naprawdę warto! A Szekspira jak na ironię czytam w oryginale po raz pierwszy. Mam dwie książki w dwóch językach za 15zł...nie wierzę!!!:-D Yuppeeeee!;-D
Wystarczy kilka kroków do kiosku z pytaniem o "kolekcję Szekspira" i chłodne wieczory zamieniają się w ciepłe doznania. Jednak są biznesy "warte Zachodu" a Zachód też potrafi "wyprodukować" geniuszy, dzięki którym następnym pokoleniom w następnych wiekach lepiej i bardziej bogato umysłowo się żyje:-) Być może za szybko skrytykowałam Zachód;-) Książki, jak się okazuje, wychodzą co 2 tyg. (a więc też "schodzą" dlatego muszę się spieszyć żeby zdążyć:-) i naprawdę są warte świeczki, tym bardziej, że ginie 16- i 17-wieczny angielski w szkole więc warto go "łowić" na czas:-)
O! No i pamiętam teraz od kiedy "prześladuje" mnie Hamlet!:-) W 2009 stałam 10h w kolejce po tanie bilety do teatru na sztukę, w której Hamleta grał Jude Law. Zrobiło się zimno, bilety kupiłam ale się dość mocno pochorowałam, więc Jude Law pozostał dla moich oczu w TV a Hamlet w książce:-) Bilety zaś trafiły do nieprzeziębionej koleżanki z pracy i jej chłopaka, bo miałam 2... Kto wie? Być może jeszcze kiedyś zobaczę tę sztukę...?
Ratuj
Ratuj się od obłędu kto może.
To morze jest wielkie i fale są wrogie.
Ratuj się, ratuj mnie, dobry mój Boże.
Me szczęścia się topią i smutki wciąż mnogie.
Ubogie w radości me siostry i ja.
Gdy wody wezbrane, powietrze też wrogie.
To rozpacz, a krzyk wraz z mą burzą wciąż trwa.
Zgubiłam Twą czułość, wylałam łzy srogie.
Ubogie, ubogie my wszystkie w tej burzy.
W piorunach bez uczuć z gam delikatności.
Zbyt wielkie są fale i statek zbyt duży
bym mogła wyłowić wrak zmarłej Miłości.
Oh fell ya!
Ya fell in my arms when ya lied the first time.
I learned from ya peace but also a heart crime.
I knew instantly that it wasn't my prime
but it was worth all though they say 'not a dime'.
My Hamlet taught me greatest insanity.
Loved her and himself but he still needed me.
Once I fell for Hamlet, gave up being free.
Now I'm lying peacefully under a tree.
My willow tree is faithful, honest and true.
It loves me after all I needed to do.
It teaches me for next lives how to see through.
But in this life my 'garden' is spread with rue.
My daddy advised me to leave greatest love.
Llorando with all clouds that seem not above.
My love was so gentle and kind like a dove.
I'm sending him flowers straight from my sweet grove.
Oh gentle mist shadows please say to my man
that I did what I thought I'd do best I can.
I'll close my eyes, think of him and count to ten
and if he's not there I'll achieve my ... .
Failed? Nie do końca póki co...uff:) Jeszcze wczoraj "zdychałam" z bólu, a dziś klikam "natchnione" wierszyki (tj. takie, przy których za dużo się nie myśli a ot sobie przychodzą - czyli można je zinterpretować jako, powiedzmy, ćwierć-mediumiczne...a więc też takie, które mogą zawierać wiele "byków", gdyż spisuje się je zbyt szybko by sprawdzić styl...można poprawiać, ale dopiero po pierwszym "szale" pisania...jeśli to w ogóle ma sens:). Wyrażam tylko moją małą interpretację potencjalnej...interpretacji:). Cóż, gdyby więc "dzisiaj" żyło na zawsze...byłoby cudownie... ale na zawsze żyć nie będzie, więc łapię chwilkę:)
Llorando (Por Tu Amor)
Piękny jest ślub
z suknią mą, Twą kokardą
w mej wyobraźni bo ja tu
LLORANDO.
Sztywna jak grób,
drżąca jak nasz żyrandol,
padam do stóp i jak zwykle
LLORANDO.
Dosyć już prób,
dziesięć kotar opadło.
Kończę dziś grać i, zmęczona,
LLORANDO.
Nie "i" lecz "lub"
niegdyś Miłość się kradło.
Lecz z "i" i "lub" my tak samo
LLORANDO.
Pośród nas - zgób
co nie szły z myślą stadną,
miliony dób w samotności
LLORANDO.
Proszę, coś zrób
aż te kłamstwa opadną.
Duszę mą zdób, bo ja nadal
LLORANDO.
W kolorach dwóch
co jednoczą się pandą
bez zbędnych słów ja z niemocy
LLORANDO.
Srebrzysty nów
nazwał mnie Młodą Panną,
a ja tu znów bez wytchnienia
LLORANDO.
Tysiące głów
wstało zorzą poranną.
Poszedł na łów Miły, a ja
LLORANDO.
Stada Twych lwów
grzmią prędkością naganną.
Na nic stos mów, kiedy ja tu
LLORANDO.
Wpadłam w ten rów
co rozpaczą jest marną.
Młodzieniec ów był mój, dzisiaj
...LLORANDO. (znów o K.)
Kiedy Słowa się sypią w główce, wracam sentymentem do liceum. W moim liceum najważniejsze były Słowa. Potem Muzyka. Potem Nauka. Potem, ściślej, Nauki Ścisłe. Potem Zabawa. A dopiero później my. Cieszę się, że tam byłam...:) Mmmmmm sentyment:))) O! Wreszcie się uśmiechnęłam po kilku godzinach LLORANDO:-)
Oh...failure.
Oh failure you never give me up!
Oh failure I know not how to get to you.
Oh failure you're merciless, you never stop
to teach me so painfully your Painful Truth.
Oh failure I failed you, you failed me as well.
Oh failure I feel you but cannot join you.
I feel you, you thrill me, there's so much to tell...
but so what because there's nothing I can do.
Snail
I went to jail cause I like to sail
and my first creature was a snail.
With shell on her she looked so pale
and hid her sweet face in a dale.
Oh...Feel ya 2! (l.o.v.e.!)
Oh feel ya!
I told you that I never lied!
I failed you
but I told you my little story.
My failure
is that I hid tears when I cried.
I thrill you
but you say you barely feel sorry.
I deal with you
every day the way you are.
I'm real with you
but you still doubt me I guess.
I steal your truth
when I'm close. Now I am far.
I SEAL real you
when YOU're close cause you are BEST!
https://www.youtube.com/channel/UCekCoupFO-iKics0e_Ix0cg/playlists
Zmieniłam...a właściwie wykasowałam większość moich 'uploadów' (zwłaszcza "Babooshkę", która była niekompatybilna z moim polecaniem skromności, czego w jakiejś "mgle" głupoty nie widziałam i za to przepraszam...) czy jak to się mówi/pisze, booooo....jak nigdy nie oglądam "popularne na YouTube", tak tym razem obejrzałam mądre przesłanie pewnych mężczyzn żeby jeszcze bardziej uważać jakie informacje "wkleja się" na popularne portale. I stwierdziłam, że część jest niekoniecznych jednak do pokazania. Zostawiłam jedynie te, które uważam za konieczne i najważniejsze. Przyznaję się do błędu...cóż, nie mam od lat wielu doświadczenia w portalach internetowych/społecznościowych i rzeczywiście ostatnio "nasypałam" filmików...niektórych bardzo potrzebnych, innych w ogóle. Nie znałam pojęć "lajki" i "snapy" ale domyśliłam się przesłania tych panów i tak, mają rację. Moja stronka jest dość prywatna, ale YouTube, Facebook są takimi portalami na których trzeba dosłownie wybierać sitkiem to co warto i można włączać w informacje dla obcych ludzi. Przyznaję, że odkąd strzeliło kolano "wtopiłam się" w Youtube, a jak "poczuło się" lepiej to niestety...w przypływie dziwnej euforii...jeszcze bardziej...:/ Ale, tak jak mówiłam, cieszę się kiedy my - ludzie - dbamy o siebie i się wzajemnie ostrzegamy przed niebezpieczeństwami a aprobujemy to co dobre, więc choć poczułam się nieswojo, jestem tym Panom wdzięczna za jak najbardziej słuszne "naświetlanie tematu" co ja, jako dorosła osoba, powinnam była sama lepiej wiedzieć ale cóż...jesteśmy od tego, by naświetlać sobie SPOJRZENIE PRZEZ DOBRE PUNKTY WIDZENIA:)))
Krótko(?) i na temat(y)
A propos Californication (proszę C zamienić na K i podzielić jeden wyraz na dwa przed f, celowo nie robię tego po raz drugi bo jeszcze te pacanki znów znajdą pretekst do "zamrożenia" mojej stronki z głupawych powodów, a ta stronka to taka mała ...wirtu-oaza;-)) - pomijam oczywiście jeden jedyny raz kiedy to sama ją zdjęłam na pewien czas...
Rozmyślam nad porównaniem konsumpcji mięsa z konsumpcją związku. Widzę dużo podobieństw (jest też, naturalnie, wiele rozbieżności), które mnie zaciekawiły...
Konsumpcja mięsa nieodparcie kojarzy mi się z przedwczesną, niszczącą, sprawiającą, że "czar pryska" konsumpcją związku... Sama uwzięłam się na temacie mięsa i produktów odzwierzęcych, gdyż nienawidzę zjawiska obserwacji wykorzystywania KOGOKOLWIEK wbrew jego woli bądź o tę wolę nie pytając, ze względu na swoją przewagę fizyczną bądź psychiczną. "Alergia" na to zjawisko wynika z własnych bolesnych doświadczeń, a szukając sensu w cierpieniu, być może byłam lepiona z nienaturalnym (tj. niewynikającym z konieczności zależnej od moralnych i harmonijnych Praw Natury - niektórzy nazywają to "Boskich Praw") cierpieniem po to, bym mogła COŚ na ten temat teraz głosić i ostrzegać ludzi ku niepowielaniu destrukcyjnych schematów, które potrafią DOSŁOWNIE złamać a nawet pokruszyć Duszę (psychikę, sedno) istoty i istnienia. Użycie tu wyrazu "czegokolwiek" zamiast "kogokolwiek" a propos zwierząt byłoby ohydne i nie na miejscu, a jednak jest tak powszechne...
Konsumpcja mięsa a niezdrowa konsumpcja związku hmmm....nie mylić proszę ze zdrową konsumpcją związku, którą porównałabym do pożywiania się w harmonii z Naturą warzywami i owocami, nie raniąc NIKOGO (nie zaś niczego:).
Rozmyślam i rozmyślam...i myślę, WIEM, że lubię, a nawet uwielbiam SMAK, zapach mięsa, nie mówiąc już o produktach odzwierzęcych typu jaja, mleko itp...(oczywiście wspomnienie i wyobrażenie konsumpcji, NIE wprowadzając już tego w praktykę!).
"Lubię" czy nawet "uwielbiam" natomiast może, ale nie musi być kompatybilne z "moralnie więc pozwalam sobie na...". Pytaniem stawianym tuż przy "lubię" MUSI być "ALE czy (dana czynność) jest krzywdząca kogokolwiek?". Czasami związek się rozpada. Jest to nieuchronne. Czasami są wojny i nie ma pożywienia. Jest to nieuchronne dla tych niepowodujących wojny. Sama nie wiem jak zachowałabym się, gdyby nie było NIC do jedzenia i kwestią MOJEGO przetrwania byłaby decyzja o zabiciu zwierzęcia. Naprawdę nie wiem. Mogę spekulować. Jestem na ten moment pewna (nigdy nie byłam i, daj Boże, nie będę w takiej sytuacji), że gdyby było zwierzę i grupa ludzi, i NIC poza tym do jedzenia, to - gdyby ode mnie miało to zależeć - poświęciłabym zwierzę, pewnie nawet z bólem ale i poczuciem powinności własnoręcznie zabiła je dla grupy ludzi wokół mnie, z czystego poczucia odpowiedzialności i niekłamanej silniejszej naturalnej więzi braterskiej z istotą ludzką niż jakąkolwiek inną formą stworzenia. NIE żyjemy jednak w czasie wojny podczas której dosłownie nie ma NIC innego do jedzenia i pytaniem na "być albo nie być" jest "zabić czy nie zabić?"...
Tak samo jest ze związkami. To, że lubimy - my ludzie - je konsumować nie znaczy, że jest to zawsze moralne i niekrzywdzące (niekrzywdzące jest TYLKO wtedy gdy dwie dorosłe osoby świadomie podejmują tę konsumpcję z pełną wiedzą na temat konsekwencji w postaci ewentualnej reprodukcji oraz całym szeregiem emocjonalno-neurotycznych konsekwencji dla konsumentów (będących konsumowanymi jednocześnie)...
Tak sobie tylko głośno myślę..."głośno"...piszę....?:)
Chodzi o to, żeby wiedzieć gdzie i dlaczego przed pewnego rodzaju konsumpcjami warto (moralnie) się powstrzymywać (powód: krzywda) a gdzie i dlaczego nie (powód: brak czyjejkolwiek krzywdy). Piszę z obserwacji, doświadczenia, rozmyślania, potrzeby analizy...wszystkiego co dotyczy gatunku "człowieka" do którego mnie zaliczono... "Za dużo myślisz" - słyszę to TAK często...w czyjej skali??? Demokracji??? Nieprzekonujące... A może owi oceniający myślą "za mało" w mojej skromnej ocenie i skali...?:) Ehhh cóż za przemyślenia. Gratulacje dla wszystkich mających to szczęście/nieszczęście znaleźć się celowo bądź przypadkiem na tej stronce i dotrzeć do końca moich "wywodów" bez podniesionych brwi;-))
W dorosłym, odpowiedzialnym I ZDROWYM związku i jego świadomej konsumpcji (tzn. ze świadomością jej psychiczno-fizycznych konsekwencji) człowiek świadomie i DOBROWOLNIE "składa się w ofierze" jednocześnie "przyjmując ofiarę" równie świadomego swych czynów partnera, z przyjęciem pełnej odpowiedzialności za fizyczno-psychiczne konsekwencje partnera i z pełną ufnością, że dokładnie to samo składa w ofierze i przyjmuje w ofierze partner, rozumiejąc tę odpowiedzialność w identyczny sposób (warto się więc najpierw upewnić;). Wówczas powstaje ta "nieśmiertelna ósemka" wymiany wiecznego i zdrowego systemu 'vice versa', który zapewnia nieskończoność. TAK OKREŚLIŁABYM NAJPROSTSZĄ I, WG MNIE, TRAFNĄ DEFINICJĘ ZDROWEGO ZWIĄZKU DWOJGA DOROSŁYCH LUDZI. Wszystko inne jest jego PRZECIWIEŃSTWEM lub co najmniej zaburzeniem.
Dlatego, wracając do porównania konsumpcji związku (cóż za uproszczona...ale dość trafna definicja) do karnizmu, zdrowa konsumpcja ma się do tego nijak, niezdrowa zaś...wszelak(o?)...(jest w ogóle taki wyraz?...:)
Bo: w relacji konsument - konsumowany (czytaj: człowiek - zwierzę) tylko JEDNA strona ZABIERA ofiarę (nie PRZYJMUJE bo ofiara się świadomie NIE daje), druga zaś nieświadomie i bez własnej woli...jest TYLKO ofiarą nie przyjmując niczego, bo człowiek nic swej ofierze nie oferuje, zadając przy tym naturalnie niechciany ból i niepożądaną śmierć ku zaspokojeniu swojej przyjemności, nie zaś nawet ku zapewnieniu sobie, kosztem innych, koniecznego przetrwania.
Naturalnie, tak jak pisałam, są wyjątkowe sytuacje (np. gdyby hipotetycznie gatunek człowieka był na etapie wyginięcia, gdyż zostałaby jedna kobieta i jeden mężczyzna, przy czym jedno z nich byłoby np. aseksualne, to na pewno "poleciałaby" jakaś ofiara ku "dobru wyższemu" przetrwania gatunku ludzkiego, ale wkradłoby się przez złożenie niechętnej do oddania się ofiary tzw. "zło" (ciekawa hipoteza czy tak np. nie było:)
Również, w tzw. "krajach 3go świata" (które...ach nie będę już wchodzić głębiej w strasznie ciężki temat, ale "duch chytrości" w ludziach sam sprawił, by były..."3go świata") jeśli chodzi o przetrwanie ludzkości TAM, musi "polecieć" jakaś ofiara np. ze zwierząt, co jest zrozumiałe, jeśli wokół nie ma ABSOLUTNIE innej alternatywy... To z kolei "wprowadza nieprzyjaźń" między świat ludzki a świat zwierząt, gdyż rodzi i kontynuuje się dominacja wbrew czyjejś woli (tego słabszego), jednak w pewnych kwestiach, powtarzam po raz kolejny, jest to nieuniknione i zrozumiałe. W żadnej innej i z żadnego INNEGO powodu...nie! Choć by nie wiem jak mięso pięknie pachniało i smakowało (gwarantuję, że większości wegan pachnie i smakowałoBY niesamowicie, gdyby "zdecydowali się" - kwestia WYBORU, kwiestia wolnej woli - na ZABRANIE tej ofiary wbrew jej woli życia...Chyba nie trzeba naukowo tłumaczyć, iż każde stworzenie żyjące ma podstawową naturalną wolę przetrwania, wolę życia, pod warunkiem, że nikt egoistyczny, samolubny i nieczuły nie uprzykrzył mu tego życia na tyle, że wola chęci kontynuacji go odstępuje...poprzez czyjąś okrutną wolę zaspokojenia samolubnych potrzeb - niczym czarna magia...a właściwie nie "niczym". Ciemna magia, bo to wprowadzanie zmian wedle swojej woli wpływając przy tym na czyjąś, ...nie mając czyjegoś Dobra fizycznego lub moralnego w zamiarach konsekwencji danego czynu).
Ludzka niechęć oglądania filmów o cierpieniu zwierząt, które sami im powodują, potwierdza wg mnie moją tezę, iż jest to najczystsza i najbrutalniejsza (wobec tych, co w ogóle nie mogą się bronić a w pełni odczuwają ból i nie tylko) forma magii ciemnej, której na dodatek gatunek ludzki nie chce spojrzeć w oczy by móc podjąć decyzję o jej dalszym niepraktykowaniu. Czy jest wiele zjawisk bardziej paradoksalnych i smutnych?? Duża część gatunku ludzkiego sprowadziła się do bycia nieświadomymi ciemnymi magami niechcącymi widzieć procesu i negatywnych skutków ubocznych własnych "czarów" ku swoim przyjemnościom. Paradoks, który się przeciw nam obróci jak nie zaprzestaniemy praktyki tego "czarnoksięstwa" nad innymi gatunkami i psychicznego na sobie nawzajem. TYLKO tak piszę, TYLKO to dogłębnie obserwuję (i NIE, NIE jest to przyjemne, choć nie znaczy to, że NIE jest to więc moim obowiązkiem jako świadoma rozumna "istota ludzka" - a ponoć nimi wszyscy jesteśmy). Zatrzymujmy cierpienie TAM GDZIE JEST TO TYLKO W NASZEJ MOCY. WSZĘDZIE GDZIE JEST TO W NASZEJ MOCY. ZATRZYMUJMY NIEPOTRZEBNE CIERPIENIE NIEPOCHODZĄCE OD SIŁ SILNIEJSZYCH OD NAS - POPĘDY NIMI NIE SĄ!
Dodam jeszcze tylko, że jeżeli teza pana Gerarda jest prawdziwa (a wg mnie jest wielkie prawdopodobieństwo, że tak), to skoro dywinizujemy nasze ofiary (jednocześnie nie współczując pewnym gatunkom, bo są uznane przez wielu za "nieludzkie" czy "okropne"), nietrudno sobie wyobrazić jaki jest (i z każdym dniem "NARASTA"!) "obiekt naszego nieuświadomionego kultu" i skąd tyle "nieludzkich", dziwnych zachowań w wielu ludziach i - metaforycznie i nie - "w powietrzu". Natura jest MĄDRA i nie da się oszukać... Nic nie przemawia pro-zabijaniu. "Żeby wyładować frustracje"? Ofiary zostały zniesione. "Żeby panował większy Pokój wśród ludzi"? Ostatnia Ofiara została ponoć ustalona i nie mieliśmy już zadawać jakiejkolwiek formy cierpienia na Ziemi. Co z tym zrobiliśmy...?
FINITO.
Mistyk?
Mistyk? Szalony? Oczywiście, że i to i to: szalony Mistyk! Mistyczka? Szalona? Oczywiście, że i to i to: szalona Mistyczka! Swoje przyciągnęło swoje. Każdy Mistyk ma w sobie coś z szaleńca i każdy szaleniec coś z Mistyka, najgorzej jednak gdy jedna i druga cecha po prostu...afure.
Po co to? Cóż...darmo "płonęłam" więc darmo...informuję.
Mistyk
Spotkałam Mistyka.
On się nie potyka
o własne błędy,
choć nie wiem którędy
idzie...
Spotkałam Mistyka,
a moja Muzyka
go nie przekonała,
choć byłam już cała
tym dźwiękiem...
Spotkałam Mistyka.
Dla niego fizyka
to jego zaklęcia,
bo już od poczęcia
mnie znał...
Poznałam Mistyka,
być może magika,
bo nie wiem czy jego światło
jest TYLKO odbiciem...
Kim on jest???
Mały gest
wykonał...i wiedziałam,
że on mnie znał
a TO JA JEGO NIE ZNAŁAM!
PRÓBA
Drugi raz przez Ogień już próbowana
WIDZĘ ile mam niedoskonałości.
Nie dałam nic więc zrobiłam się szklana,
nie mogłam w kłamstwie oddawać Miłości.
Drugi raz przez Ogień już ostrzegana
widzę ile mam wciąż do nadrobienia.
Przez WŁASNY początek kłamstwa złamana
moje podejście do Ognia się zmienia.
Drugi raz przez Ogień lekko parzona
by być gotową, by część ocalała
na czas zerwana, na czas obudzona
modlę się teraz by nie płonąć cała.
Już ocalała ma skóra i ręka
by nie spłonęły z niedoskonałością.
Rozumiem teraz po co cała męka,
nie fragmentami lecz pełnią, całością.
Głupotą byłoby oprzeć się próbie,
którą mi Dobro tu znowu zesłało.
Widzę klarowniej to, co ciągle gubię.
Ból NICZYM jest, życie zaś ocalało...
Niemało tej męki nałkałam, tuliłam,
choć "nie przez siebie" to wcześniej widziałam.
Przyznać Mu rację dzisiaj się zmusiłam,
rzekłam tę Prawdę i Miłość oddałam.
Przestałam płonąć na stosie z mych kłamstw.
Teraz ostrzegam: to NIE ŚWIATŁA WINA!
Przeszło przeze mnie do najgłębszych warstw.
Dziś płonie we mnie a JA SIĘ NIE ZGINAM.
Nie kłamię, nie kłamię już, Miłością darzyć
chcę zawsze na Prawdzie i Dobru budując.
Już Ogień Przemiły niezdolny mnie sparzyć,
gdy widzi, że uśmiecham się, emanując
Nim Samym, Nim Samym bez szwanku w mej Duszy.
Nie boję się Prawdy bo Prawda wyzwala.
Nie bójmy się bólu ni jęku katuszy,
GDY OGIEŃ JEDYNIE CO ZŁE W NAS WYPALA.
Już scala się Dusza ma po odrodzeniu.
Dziękuję za lęki, dziękuję za próby.
Nie muszę już kłamstwem gdzieś chować się w cieniu,
co złudą schronienia prowadzi do zguby.
Cheruby nade mną mi szepczą z uśmiechem,
że mam wielkie szczęście, gdy Ogień upomni.
Nie karmię się złem i nie napajam grzechem
choć domy z ciał są puste a my...BEZDOMNI.
Przytomni w swych ciałach obudźmy współczucie,
co jedyną miarą jest Sprawiedliwości.
Tam wszyscy śpiewamy już na DOBRA nucie:
"NIC NIE GROZI STWORZENIOM PEŁNYM LITOŚCI!"
Miłości już oprzeć się nie chcę na kłamstwie,
bo ona tu wygra nad lustrem i CZASEM!
Uśmiechnięta w Duszy swej lśnienia bogactwie
kreślę dziś te zdania kredą i atłasem.
Hałasem niezdolny nikt przebić Miłości,
ni sparzyć Jej, bo TYLKO ONA ISTNIEJE!!!
Dziękuję za okropność za okropności,
bym wnet zrozumiała co tutaj się dzieje.
Koleje mych losów nie są mi wszak znane,
a Miłość już wie, chociaż mnie naprowadza!
Wszystko co złe przez Ogień już wypłukane.
Niech Miłość zagości gdzie dziś brud i sadza.
Przeszkadza mi to, że nic nie rozumiałam
a dwa razy Najwyższe Dobro ostrzegło,
co wszystko mi dało lecz co ja Mu dałam?
Niech kocha mnie teraz rozumną, uległą.
Na pewno niejeden tu człowiek się parzył
z wdzięcznością chowając swe braki współczucia.
Dziękuję dziś Dobru, że ON się wydarzył
by obudzić we mnie empatię, uczucia.
Ukłucia w mym sercu najsłodszą są lekcją
bym życie trzymała na zawsze, na wieki.
Tak jak już pisałam, nie chodzę z neglekcją
i nie szarpię rąk lecz całuję powieki
by móc biec tam w balans zielony, ostrożny.
Kochając, litując się, czując, współczując.
Uwierz mi, że palił mnie Ogień Wielmożny
choć nigdy nie szarpnę rąk, oczy całując.
Każdy brak perfekcji zostanie zniszczony
więc trzymaj się mocno współczucia, litości.
A każdy pył Miłością jest zastąpiony,
więc daj litość by z dala był smak nicości.
Czułości zbyt wiele nie ma na tym świecie.
Bezbożnie w niedzielę śmiejemy się nieraz.
Daj litość by Litość otrzymać w odwecie.
Kiedy można zacząć? Najlepiej od TERAZ...:)
Nazbieram Ci kwiatków byś mógł to pamiętać,
by zapach ich był Twym zapachem litości.
Choć gubimy się kiedy droga jest kręta,
gdzieś w Sercu Zielonym znamy głód w całości.
Nowości to nie są, wszak zawsze tak było.
To tylko jest przekaz, tylko przypomnienie.
Odczułam ten Ogień, to się nie przyśniło.
Nie męczą już potem "dręczące nas cienie".
Nie zmienię tu świata, nie zmienię też ludzi,
co Wolą swą nie chcą Ognia respektować.
Lecz trwogę i troskę to we mnie wciąż budzi,
bo Miłość stos pyłu będzie zastępować.
Malować mozaiki swe Miłość znów zacznie.
To też nic nowego ani bolesnego
dla Niego. Lecz dla nas tak, kiedy opacznie
nie chcemy Go odczuć trzymając się swego.
Od złego pochodzą tortury ot za nic,
gdzyż "człowiek jest lepszy" - wszak tak ciało patrzy.
Ta Miłość nie zna bólu i nie zna granic
lecz chce by był człowiek w swą litość bogatszy.
Już starczy nam ofiar i starczy cierpienia.
Nie dajmy się zwodzić tym "kątom neglekcji".
Współczucie i litość wychodzą już z cienia.
To lekcja - cóż my wyniesiemy z tej lekcji?
Perfekcji kąt brzmi wrogo - nic tak mylnego
jak lęk przed perfekcją ale nie z nas, ludzi.
Dzielę się tym, proszę, nie oceniaj tego
lecz niech to odruchy litości rozbudzi.
Natrudził się człowiek przez eony wszystkie
nie wiedząc, że Miłość i Litość dziecinna
jest jedyną tarczą przed bólu ogniskiem.
Dziś cieszę się, że czułam to, będąc "inna".
Tak zwinna jest złość w nas i taka przebiegła
by zamydlić oczy, zakneblować uszy.
Niech to będzie pieczęć, niech to będzie cegła,
niech Miłość z Litością nam serca poruszy.
Pokruszy Aniołek z Aniołkiem część wiedzy,
by było już lepiej wśród nas - wielu żywych.
Nie patrz na to, co dziś zaszepczą koledzy
lecz co zrobić możesz dla tych nieszczęśliwych.
Dróg żywych sto mil i prawdziwych tysiące
otworzą Ci oczy, odsłonią Twe uszy.
Wezmę lekko ręce, biegnąc ku tej łące,
byś widział MÓJ PUNKT co Twą litość poruszy.
Nie wzruszy się głupiec, nie zapłacze zły,
a człowiek ma dar czucia, bycia, płakania.
Złem nie jestem ja i nie jesteś nim Ty,
choć zło łzę litości w Twym oku zasłania.
Szukania nie wzbraniaj i szukaj też sam.
Bądź gotów na ogień, bądź więc dziś bez skazy.
Uwierzcie mi, złudną samotność tak znam.
Niemądrzy powiedzą: "to TYLKO obrazy"...
Zakazy są po to, ABY ICH PRZESTRZEGAĆ.
Nie po to by łamać czym głupcy się chwalą.
Nie patrzmy więc na to co powie "kolega"
bo niedoskonałości wszystkich się spalą.
Zapalą w nas zmysły współczucia Anioły
co obojętnością się brzydzą jak ja.
Nie patrzmy na wrogów ich, na złote stoły,
bo tylko perfekcja Dusz na zawsze trwa.
Lux-Us
Widziałam Światło na własne Oczy
co lało się długo aż mnie złamało.
Widziałam Jego wzrok uroczy
co stłukł mnie gdy serce kłamało.
Widziałam Światło na własne serce
co lało się aż mnie rozkruszyło.
Wiedziałam, że nie chcę i chcę więcej
aż ono całkiem mnie rozbiło.
Widziałam Światło na własne nogi
co splotło połamane sploty.
Czy on przyjazny jest czy wrogi?
W naiwnych to tylko zaloty.
Szłam za tym światłem połamana
a ono kłuło znów me serce.
Więc zakochana, opętana
szeptałam: złam mnie jeszcze więcej.
Głodna Miłości i Morałów
szłam w samobójstwo swego szkiełka.
Oboje z dala od banałów
wrodzy lecz drodzy jak perełka.
Szłam dalej, dalej w tym szale ginąc,
a Światło tłukło bezlitośnie.
Z mą opętaną z bólu miną,
którą On kruszył tak zazdrośnie...
Rozpalał znów mój wzrok tak kruchy.
Skłamałam, nie odbiłam lśnienia.
Te Jego mściwe tak odruchy
to mój ból i moje marzenia.
Wypalał, spalił, chciałam skończyć
z obłędem w Oczach, sercu, nogach.
Dziś On mnie ściga listem gończym,
dla kobiet zaś to jest przestroga.
Ta moja trwoga nie zna końca:
twarz Jego wroga czy pomocna?
Odczułam wlany promień Słońca,
choć kwiata mej wiśni łza nie jest owocna.
Ma mocna Wola na nic zdana.
Nie wygram nigdy z Jego lśnieniem.
Pierwszym kłamstewkiem zakłamana,
a On...na zawsze mym marzeniem.
Zaciekawieniem poszłam za Nim,
a On nie wie czym przebaczenie.
Więc kłuje, koi, pieści, rani,
z Miłością dając mi cierpienie.
Ten obłęd od powstania świata
mnie dotknął znowu dwa dni temu.
Więc znowu przyszła mi zapłata.
Czy kląć czy mam dziękować Jemu?
Jestem rozbita, drodzy ludzie,
przez własny początek kłamania
lecz też przez męki w wielkim trudzie.
To wszystko odtąd do powstania...
Czy On ma skrzydła czy ma rogi?
Złamana idę by to wiedzieć.
Jest całą mną i jest mi wrogi.
Z tęsknotą na ból chcę tu siedzieć.
On mnie znów śledzi swoim Okiem
co wlewa w moje mocną dawkę
trucizny? Światła? Swoim wzrokiem
mnie zgina w pół znów jak zabawkę.
Huśtawkę swych nastrojów znam już
gdy zbliża się ten wulkan, lawa.
On jest ubrany w kobiet woń z Róż.
Prawdziwie ludzka świetlna zjawa.
Spotkałam do dziś Go dwa razy
i w dwóch osobach tak niewinnych.
Ci uderzyli w me obrazy.
Niech już nie spotkam Go u innych.
Dróg zwinnych klucze ludzie mają
co z dnia na dzień brną przez "normalność"
lecz Światła bólu ci nie znają.
Niech żyje obłędna realność.
Niech żyje bezlitosny luxus,
niech ja odbiję Jego Miłość.
Niech od odpustu do odpustu
nauczy mnie coś ta zażyłość.
Nie śniła wielu się ta lawa
wspomnień, bólu, śmierci, płodu.
Dziś odplątana, szybka, żwawa
chcę być przestrogą kłamstwa rodu.
Z narodu tu niewybranego,
z klejnotu przed zorzą polarną
już nie chcę kłamstwa, już nie chcę swego.
Prawdziwie wierni, módlcie się za mną.
Poranną dłonią wezmę rosę,
zmieszam wraz z łzą tuż pod mym okiem.
Prośby o wybaczenie niosę
NIE tam, gdzie już nie sięgam wzrokiem.
Przed mrokiem chcę uchronić wszystko
bo mrok się rozbił znów na szkiełka.
Daj Bóg, nie pójdę na ognisko
i lepsza zrodzi się perełka.
Ta mgiełka frunie niczym cień.
Kłamstwa są tak trójwymiarowe!
Dobry Człowieku, usłysz, zmień.
Mój krzyk lgnie już w eony nowe.
Zdrowe Dziatki z Ziemi Świętej,
kłamstwa, krzywda są nie tam.
Chociaż uciekam od przeklętej,
jej ból odczułam i ją znam.
Gram w szachy z własnymi myślami
co w trójwymiarze są chaosem.
Pod wodą, zbita, z kwiatuszkami
godzę się, jak Ofelia, z losem.
Ciosem już On mnie nie zbije
bo sama weszłam tu pod wodę.
Może Ona to kłamstwo zmyje
choć wzięłam Ją wpierw za przeszkodę.
Zagrodę dla mej Róży zrobię
by nikt nie dotknął tam gdzie ciernie
w nieznanej nam godzinie, dobie.
Ta walka boli tak niezmiernie.
Obszernie chcę ten ból już szerzyć
by głosić Prawdę o tych kłamstwach.
Można mi wierzyć lub nie wierzyć
choć z dala już od bałwochwalstwa
niknę, niknę tu z rozkoszą.
Milknę, milknę swoją Wolą.
A Aniołowie moi głoszą
KIERUNEK, co jest już pod kontrolą.
Zniewolą jeszcze wielu ludzi,
których usta wciąż kłamały.
Wspaniały podziw we mnie budzi
świat niewidzialny a ...wspaniały!
Zostały już tylko wspomnienia
dla tych co płyną w kłamstwach swoich.
Nie idźcie Wolą w swe cierpienia.
Zawróćcie już po błędach moich.
Rozstroi moje serce Światło
a ja gotowa je oddaję.
Ktoś zbierze je tam gdzie upadło.
Ktoś, kto swą Prawdę dziś poznaje.
Rodzaje ludzi są tu liczne.
A każdy człowiek ważny, godny.
Nie patrzcie na to co jest śliczne
lecz niechaj każdy Prawdy głodny
swobodny będzie z tego kłamstwa
i wolny od kochania siebie.
Z dala od kłamstwa, bałwochwalstwa
niech INNYM da się czuć "JAK W NIEBIE"!
Do CIEBIE piszę o tych sprawach
byś wrócił na właściwe ścieżki.
Gdy one sączą wodę w stawach,
Ty jeszcze masz tu zmysłów resztki.
Resztki świata w trójwymiarze
byś zawrócił, był gotowy
dać WSZYSTKO co przyjmujesz w darze.
ŻYCIE - to wyraz Twej odnowy!
Odmowy nie daj mi zbyt szybko,
bo możesz mnie z prądem ocenić.
A ja nie jestem taką rybką,
co wbrew Woli chce prąd Twój zmienić.
Ożenić się dziś zechciej z Prawdą,
empatią i współczuciem innym.
Choć sięgam po historię dawną
daję mój klucz tym Mądrym, zwinnym
w swym szukaniu, w swojej sztuce.
Wiem, że bólu zadawanie
nie jest Mądre w Twej Nauce.
NIE RAŃ INNYCH - NIECH SIĘ STANIE!!!
Prawdy skłamanie nie jest z nas.
Ja to wiem i Ty to wiesz.
Wszystko wydobędzie CZAS.
Prawdę i Pokorę szerz.
Tak, odwiedziła mnie Prawdziwa Miłość.
Krzyknął, nie znając mnie: "Skończ się Mną bawić!"
Najpierw myślałam, że to się przyśniło.
Dziś wiem, że nie i wiem co mam naprawić.
Znał moje życie, nie byłam gotowa.
Nie spałam więc osiem nocy, zlękniona.
Dzisiaj ubrana cała w Jego Słowa
chcę się oczyścić by móc wpaść w ramiona
Miłości czystej nie w ciele z LUXusu,
bo Miłość tylko użyła warg jego.
Chcę poznać Prawdę bez prośby, przymusu,
by nie wziąć już Światła za omen złego.
Kolegą był tylko lecz mówiła Miłość
co znała bieg zdarzeń mych i mnie trwożyła.
Dziś jestem pewna, to się NIE przyśniło,
Miłość ostrzegła mnie bym lepiej żyła.
Teraz nie pisze nic, Lux jest daleko
lecz Słowa zostały i wielkie zdziwienie.
Wypiłam Je, krztusząc się, jak matki mleko,
bo drugi raz ŚWIATŁO znam a nie te cienie.
Nie zmienię przeszłości i nie tego chciał.
Dlatego "skończ" prawem jest a nie "dziś żałuj".
Doprawdy, jak On tak dobrze mnie znał?
Teraz dociera to wszystko pomału.
Pocałuj tę Prawdę - widziałam tam w oczach
i szłam za nim, szłam jak za robaczkiem świetlnym.
On wiedział od razu, że jestem z pobocza,
chcąc zmienić mój los tak niemiły, bezdzietny.
Mój świetlny, świetlisty był tylko posłańcem,
bo sam się otworzył na Ogień Wielmożny.
Zadziwia mnie to, że nawet światów krańce
coś szepczą gdy gotów jest umysł pobożny.
Ostrożny był w Słowach tuż po tej przestrodze,
bo serce by pękło mi, nie rozumiałam.
Dziękuję, że mogłam Go spotkać na Drodze,
doprawdy to ścieżka cudowna, wspaniała.
Wiedziałam, że coś nieludzkiego w nim jest,
widziałam światełko co z czoła mu biło.
Gdyby o dzień jeden przedłużyć ten gest,
zamarłabym myśląc, że to się przyśniło.
Zbawiło mnie Jego surowe podejście
i boska stanowczość, chociaż się jej bałam.
Myślałam "to za mną", a Prawda lgnie częściej
ku memu istnieniu więc z Niej chcę być cała.
Niemała to trwoga gdy ktoś zna me myśli,
zdarzenia z przeszłości i je opowiada.
Więc, drodzy logicy, umysłem tak ściśli,
ja też byłam z was lecz to już się nie nada
bo są sprawy, których wyjaśnić nie zdołam
i niech tak zostanie, bo życie zaskoczy.
Teraz WIEM już, że kiedy o pomoc wołam
jest Ktoś, kto wraz ze mną przez to Życie kroczy.
Z poboczy chcę zejść już na prostą tak ścieżkę.
Ogień zło wypala, więc przemyślę wszystko.
Chcę wypłynąć z wody, kląć lęk przed powietrzem
i nie bać się by przejść przez próby ognisko.
To wszystko się skleja w przedziwaczną całość,
nie wierzę a potem łkam przez własną mękę.
Dojrzewam duchowo jak dojrzało ciało,
a Stróż mnie wciąż trzyma tak mocno za rękę.
hmmm...żeby nie było niejasności, NIE MAM omamów słuchowych, wzrokowych ani żadnych innych, nigdy nie miałam i - daj Boże - mieć nie będę, aczkolwiek jeszcze trochę takich "zdarzeń" a nie wiem, jak mój psychiczno-somatyczny system to udźwignie:-). Lękam się za to owych "spraw", o których piszę (i o których nie piszę), ale myślę, że to naturalne, dobre a nawet konieczne pewnych "spraw" się lękać, byle by wiedzieć, których i czy stopień lęku jest odpowiedni do sytuacji (i to mi trudno ocenić, czy poziom mego lęku jest zawsze adekwatny...). Sprawa "Mistyka" jest zbyt świeża bym ją mogła "ładnie" ubrać w metaforyczne słówka, większość "wierszyków" ubrana jest w metafory, by nie kłaść tak intymnych spraw jako "kawę na ławę" - jak to się zwykło mówić:-). Zwariowałabym sama z tymi doświadczeniami dlatego ta stronka mnie "zbawia" na swój sposób... To tyle co do tłumaczenia się z moich NIEUTRACONYCH jeszcze zmysłów;-) Cóż, jak widać "szalona" może znaczyć czasami przeciwieństwo potocznego rozumienia tego wyrazu...;-* Tzn. np. "nietracąca zmysłów a zyskująca dodatkowe"...bądź "odkrywająca" a nie "zyskująca", gdyż myślę, że - na zdrowy rozum - to po prostu mimowolne (u niektórych celowe) "otwieranie pewnych nieotwartych przedtem klepek" pisząc baaaaardzo potocznie. Ale to tylko moje zdanie. Nie wiem. Doprawdy ta stronka to JEST moja oaza, mogłoby potencjalnie dojść do zwariowania gdyby nie "wyrzucanie" tych "spraw" tutaj. Uff na szczęście jest taka możliwość:-))
Hmmm najpierw Bowie a 4 dni później ponoć Rickman...:( Jeden i drugi 69 lat, urodzony i chowany w styczniu, podany powód zgonu: rak:(
Szkoda.
Czy komuś jeszcze włącza się myśl oglądania Robin Hooda Księcia Złodziei z 91r.?
Mmmmm placki wegańskie czekoladowo-cynamonowe z konfiturą z:
-pomarańczy;
-czarnej porzeczki;
-żurawiny;
-maliny
Mmmmmm:)
...oraz z sokiem malinowym
(skład: "biedronkowe" mleko sojowe czekoladowe, mąka babuni, cukier, cynamon, miód sztuczny...wsjo!!:)
Smacznego. Polecam!!!
To mój dzisiejszy obiad mmmmmmmmm:D
Najmądrzejszy tekst z "Merry Xmas Mr Lawrence" to mniej-więcej taki:
:(...)Jesteś ofiarą ludzi przekonanych o tym, że mają rację, tak jak pewnego dnia Ty (...) byłeś przekonany o tym, że masz rację, a prawdą jest oczywiście to, że nikt nie ma racji(...)".
Nie żyje ponoć D.Bowie!!!:-( Wrzuciłam z powrotem więc temat z filmu, w którym grał ale dodałam więcej wątków z nim:(((
Jak Dzieci lub Osoby z "mniejszą świadomością":
Zwierzątka są wg mnie jak wieczne dzieci - mają nierozwiniętą świadomość i są całkiem zdane na naszą łaskę/niełaskę. Dlaczego okazujemy brak łaski? Powariowaliśmy??? W pełni odczuwają ból i nawet bardziej niż malutkie dzieci przeczuwają, że zbliża się niebezpieczeństwo czy śmierć. No dobra...ktoś powie, że dzieci przecież dorastają i świadomość się rozwija, a u zwierząt nie. Chcemy mierzyć miarą świadomości? To co np. z ludźmi upośledzonymi intelektualnie bądź emocjonalnie? Czy ktoś ma prawo krzywdzić lub zabijać, bo się "nie rozwiną" i są "nieprzydatni"? Błagam na kolanach, obudźmy się, jest nowy rok, nowe wyzwania i postanowienia - jednym z nich może być...nie zabijać. A...łańcuch pokarmowy? Cóż, zwierzęta SĄ jak dzieci - jedne grzeczne, inne krnąbrne, jeszcze inne agresywne, a my ludzie w swojej mocy (a tu sprawczość JEST nam dana!) zamiast zająć się tym "przedszkolem" zwierzęcym (o innym wyglądzie, ale- podkreślam - takim samym poziomie odczuwania strachu i bólu!) tak, aby przemocy w nim było najmniej jak się da (nie da się jej całkiem znieść lecz są np. karmy wegańskie dla psów i kotów - znam wielu ludzi, którzy swoje zdrowe, szczęśliwe pociechy takimi karmią i nikt na tym nie cierpi). Zamiast jednak zapobiegać przemocy w tym "zwierzęcym przedszkolu" my...wszyscy wiemy co my- ludzkość - robimy ze zwierzętami. Mam nadzieję, że porównanie do dzieci z nierozwiniętą świadomością a rozwiniętym odczuwaniem bólu lub z osobami tzw. "upośledzonymi", których świadomość nigdy nie jest na "poziomie" osób "zdrowych" (bądź za takie uznanych społecznie!) jest jawną i czystą logiką samą w sobie dlaczego NIE WOLNO NAM ZABIJAĆ I RANIĆ ZWIERZĄT!!! POD ŻADNYM PRETEKSTEM!!! CHYBA ŻE BĘDZIE WOJNA I SAMI BĘDZIEMY SIĘ DZIKO ZACHOWYWAĆ BY PRZETRWAĆ (bądź w naturalnej acz mało prawdopodobnej konieczności samoobrony: np. gdyby rzucił się na mnie miś - tj niedźwiedź:) - na pewno w szale mogłabym go uszkodzić czy nawet odebrać życie aby on nie odebrał go mi, podobnie jak stosujemy samoobronę wobec ludzi wtargających do naszych domów, gdzie "jest uzasadnione" aby bronić życia swego i rodziny, ale przecież nie rzucilibyśmy się na kogokolwiek - tym bardziej słabszego, np. dziecko czy osobę, istotę o jakiejkolwiek mniejszej sile - ot tak, żeby wyładować frustracje, prawda? A tak jest z mięsem). Pomyślmy, błagam, że ten świat zwierzaczków JEST "jak przedszkole" i, na Boga, zlitujmy się i NIE WYKORZYSTUJMY tych bezbronnych istot zdanych tylko na naszą łaskę lub niełaskę. Okażmy łaskę. Zróbmy to noworoczne postanowienie. To nie tyko piękne by nie zabijać, ale to przecież...takie oczywiste!!!:* Kocham wszystkich, którzy myślą podobnie i zachodzę w głowę jak jeszcze przekonać tych, co tego nie CZUJĄ. Zabijanie zwierząt to nie klęska żywiołowa, nie tornado, nie Tsunami, nie wulkan, nie piorun, nie powódź...to czyny NASZYCH RĄK.
Nieocenianie nieocenianiem, ale zabijanie jest przekroczeniem wszelkich granic, z wszelkich możliwych moralnych i etycznych PUNKTÓW WIDZENIA. O resztę można się "spierać". "Poszliśmy" jako rasa ludzka za wyzyskiem zamiast Empatią, ale wszystko jest do zaprzestania. Nie cofniemy przeszłości, tak jak nie cofnie się przeszłości brutalnego zniewalania konkretnej rasy ludzi mocniej niż jakiejś innej, co nie znaczy, że skoro "tak było" to musi i moralne jest aby było tak dalej... Możemy zaprzestać WSZELKIEJ formy brutalności TERAZ. Skorzystajmy z Dobrej Woli tam gdzie mamy WOLNĄ Wolę. Czy jestem moralna i etyczna w każdym aspekcie? Oczywiście, że się potykam i daleko mi do perfekcji, jednak to nie powód by nie przyjrzeć się temu tematowi, bo "to mówi ta co przecież nie jest idealna w tym czy tym". Jedno nie ma nic do drugiego. Ten temat aż razi w oczy. Tak, na pewno potykam się w wielu innych kwestiach i staram się, staram się nad nimi pracować, jednak zabijanie JEST złe, karnizm to JEST forma religii czy nieświadomego rytuału ku czci...własnej przyjemności(!) i na pewno zadawania niepotrzebnego bólu i śmierci, bez względu czy mówi to "osoba grzeszna", "osoba prawie perfekcyjna", "karnista", osoba starsza, młodsza, kobieta, mężczyzna, dziecko, dorosły...nieważne kto (i czy w ogóle) to mówi i głosi. Zabijanie zwierząt jest złe, niemoralne i niekonieczne oraz do zaprzestania wedle naszej dobrej woli i to jest FAKT. Ciekawym a paradoksalnym pseudo-argumentem osób uparcie pragnącym nadal uprawiać tę przemoc ku swej zgubnej przyjemności jest powołanie się na to, że przecież "niektóre zwierzęta jedzą inne zwierzęta" jednocześnie podkreślając, że nie jesteśmy zwierzętami, dlatego "wolno nam je jeść". Paradoks, prawda? Proszę uprzejmie się bliżej temu przyjrzeć. Jeżeli podczepimy się pod tzw. łańcuch pokarmowy to deklarujemy się czysto zwierzęcymi istotami (bez możliwości wyboru etyki a jej braku, dobra a zła, jak zwierzęta i jak dzieci, które od nas mają się UCZYĆ odróżniać te dwie sprzeczności!) będącymi "koroną" tego łańcucha, co jest błędne, bo patrząc czysto fizycznie (nie wchodząc w intelekt, etykę, moralność itd. itp.) zwierzęta drapieżne są w tym łańcuchu NAD nami, będąc więc również potencjalną ofiarą powinniśmy rozumieć jak czują się nasze ofiary, przy czym my ludzie mamy WOLNOŚĆ WYBORU aby nikt naszą ofiarą nigdy nie padał! Błogosławię wszystkim aby przejrzeli na oczy w tym temacie i chętnie pouczę się od innych na tematy, w których to ja muszę się podszlifować by być bardziej "w pełni O.K.". Czyż nie taki jest cel w życiu??? Ludzie tak bardzo uwierzyli, że "jest O.K. zabijać pewne gatunki, mimo, że one nas nie atakują i ich ból czy śmierć nie są nam konieczne do przetrwania...wręcz przeciwnie, są NIEZDROWE!", iż naprawdę ciężko przekonać o tak oczywistym fakcie, że...NIE jest O.K. zabijać!...i to jeszcze z jakich powodów - zgubnej przyjemności, a nie samoobrony. Zmieńmy się, nigdy nie jest za późno. Nie odda to życia istotom, których go już pozbawiliśmy ale uratuje wiele istot, których przyszłość: los i życie SĄ w naszych RĘKACH. DOSŁOWNIE. Życzę odwagi i Mądrości oraz Sprawiedliwości i Empatii w tym temacie oraz dawania mi dobrego przykładu w kwestiach, w których to ja jeszcze się mylę lub jestem "niedoszlifowana". :-***
"(...)jeśeli są jakieś dwie wartości, o które wołają nasze czasy, to oto dokładnie one: samokontrola i WSPÓŁCZUCIE(...)" (D.Goleman w czysto psychologicznej książce "Inteligencja EMOCJONALNA")
Największym, wg mnie, błędem we wszelkich praktykach filozoficznych i religijnych jest dążenie do pewnego stanu w medytacji/modlitwie jako do celu ostatecznego i wiara, iż ów praktyka ZASTĄPI dobre uczynki a nie traktowanie medytacji/modlitwy jako szansy na refleksję i zdobycia siły do działania.
A przecież "WIARA BEZ CZYNÓW JEST MARTWA". I to przecież nie moje słowa...:'-(
Modlitwa do Aniołów
Punkcie WIDZENIA SMUTKU - zostań tyko tam, gdzie na zmniejszenie tego smutku mam wpływ zgodnie z dobrą Wolą Praw Natury...
Punkcie WIDZENIA BÓLU - zostań tylko tam gdzie ból ten zrodzi we mnie odpowiedzialność za wpływ na zmniejszenie jego skutków...
Punkcie WIDZENIA SZCZĘŚCIA - zostań tylko tam, gdzie Szcęście jednych nie ma miejsca kosztem Szczęścia innych...
Niech tak się stanie:*
CUDOWNA, CUDOWNA, CUDOWNA praktyka polecona przez pewną "błyszczącą" Panią z Youtube'a (doprawdy mało kto aż tak "błyszczy" osobowością przez ekran:) jako próba "ćwiczenia uprzejmości i współczucia" na co dzień (wbrew pozorom prosta i przyjemna na początku, ale z upływem czasu coraz trudniejsza do wpojenia w nawyk, zwłaszcza gdy ludzie wokół...nie zachowują się tak, jak byśmy nieraz chcieli, jak byśmy sobie życzyli, jak by wpływało to na naszą korzyść czy przyjemność...ale to tylko i aż wyzwanie sprawdzania wielkości, miary swojej uprzejmości i swego współczucia).
Oto ono: "Obyś był/a szczęśliwy/a, obyś był/a WOLNY/a od cierpienia". To wszystko. Sęk w tym, aby myśleć o tym non stop przez np. tydzień i nie myśleć o niczym innym, wysyłać te życzenia myślami SZCZERZE dosłownie do WSZYSTKICH (ofiar, sprawców, roślin, zwierząt, ludzi na ulicy, najbliższych...wszystkich bez dyskryminacji)...i zobaczyć co się dzieje z naszym i ich światem, z naszym i ich umysłem. Baaardzo ciekawe ćwiczenie, baaardzo przyjemne na początku, ale - proszę mi wierzyć - coraz trudniejsze w miarę upływu czasu z tą praktyką, bo spotykamy niewidzialne i widzialne zło kontrastujące z tym życzeniem. To prawdziwa próba czy potrafimy tak NAPRAWDĘ zwalczać zło Dobrem (ja wytrzymuję jakiś czas, później jest mi ciężko, więc mam "przerwy" w praktyce, w których to czasie popełniam błędy). "Życzenie" to w formie repetycji, pewnego rodzaju "mantry" (lecz która z naszych myśli NIE jest "mantrą"???) może być wysyłane dosłownie WSZĘDZIE, nawet do ludzi z mediów, do ludzi o których pomyślimy, ludzi obcych, znajomych, w sklepie, pracy, szkole, domu...wszędzie. I, jak pisałam, nie tylko do ludzi. Forma PIĘKNEJ modlitwy. P.O.L.E.C.A.M.!!!! A sama pragnę wziąć się w garść i być LEPSZA w tym ćwiczeniu, bo nie wychodzi mi dotąd tak, jak bym chciała...cóż, zaczynam więc od nowa. Potykamy się, upadamy, ale najważniejsze, że z powrotem WSTAJEMY, czyż nie???:)
A więc, ktokolwiek to czyta (i ktokolwiek oraz cokolwiek tego nie czyta), w ogóle ktokolwiek ISTNIEJE, będzie istniał lub istniał na tym (i nie tylko tym) świecie:
OBYŚ BYŁ/A SZCZĘŚLIWY/A, OBYŚ BYŁ/A WOLNY/A OD CIERPIENIA!!!
OBYŚ BYŁ/A SZCZĘŚLIWY/A, OBYŚ BYŁ/A WOLNY/A OD CIERPIENIA!!!
OBYŚ BYŁ/A SZCZĘŚLIWY/A, OBYŚ BYŁ/A WOLNY/A OD CIERPIENIA!!!
OBYŚ BYŁ/A SZCZĘŚLIWY/A, OBYŚ BYŁ/A WOLNY/A OD CIERPIENIA!!!
OBYŚ BYŁ/A SZCZĘŚLIWY/A, OBYŚ BYŁ/A WOLNY/A OD CIERPIENIA!!!...W NIESKOŃCZONOŚĆ:)*
AMEN:***
Wow! Jest 12/12 i spotkałam dzisiaj grupę tak cudownych, miłych, tryskających Mądrością i Miłością, niektórych też smutnych ale pięknie smutnych (każdy prawdziwy, szczery Smutek uważam za piękny bo jest...prawdziwy), utalentowanych, życzliwych, rozkosznych, zabawnych Ludzi!!! :D Właśnie kiedy dostawałam dużego doła i zaczynałam całkiem tracić wiarę w szczęście...:) Miałam nie uogólniać "te osoby są takie..." a co najwyżej "te zachowania są takie..." (to ocena więc starać się "oceniać" pozytywnie, choć nie powinnam w ogóle zwłaszcza Osób spotkanych bezpośrednio (ale czy da się kompletnie to ominąć...?)) lecz naprawdę grupa tych różnych od siebie a stanowiących "zespół" przecudownej i harmonijnej orkiestry charakterów wprawił mnie w dosłowną chwilową i ostatnio zdecydowanie nieczęstą u mnie totalną euforię:**** Innymi słowami, ci przecudowni Ludzie zbudzili we mnie Anioły (odblokowali punkty widzenia na punkty widzenia, które sami przenoszą i "odbijają wzrokiem" i zachowaniem) radości, wiary, szczęścia, ciepła, nadziei, zbudzili te niewidzialne cząstki, których tak długo nie mogłam odnaleźć we mgle smutku (który pewnie wróci ale póki co dziękuję Aniołom radości zbudzonym we mnie na nowo i zauważonym dzięki...Ludziom, którzy je reprezentują i którzy są pod ich "legiony podczepieni"!). Cudowna Marylka (co za wichura cudownego charakteru!!! wow!:))), elokwentny Mateusz, skromna i wartościowa Kasia...i wszyscy, wszyscy tak cudowni i przeuzdrawiający duchowo:))) Dziękuję Wam drogie "widzialne legiony niewidzialnych Piękności i Cudów"(wow!:), których już bałam się, że nie zaznam, nie znajdę, nie zasmakuję:********
Dziś była uroczystość z okazji świętowania pracy "podopiecznych" św. Barbary. Ciekawe, że nigdy nie czytałam nic o niej. Jej choćby skrótowego życiorysu, a tym bardziej legendy. Za to mam przeczucie, iż baśń "Roszpunka" jest CO NAJMNIEJ zainspirowana tą legendą... Ojciec, który "wydaje córkę" w baśni czarownicy, w biografii świętej władzom, obie uwięzione na wieży... Na pewno inne zakończenia:) Nie oglądałam nigdy żadnej adaptacji filmowej ani animowanej tej baśni, być może część tej baśni kiedyś czytałam. Za to od razu pomyślałam o kolejnym powiązaniu okolicznościowo-słownym, ponieważ "rozbieram" wyraz "T-angle" a baśń o Roszpunce doczekała się kolejnej wersji o ponoć nieco zmienionej fabule pod tytułem "Tangled". Oczywiście nie oglądałam jej, bo to już "nie moje czasy bajek", ale teraz z ciekawości chętnie spędzę 2 godzinki na tym filmie animowanym, rozkminiając jeszcze dogłębniej powiązania z w/w inspiracją historią świętej, oryginalną baśnią "Roszpunka" i oczywiście wyrazem "t-angle-d":)
Dr. Jeffrey Masson o zwierzętach:
https://www.youtube.com/watch?v=mHqEypY_FYU
Szmaragdowe serce
Otwórz mi oczy, te gdzieś w głębi serca.
Otwórz me serce, to gdzieś w głebi oczu.
Nie patrz na to co dziś szepcze szyderca.
Mam środek złoty, choć był na poboczu.
Otwórz to oko co jest w serca środku
chociaż w mych oczach się serce odbija.
Moja nadzieja zielona w zarodku,
jednak nie błądzi i Prawdy nie mija.
Snuje się jedynie po hipotezach
aby mgłę swych "okularów" przeczyścić.
Domy swych punktów widzenia chcę zwiedzać,
aby sen o CAŁEJ PRAWDZIE mój ziścić.
Zalśni me serce gdzieś w środku Twych oczu.
Zalśni Twe oko w samym środku serca.
Nie bój się, gdy stoisz wciąż na uboczu
i gdy Twój błysk wciąż wyśmiewa szyderca....
Did I just fall?
OR DID WE ALL???????
NEG(A-K-TYWNA)LEKCJA
BLADE, BLADE ME NADZIEJE,
Ale są...
Coś się, coś się jednak dzieje:
Łapię Kąt!!!
Czy jest DOBRY...? Idę O KROK DALEJ...
by zobaczyć!
Bez tych równań i porównań...
można Kąt wypaczyć...!
Nie chcę żyć tak z dnia na dzień
nie zadając NAJWAŻNIEJSZYCH
pytań. Choćby było lżej.
A JEST sto milionów...lżejszych!
Lecz nie znaczą NIC tu one,
a mój ZEGAR KIWA PALCEM.
Albo płynę, albo tonę...
w takiej..."pokojowej" ...walce.
Zdrajcy Światów: kamuflaże
by nas zdobyć, by nas zmylić...
Gdy widzimy SMUTKU twarze
WARTO nad nie SIĘ POCHYLIĆ...!
Nie ZANIEDBUJ W "NOWYCH CZASACH":
NUKLEACJA - KĄT NEGLEKCJI?!
Czas nas uczy. Czas nas zmienia. Cóż uczymy się z tych LEKCJI...?
The Virgin Home (o) sides.
The first to go, the last to go.
Remember me like the last snow.
For like the snow - white we become
with perfect home, with perfect mom.
The second one, it's also us.
Just notice them while in the class.
They what to live. That's their trespass?
We break the walls of lies like glass.
The Virgin GENE (Ro) sides
The last to go, the first to go.
I'm telling you so now you know.
But you are hiding a lot too.
Or desperately seeking
TRUTH?
I'm telling you so you know now.
Where silence screams and all truths bow
to keep the 'harmony' in frames.
You'll see it with the sky's first names.
Skruszona Dusza
Dano mnie - wazon - w ręce opiekunów
lecz go upuszczali co któryś dzień.
Żeby nie ciąć sobie palców
zostawili na podłodze...
Zebrał śmiały książę,
ale niechcący puścił
gdy ukłuł się szkłem.
Nie chcąc więcej poranić palców
rzucił na podłogę
i roztrzeskując jeszczę trochę,
taką zostawił.
Przyszedł inny książę
mając jeszcze trudniejsze zadanie,
bo kawałków szkła było więcej
a ich kąty coraz ostrzejsze.
Niechybnie książę ukłuł się w palce
i rzucił roztrzaskane już szkło
rozdrabniając na jeszcze mniejsze kawałki.
Ludzie, przechodząc, deptali,
bo kawałki były tak małe,
iż nie widać było,
że kiedyś byłam wazonem,
aż został jedynie brokat
jak po świątecznej bombce...
Czy Dobro mogłoby cieszyć się z tego,
że mam aż tak "SKRUSZONĄ" Duszę...?
Gdzie TO się ani nie kończy ani nie zaczyna...
Biegnę do Ciebie, biegnę coraz wolniej,
przebiegam przez myśli a potem przez smutek.
Biegnąc coraz wolniej odnajduję balans
choć kiedyś go wzięłam za trutkę, za rutę...
Biegnę jeszcze wolniej bo jestem zmęczona
tym biegiem. Lecz daję krok ku odwadze
i kuszącym żywiołem już ożywiona
pukam do drzwi, wolna, ku przeciwwadze...
Biegniesz i Ty do mnie lecz coraz szybciej.
Omijasz ogień bez szwanku na ciele.
Krzyczysz z radości bo już widzisz mgliście
że oprócz Twoich snów jest więcej. WIELE.
Mijasz me kwiaty i łąki omijasz
biegnąc wciąż prędzej, szalejąc z pośpiechu.
Smucisz się, że nie odnajdziesz się więcej
i myślisz czy to nie droga do grzechu.
Docierasz do mnie i zamykasz oczy.
Całuję powiekę, pieszczę też drugą.
Biorę Twe Ręce i biegnę tam w balans
bo ja, jak Ty, jestem tu tylko sługą.
The Virgin (sue) sides
Who's last to go...?
Who's first to go...?
You think you know but...is it so?
Or maybe, baby, u DO know...?
Who's first to cry?
Who's first to laugh?
U sleep dog's lie
Or life's too tough?
I know...it's rough!
Rubryka w mojej histerycznej wirtu-gazetce a propos wyrazu i pojęcia CZAS:) (CZASami będę klikać bez sensu, czasami z pełną logiką, daję sobie prawo jako człowiek iść obiema ścieżkami (logiki i jej braku) aby dojść do rozpoznania pełnej logiki, pisząc w międzyczasie splot logicznych jak i najbardziej patafiańskich pomysłów;-) Cóż, jak inaczej można SZUKAĆ?:))) Czyż nie na tym to wszystko polega?:)
A więc (z logiką i bez) CZAS:
CZAS naświetla nam wiele spraw, wyostrza nam “wzrok” i oświeca co jest czym, jednak o nasz CZAS walczy też "mgła" czy “mrok”, byśmy tego wszystkiego nie mogli dostrzec. CZAS zdaje się być więc nie tylko ważnym czynnikiem w naszym życiu, ale też główną wymierną tego czy “mrok” czy “światłość” będzie tym, na co się zdecydujemy (to w końcu CZAS nie pozwoli nam już kiedyś decydować). Czas jest jednak inny tu, inny poza Zemią a jeszcze inny…w świetle. Jeżeli więc nasze “oko” nie będzie “pełne światła” i nie będzie ostro i niemgliście widzieć co tak naprawdę się w nas i wokół nas dzieje, to znaczy, że w tym CZASIE przynajmniej część naszego “oka” zajął “mrok” (a przecież “jakże wielka to ciemność”). Dlatego tak interesują mnie Anioły i dlatego zadaję i będę zadawać tak długo jak CZAS mi na to pozwoli, tyle pytań ile się tylko da aby wiedzieć i widzieć tak ostro jak się tylko da:) CZAS niesie NAM światło, co nie znaczy, że w ogóle to CZAS niesie światło…a może…? A wszystkie czasY niesie władca czasÓW dla którego nie ma upływu czasu bo sam jest czasem. Czy CZAS jest nad wszystkim? NASZ czas jest zależny od powietrza, światła i wody…i nie tylko, ale głównie od powietrza, światła i wody. Ale czy zatem czas w ogóle jest zależny od światła i wody? A woda i światło od czasu? A może jednak nie…?:) I taaaaak mogłabym w nieskończoność...:)
Mój "mąż" ostry jest jak nóż albo nożyce.
Najostrzejszy z kątów, więc wszyscy słuchają.
Lecz sztylet zbyt ostry gdzie ciasne granice,
więc wszyscy niechcący się okaleczają.
Ja za to uległa, akceptuję dziatki
a one mnie lecz dyscypliny nie widzą
i "mąż" mówi mi: 'trzeba ostrzejszej matki,
bo z takiej otwartej na świat tylko szydzą.'
Więc, widzicie wszyscy? Znów Wam udowodnię,
że ZIELEŃ jest jedynym MĄDRYM WYBOREM...
Karcenie i zbytnia uległość to zbrodnie,
gdy ktoś NIC NIE WIDZI POZA SWYM kolorem...:)
O! Wietrze...
Powietrze, ile w Tobie jest dziwactw,
Przesilenie LETNIE
Gdy moja mama się tak wysilała
bym mogła ujrzeć światło słoneczne,
bym je ujrzała, bym się przedostała,
Słońce nie było z jej siłami sprzeczne.
Ja też niemało się starałam, wiedząc,
że to nie dzień byle jaki by spojrzeć
na jakim świecie mi przyjdzie dorastać:
rosnąć, przekwitać a NA KOŃCU dojrzeć...
Dlatego zamiast mnie zwać "tą zieloną"
niektórzy z "letnią" mnie mylą w grze słów.
Ale jedyną tu moją obroną
jest to, że wyginam się w dwie strony znów...
CZASAMI...
Cudowni Ludzie - w oczach Punkty
lśniące, ku BUDZENIU KĄTÓW.
Choć w swoim trudzie, pełni buntu,
by wszystko było inaczej...
Cudowne Kąty - pełne Ludzi,
których do Siebie...przekonały.
Cudowny Podziw we mnie budzi
Świat Niewidzialny a wspaniały...
Cudowny trud, by Kąty znaleźć
skąd już patrzymy...tak REALNIE.
Więc czytaj, pytaj, szukaj jeszcze.
Bo Prawdy bliskość minimalnie
oddziela CZAS. (i nas)
CUDOWNY BUNT, by świat był LEPSZY
NIŻ TEN ZASTANY...WOKÓŁ NAS.
NAD NAMI ŚWIATŁO, A NAD ŚWIATŁEM
STERUJĄCY WSZYSTKIM...CZAS!
Mystic Mist
Mystic mist, where is your twist?
When I watch you, you resist
to let me see things clearly, pure.
Mystic mist, nothing seems sure...
Mystic mist, you twist my view.
Go to clouds, become the dew.
There are mystic things. Through you
I can't see what's really TRUE.
Zegarek
Patrzę na zegarek i myślę co tu zrobić,
by przestał się tak mądrzyć i znęcać nade mną...
Jak się z nim dogadać? Jak z czasem oswoić...?
Wiem, próba przechytrzenia Go jest próbą daremną...
Nie wolno mi Go tracić, nie wolno Go nie widzieć.
Lecz on wciąż tu panuje jak król niemiłosierny...
Patrząc wstecz CZAS mi szepcze: możesz się trochę wstydzić
bo jestem bez litości lecz ciągle tobie wierny...
Mystic misery
What is hurt and aching for?
Is there something that's not ended?
I am moaning on the floor
For my BEING I'm...suspended.
What's the pain, the wars, blood for...?
Is there not enough for us?
Greedy, needy want some more?
Then 'forgiven' while the Mass?
What's the point of seeking victims?
Were there not enough till now?
Is this evil so addictive?
I just wonder... Then I bow.
Mystic...mystery
Thousand questions, just one answer.
Thousand roads and one correct.
We move like the ballet dancers
to find out, to NOT neglect...
We are fairies in this forest
where each tree is a new question...
Judging instead of ADORING,
let's change. It's just my suggestion...
PrzeMYŚLENIA Kobiety (NIE...to, wbrew pozorom, nie gra sprzecznych słów ironicznych:)))
...now some angELs from some angLEs whisper that it all just tangles.
It's too much...el-le can't remember...;)
A propos rzeczy niewidzialnych
Jest tyle punktów widzenia, ile jest "Aniołów" (przecież być może są tym samym). Nazbierane zaś "punkty widzenia" tworzą "wielkie rzeczy", wielkie wręcz "istoty", żyjące i będące do "naszej dyspozycji" a jednak, myśląc o ich przewadze wielkością, silniejsze od nas-"jednostek" (suma identycznych rezultatów "punktów widzenia" - nie wiem czy same "punkty widzenia" - ma pewnie, z energetycznego..."punktu widzenia":) niesamowitą wartość energetyczną, dlatego czasami mówimy, że "świat jest taki a taki", a jest to, wg mnie, większa bądź znaczna CZĘŚĆ "świata" naszej planety, której "punkty widzenia" zaważyły na e-mocjach, myślach, czynach itd.). Część proszę interpretować metaforycznie... Można "dołączać" do legionów tych "bytów", "kątów" (razem większych, to nie znaczy szerszych...kątem:), mających po prostu większy wpływ na rzeczy niewidzialne w nas i między nami, i same nimi będących, co z kolei często pod wpływem naszej woli (nieraz nieuświadomionej, jednak z punktu widzenia..."punktów widzenia":) moim zdaniem nie ma znaczenia to, czy coś jest świadome czy nie) się materializuje w konsekwencji w czynach i wpływa na wolę innych. Jak często dołączamy do "punktu widzenia" większości nawet tylko tej wokół nas choć jest on sprzeczny z "naszym punktem widzenia"("Anioł-Stróż"?...:), gdyż "tak już jest", "to już ustalone przez grupę" itd...?) litościwych, samolubnych, współczujących, miłosiernych, wrednych, lubieżnych, łagodnych, wspaniałych...wszystkich (wybierając "punkty widzenia", które wg mnie mogą być też początkiem iluzji opinii, do granic ustalonych przez Prawa Natury nam - ludziom ustalamy poniekąd (do pewnego tylko stpnia, bo jesteśmy zależni od sił silniejszych) "kierunek, w którym zmierza nasz wspólny świat" - nieraz słyszę np. "dokąd zmierza ten świat...?"...Cóż, wg mnie póki co dotąd, dokąd zgodzimy się na konsekwencje "podczepiania się" pod pewne punkty widzenia a za tym opinię a za tym myśli, uczucia i czyny... Pierwotny wybór "punktów widzenia" zdaje się więc mieć ogromne znaczenie dla konsekwencji...dla nas samych, zależnych koniec końców od "sił silniejszych od nas" (już same Prawa Natury, żywioły, nawet często grupka ludzi naprzeciwko nas są od nas silniejsze, a co dopiero...)).
'To kwestia naszego WYBORU. To kwestia naszej...WOLNEJ Woli.
Nie wiem czy sposób w jaki próbowałam "przelać myśl" oddaje jej sens i sedno, wiem co myślę, ale nie wiem czy to dość umiejętnie wyraziłam...:(
'(...)I cry when [SOME] angEL(le)s deserve to die(...) ' S.O.A.D.: 'Płaczę, gdy to [NIEKTÓRE] anioły/kąty zasługują by umrzeć'
czyż nie...?:)
'...płacz Ofelio, to czasami jedyne wyjście (...) próbując nakreślić linię pomiędzy tym kim jesteś a kogo wymyślasz (...) ale jeśli rzucisz kamień coś się gdzieś roztrzaska (...) WSZYSCY jesteśmy tak delikatni, wszyscy jesteśmy tak przestraszeni (...) więc idź i płacz, Ofelio...' A. Cohen (wg mnie mądre słowa choć pochodzą z piosenki typowego POP:) I to nawet nie tego "cool" (czyli skrajnego nie-cool:) z lat 80-tych, a późniejszego, tego...mniej ujmującego, gdy gatunek POP był już w złej kondycji "zdrowia":)))
SZMARAGDOWY BALANS:
W szarpaniu myśli fioletowych,
na wysokościach fal niemorskich,
na wysokościach ptasich, sowich
są prawa szału, nie ma boskich.
W dolinach myśli tak czerwonych
z gniewu, żalu i apatii
coś mówią w radio dla mamony
lecz bez balansu i sympatii.
Mieszam się między skrajnościami
emocji, myśli i poglądów
tej lewitacji, grawitacji
ciekawa niezielonych sądów.
Lecz Pewna Pani - Dobra Wróżka
Mi Zieleń znowu reklamuje,
spokojnie tuląc ją do łóżka
nie wsiąkam i nie lewituję.
Wciąż "skaczę" w mój niebieski smutek
i żółty krzyk, wcale nie złoty.
Czy gdzieś pisałam, że mam rutę...?
Być może to z własnej głupoty.
To nie jest ruta tylko środek
choć je ze sobą pomyliłam,
więc teraz - jako noworodek
chcę zacząć żyć...NIE tak, jak żyłam.
Chcę być Zielona, KOCHAM Zieleń!
Czy gdzieś pisałam, że jej nie chcę?
Dziś się chwilowo nie wybielę
skrajności barw tych tańcem, gestem.
Jestem po to by być Zielona.
By znaleźć szmaragd w tym bezsensie.
Ku temu zostałam stworzona.
Chcę szmaragd, który się nie trzęsie
lecz jest stateczny, lśni spokojem,
pokazuje wieczne "jak".
Nie bawi się naszym nastrojem,
jest w środku lecz wolny jak ptak.
Chcę Zieleń, Zieleń z moich marzeń!
Już czas by się mi ukazała!
Jest splotem wszystkich tych wydarzeń,
w tę Zieleń CHCĘ SIĘ UBRAĆ CAŁA!!!:)
Niemała i nieduża troska
gdy Zieleń troskę bierze w ręce,
o szmaragdowa wieżo boska,
poprowadź mnie gdzie Twoje serce.
Umywam ręce by Cię przyjąć
nie skacząc między skrajnościami,
szmaragd na ręce i z mą szyją
i tam, gdzie WSZYSTKO MIĘDZY NAMI...
Zielone Dzieci, posłuchajcie,
to moje serce podpowiada:
w skrajności nigdy nie wpadajcie
bo KAŻDĄ skrajność czeka zdrada.
Dzieci Szmaragdu, poczytajcie:
nic nie jest niskie ni wysokie
gdy troska jest. O nią więc dbajcie.
Ma czyny zacne i głębokie...
Rozmyślam sobie nad MUZYKĄ XX i XXI wieku (tzn. życiem Muzyki w XX i jedynie świecznikiem nad Nią w XXI)
Lata 20te - komiczne, prowokujące, zabawne, rozrywkowe, wyzwolone.
Lata 30te - to co wyżej + jazzowe (prawdziwie) i bluesowe (równie prawdziwie)
Lata 40te - idealistyczne, melodyjne, grzeczne, romantyczne, "szlifowane"
Lata 50te - to co 40te + bardziej wyzwolone, jakby przygotowywały nas na..."grzybowe";-) lata
Lata 60te - chacha...chyba ciężko znaleźć słowa;-) wesołe, "odleciane";-), niezależne, po prostu...hipisowskie (polecane "zbieraczom" grzybów;-)))
Lata 70te - bardzo, BARDZO MELODYJNE, piękne, harmonijne, wielogłosowe...(?:), cudowne
Lata 80te:) - MAGICZNE, ZACZAROWANE...ten "kicz" nowych keyboardów, lwie fryzury trzaśnięte piorunem i jaskrawe kolory niczym ostrzegające nadjeżdżające samochody, że idzie pieszy przez ulicę;-) tylko...dodawały uroku:))) Moooje lata 80te:*...i te teledyski:DDDDD LOL! I TE TELEDYSKI....Chachacha jak tego nie kochać???????:)
Lata 90te - yyy...'unplugged';-), prawdziwe, szczere, nieplastikowe, nieszlifowane na siłę (czasami w ogóle;-), zbuntowane, otwarcie smutne, żywe...
Po 2000 Muzyka nagle, niespodziewanie UMARŁA. Była to niespodziewana śmierć, jakby runęła z tragedią dwóch wież... Nie wiem co się stało, ale teraz...to co "wygrzebie się", bo..."da się PRAWIE słuchać" jest tylko jakąś nieudaną nigdy próbą odtworzenia klonu Muzyki "za życia". Płaczę nad "śmiercią" Muzyki jakby to była bliska mi Osoba... To dziwne uczucie i poczucie smutnej bezradności pomieszanej z sentymentem, dosłownie jak przy utracie Osoby bliskiej... Zostały nam teraz (Bogu dzięki!) jedynie piękne ścieżki dźwiękowe i "odtwarzanie" czasów życia Muzyki (niczym przeglądanie starych fotografii z sentymentem...fotografii czegoś co już nigdy nie wróci ale co jednocześnie nigdy nie zniknie z naszych umysłów...). Filozofuję troszkę;-))) To dla Ciebie, Muzyko (data urodzenia: wraz z człowiekiem, miejsce: Ziemia - data śmierci: 2001*, miejsce śmierci: Ziemia, m-sce pochówku: nasze sentymentalne zakamarki umysłów:))) (czy tylko ja tak myślę?:)
'(...)something touched me deep inside the day the music died(...)'
'(...)I knew I was out of luck the day the music died(...)'
Nie chcę dramatyzować, rzeczywiście MAMY wciąż tworzone np. piękne ścieżki dźwiękowe i muzykę klasyczną, orkiestrową itd...ale...czy słowa piosenki Dona McLeana nie brzmią trochę jak...samospełniające się prorocwto??? Mówię oczywiście o 'American Pie' (NIE coverze i, Boże uchroń!. NIE tych debilnych filmach!!!). Tutaj czuję, że nawet nie nadużyłam słowa "Boże", gdyż...jejciu, Boże naprawdę uchroń nas przed takimi i TEGO TYPU "filmami", które na dodatek profanują tytuł tak mądrej starej dobrej piosenki...://
Chwała starym czasom...ehhh mogłabym śmiało stać w jakichś legionach obronnych:)
OPHELIA - OF FAILURES
Wiedźma morza
On żeni się z wiedźmą morza syrenko!
On już jej powiedział co Tobie, przyklęknął!
Już ślub, syrenko, płyń!
Twój Książę wpadł w tej wiedźmy młyn!!!
Powstrzymaj ten ślub, o mała syrenko,
on już jej przysięga ze swą lewą ręką
na Księdze, w której Prawdy nawet nie wierzy...
Ratuj go, ratuj się, mała syrenko!
Płyń szybko, płyń, ten ślub dziś? Jutro? Prędko!
Może zdążysz zamienić ten horror w bajkę...
Karma (bezpośrednich ...PROSTYCH kobiet, tzn. kobiet pod prostymi kątami...yyy to jest aniołami;-))
Moje ciepło wraca tutaj
mocniej, gdy je tak odrzucasz.
Kąt odbicia, kąt padania:
ja wysyłam WPROST
lecz kucasz.
Bo nic nie rozumiesz, kotku,
Ja wprost, Ty wprost do mnie wracasz.
Więc dlatego WPROST wysyłam
w co się nigdy nie zatracasz.
Mówię wprost i piszę wprost
bo to do mnie zaraz wróci.
Moje ciepło się odbija,
a Ty się tu nadal smucisz
UCIECZKA
Uciekamy od bólu jak zwierzęta przed postrzałem:
nieumiejętnych rozmów, bycia katem i ofiarą,
w myśli platoniczne, w związki mocne, zagorzałe,
przed straszną nagrodą i jeszcze straszniejszą karą.
Uciekamy z tego co nieznane gdzieś...w nieznane!
Uciekamy głupio od tego co jest gdzieś w nas.
Udajemy, że już nie ma tego, co wkopane
w podświadomość z której wszystko wydobędzie CZAS.
Myśląc, że to pod kontrolą uciekamy, uciekamy
w gry kameleona - grupy by gdzieś tylko przynależeć
Dokąd zaś? Tego nie znamy
czego zaś...nie chcemy wiedzieć.
A na końcu utrapieni tą ucieczką już przed wszystkim
chcemy uciec od pudełka co nas więzi w tych cierpieniach
a mylnie szlochając bliskim łzy
jesteśmy w swych korzeniach.
Uwalniamy się od tego co nas kryło niczym larwa,
uwolnione zaś już kąty w końcu nie mogą wybierać
czy chcą w czerni być, czy w barwach
czy do bieli się znów wdzierać.
Taki koniec naszej drogi, tej ucieczki bezsensownej
przed pytaniem, odpowiedzią by nie zrobić złego ruchu.
W ciele, szacie tak wymownej
my - zależni wciąż od duchów...
'U should have NEVER TRUSTED...' czyli:
porozmyślam nad filmami...:) Czuję, że "powinnam"(?) być bardziej otwarta na rozległą sieć różnorodności kinowych i teatralnych, a "zamknęłam się" w światku "tych ukochanych, tych ulubionych"... Może to się zmieni. To NIE jest najważniejsze, jeżeli w ogóle jest ważne...
Moja "chart list" się ciut zmieniła;-) :
1.'Inland Empire' Lyncha jest (i chyba już zostanie) wciąż nr 1, ale stwierdziłam, że tuż obok stawiam sobie 'I love huckabees' Davida O. Russella, który jakoś tak...pasuje mi ostatnio, może nawet bardziej niż kiedykolwiek, może z biegiem czasu CORAZ bardziej mi pasuje(?:)
2.Tu pozwolę sobie powtórzyć się, WSZYSTKIE filmy: Lyncha, Polańskiego i Kubricka (nie skupię się na kolejności ulubionych:)...(również WIĘKSZOŚĆ ale NIE wszystkie von Triera wg mnie:) ...o! Jeszcze jest taki fajny film 'Ghost world' Terry'ego Zwigoffa i...zależy kto co lubi ale wg mnie dość mą∂ry film na dodatek z fajną ścieżką dźwiękową (tzn. fajnie dobranymi istniejącymi już utworkami) 'Donnie Darko' Richarda Kelly...
To tyle będąc własno-blogowym "krytykiem" filmowym lol;-p
A tak a propos filmów, właśnie po raz kolejny widziałam gdzieś artykuł, że S.B.Cohen nie zagra jednak Freddiego Mercury'ego...szkoda bo NAPRAWDĘ podobieństwo byłoby iluzyjnie uderzające z odrobiną charakteryzacji...jednak domyślam się przynajmniej części powodów, dla których w końcu to nie wyszło...cóż, na pewno przez inny film aktora, który mógł się - mimo zgrabnego poczucia humoru - nie wszystkim spodobać;-)) Cholercia, szkoda...
Ach, jest jeszcze taki śliczny film 'Klute' z Jane Fondą (przywracający wiarę i nadzieję w intencje i istnienie wspaniałych PRAWDZIWYCH cudownych Mężczyzn w razie zagubienie...taki prototyp 'Pretty woman' z...innym zakończeniem:) i piękny aczkolwiek smutny film 'Straw dogs' ("Nędzne psy") z Hoffmanem, ukazujący niestety te gorsze zakamarki ludzkiej natury i jak trudno jest, wbrew pozorom, kompletnie uniknąć przemocy (doznawania i stosowania...ciekawy acz, jak podkreślam, smutny obraz psychologiczny praktycznej niemocy jej uniknięcia). Oba filmy z 1971r. (nie oglądałam remake'u Straw dogs z 2011 i - póki co - nie zapowiada się, abym miała chęć to oglądać:)
Właśnie jest noc i oglądam 'Klute' i płaczę...ze wzruszenia w pewnych momentach jak wrażliwy, delikatny, LUDZKI, przywracający wiarę w ludzką naturę, NORMALNY i PIĘKNY jest charakter tytułowego bohatera...Klute'a:) Jak dobrze pooglądać czasami "ludzkie charaktery", nawet niespotykanie ludzkie na tle dziwnego świata...i to na ekranie. Nie tak często "promuje się" delikatność, równowagę i Piękno charakteru. Ale mam nieodparte wrażenie, że muzyką z Klute'a zainspirowała się pani L. i św. pamięci (cudowny wg mnie, swoją drogą) James Horner tworząc muzykę do filmu Jade (o TROSZECZKĘ podobnej tematyce...a jednak innej)...albo jest już zbyt późno abym słyszała "trzeźwo" i wyraźnie, albo słyszę rzeczywiste, wg mnie wyraźne podobieństwo...:/
Pewien mądry fizyk powiedział mi ostatnio: nie przejmuj się, bo nawet gdybyś zrozumiała wszystkie te prawa a ich nie zrozumiesz do końca bo nikt z nas nie zrozumie - to wychodząc delikatnie poza sferę praw fizyki znanych nam ziemianom, poza sferę ograniczonej skromnej Ziemi i tak wszystkie mogą legnąć w gruzach. I...jejciu! Miał rację!!!!:)
Rozmyślam i rozmyślam na temat skrajności poglądów 'love thyself' do granicy polecania wręcz nierozróżniania własnych czynów krzywdzących a niekrzywdzących, jednocześnie będących filozofią "bazarową" na pewno podnoszącą na duchu osoby o skrajnie niskim poczuciu wartości i być może nawet chwilowo odciągającą je od destrukcyjnych myśli, jednak chwilowo jest tu wyrazem kluczowym, gdyż - wg mnie - filozofia ta nijak ma się do naszych niespełnionych nigdy oczekiwań od innych (zatem zgubnej drogi do frustracji) a jednocześnie akceptowania siebie z cechami, których u innych nie chcielibyśmy widzieć. Uważam więc, iż filozofia ta (o ile wyraz ten nie jest w tak prostej formie uwypuklony) nie jest filozofią zmierzającą w pacyficznym celu nas - świata ludzkości. Jest - jak wg mnie wszystkiego - także polarne przeciwieństwo owej "filozofii" - skrajny masochizm i karcenie się za wszystko i wszystkich (przyszła mi właśnie do głowy pewna książka, którą niedawno miałam w rękach poruszająca tematy pewnych skrajności wywodzących się z podobnych rodzajów bólu, a to z kolei znów przypomniało mi wątki filmu I love huckabees, I heart huckabees czy też Jak być sobą, w którego puencie "z jednego bólu powstały dwie skrajne filozofie" (czy jakoś tak;-) i w którym ciekawym jest zauważenie...zauważania zbiegów okoliczności dopiero gdy zdarzają się podczas ważnych dla nas (innych nieuświadomionych) wydarzeń, miejsc, czasu...mniejsza z tym). Drugą więc skrajnością jest skrajne karcenie się. To, naturalnie, doprowadza do wyczerpania umysłowo-fizycznego i niektórzy (większość?) po drodze do upragnionej nirvany mogą, spiesząc ku niej, skończyć jak spieszący się kierowcy... Cóż. Balans znów jest pełną a tak prostą (i trudną do wprowadzenia w praktykę) odpowiedzią. A najpiękniejszym, wg mnie, opisem kwintesencji cudu balansu jest wiersz Szymborskiej "POCHWAŁA ZŁEGO O SOBIE MNIEMANIA" (nie wpadając w tę drugą skrajność jednocześnie o niej nie zapominając).
Z początku autobiografii Mii Farrow w wierszu Roethke o tym samym tytule co książka jest również PIĘKNE, CUDNE, BOSKIE, NIEZIEMSKO TRAFNE, GENIALNE...itd. itp. zdanie (DWA:) : 'THIS SHAKING KEEPS ME STEADY. I SHOULD KNOW' (to trzęsienie się utrzymuje mnie w balansie. Powinienem wiedzieć:). Cudowne, prawda? Jeśli człowiek głębiej się tej myśli przyjrzy, tyczy się ona wszystkiego...spójrzmy choćby na fale dźwiękowe i jak to się ma do przeżywania przez ludzi bólu vs. ukojenia, smutku a radości, ciemności a jasności itd. itp.! Co za geniusz z tego Roethke! Wow! Ale "Pochwałę złego o sobie mniemania" też warto przeczytać. Prosty, dziecinny, genialny, trafny i mądry wiersz noblistki. Nie muszą zawsze być "wywijasy" słów by oddać praktycznie sens i sedno człowieczeństwa... :-*
Między wersetami pinów i monety,
'(...)to jak DeLorean, prawda'?:)
Mini-świat makro-problemów
W świecie sklejanym wciąż z mini-romansów
My dumb(o) world.
I'm writing the dumbest poems EVER!
And boy did I think I could think something clever.
I never say always and always say never.
But boy was I worried you will stay forever.
I'm sorry I'm writing the dumbest I can.
Though I'll NEVER stop you try to tell me when
I should stop. Well, good luck cause this dumb page is all
that I have in my dumb world and in my control.
Fallen viewpoints
Fallen viewpoints, twisted angLEs
ARE. And this no one denies.
When I say 'u can't see viewpoints'
people disagree but cry.
Fallen points of view, the wrong ones
that convince us 'all is good'
but, meanwhile, they twist and tangle
so that...nothing's understood.
Jeżeli "anioły" się wymieszają, to wyjdzie nasza prawdziwa natura. Wyjdzie to, co wyszłoby z nas naturalnie: "dziecko" czy też owoc nieporządku naturalnego... T-angle (nie nawiązując "t" do greckiego znaczenia bo można by pisać o tym całe dziwne stronice i i tak powychodzą mi dziwactwa:) może spowodować niesamowicie ciekawe, ale też potencjalnie niebezpieczne zjawisko. Czy więc warto t-angle nasze angles lub też angels?????:))) BARDZO, wg mnie, ważne pytanie egzystencjalne. BARDZO.
If u r goiiiiing 2 SUN Francisco:) b sure 2 wear some FAKE 'tiara' on your head;-))) ;P
Dziadek z Ziemi Świętej
(odpowiadam za czyny z obu stron? TYLKO mitologia? Skąd cierpienie? Czy to ma jakieś złączenie/znaczenie...itp.itd.?)
MUSZĘ WIEDZIEĆ.
Tajemny Dziadku z Ziemi Świętej,
czy nadal mieszkają tam Twoje dziatki?
Czy nie wiedziałeś o przeklętej
męce dzieci "nie z tej matki"...?
Gdy dusza Twa miała być Boża
strzeżono Cię przed tą, co dręczy.
A tyś mnie wziął z lewego łoża
i teraz ona mnie tu męczy...
Tak wiele pytań mam do Ciebie
choć pewnie tu tylko "wujkowie"...
Czy Bóg przebaczył? Jesteś w Niebie?
Czy też Cię ona męczy w grobie?
Dlaczego nie dotrzymałeś słowa
danego przez rodziców siłą
by nas nie tknęła owa sowa.
Lecz bez niej...by mnie tu nie było!
Jestem dziecięciem Twego kłamstwa,
a kłamstwo trwało tyle lat.
Na Ziemi Świętej są bogactwa
co ma "z prawego łoża" świat.
Świat moich wujków, cioć, kuzynów
a ona gnębi me istnienie.
Doprawdy, skutki Twoich czynów
skrzeczą, skrzeczą w me korzenie.
Korzenie moje tajemnicze
ma Święta trzymała po grób.
Ja kocham Ją, zapalam znicze,
lecz już nie mogę znieść tych prób.
Domyślasz się, o Dziadku mój,
po "transie", gdy byłam "związana",
gdy wreszcie znałam wyczyn Twój,
przed Bogiem padłam na kolana...
Wedle Twych wierzeń, mych pradziadków
mieliście się nie mieszać z nami
A teraz my - z lewego łoża -
my jej chichotu owocami...
Wedle Twych wierzeń, Twych rodziców,
mieliście wręcz nas nie odwiedzać,
a teraz czuję rysy szkiców
gdy ona znów chce mnie nawiedzać.
Nikt mi nie wierzy tutaj, nie są
też ciekawi Twych historii.
Anioły z Ziemi Świętej lecą
by minę wyrwać z jej euforii.
Nikt nie jest tu zaciekawiony
dlaczego mnie się "uczepiła"
lecz jakiś anioł przepuszczony stamtąd
wie, jak ze mnie drwiła...
Może ci bliscy z Ziemi Świętej
ślą mi tu część tych informacji
bym mogła walczyć z mgłą przeklętej
co weszła w dniu Twej fornikacji?
Może anioły czasem strzegą
mimo, że jestem "nie z Twej Ziemi"
i może z męką mą dostrzegą,
że Wola ma to zło wyplemi?
Czy jest to "przekleństwo pokoleń"?
Mój Dziadku, wstaw się, z więzów krwi!
Bo nawet rany swe posolę,
by przed jej cieniem zamknąć drzwi...
Ach dziadku, Dziadku...pomóż mi.
Czy mogło wszystko być inaczej?
Ja nie wiem, teraz to nieważne.
Nie spocznę póki nie zobaczę
dlaczego skutki tak poważne.
Wszak nas "odkupił" Miłosierny
i nie powinna mnie już nękać.
Nie martwię się, że człowiek "wierny"
nie będzie...wierzyć lecz się lękać.
Mój Dziadku, przebacz, ja przebaczam
choć nie widziałam Cię przez chwilę.
Na Ziemię Świętą Twoją wkraczam,
by zrozumieniem kupić bilet
tam do raju, tam do Raju.
Ona TAM mnie nie dosięgnie.
Choć począłeś nas w tym kraju,
już się kłamstwo nie zalęgnie.
Ratuj mnie, już ratuj mnie.
Tylko Ty rozumiesz to.
My wiemy co ona wie.
Inni przez mgłę widzą zło.
Ona jest wprost z mych koszmarów.
Widzisz, Dziadku? To TA "ona"
co przyśniła się gdy byłam
do krat łóżka wciąż wtulona...
Mama spaliła obrazek
kiedy pędzlem ten swój koszmar
nakreśliłam, gdyż wyrazem
bym wezwała...by tu doszła.
Miałam cztery latka? Pięć?
Ponoć tak się czepia "w baśni".
Jeśli ktoś wykaże chęć,
niech mi to wszystko wyjaśni...:'-(
Ale u nas jest milczenie.
Dziadku, Dziadku, tak, milczenie.
Więc milczymy i my - ludzie
...i dręczące nas wciąż cienie.
Czy się dowiem? Czy to zmienię...?
Czy mam nieść to ciężkie brzemię?
Zadziwiają mnie historie
gdzie logika legnie w gruzach.
Ona rani, lecz w euforię
mnie wprowadza przy intruzach.
Drodzy krewni z Ziemi Świętej,
mam z Was dwadzieścia pięć procent,
jednak z łoża w myśl przeklętej.
CZYIM JESTEM WIĘC OWOCEM?
Oh, mam nieprzespane noce...
Mówmy Prawdę: błagam, klęczę.
Wciąż otulam się swym kocem.
Wzdycham, płaczę, kwiczę, jęczę
Niech mi Dziadek, gdziekolwiek jest, coś wytłumaczy! Albo żyjący - dlaczego milczycie na kolejny już temat???:)
Historia była mi nieznana
dopóki "trans" nas nie przestraszył
i mi o Tobie powiedziano.
Oby nam wszystkim Bóg wybaczył.
(To do prawdziwego dosłownego tajemnego Dziadka:)
Melancholijna Ofeia II
...zatrzymałam na chwilkę myśl "widziałam MGLIŚCIE" (czyli mniej wyraźnie). Jak ma się zatem MGŁA do zamazywania prawdziwego obrazu kątów postrzegania? Ciekawe wg mnie. Mgła, skracając i upraszczając, tak czy siak "wyląduje" w chmurze (nawet jeśli część wsiąknie w ziemię to i tak - mogę się tu mylić - prędzej czy później "przemieni się" w "składnik" chmury, a ta lunie deszczem, którego krople potencjalnie pod ODPOWIEDNIM KĄTEM zapłodni promień Słońca rodząc swoje białe (jeżeli zakręcone:) dziecko na podobieństwo koloru własnego światła, choć dla naszych oczu "dziecko" piękne, barwne i kolorowe. Dlaczego więc mgła, zanim wreszcie zamieni się w krople i przy dobrych warunkach da się "zapłodnić", niszczy nam (bez metafor...a właściwie i z i bez) "punkty widzenia" i ich przejrzystość? Przypomina mi się film von Snernberga gdzie okazał soje zmęczenie panią Dietrich i podsumował ich ostatni wspólny film niemiłym tytułem, który ta - może podświadomie - uznała za swój ulubiony. Ale wolę jednak wierzyć, że von Sternberg się mylił;-))) To bardzo proste hipotezy i być może zdecydowanie uproszczone, jednak mnie osobiście ciekawiące...:)
Każdy z nas ma swą morską tragedię.
Płacze wieczorem za mądrość i brednie...
Boi się, że tylko on jest w rozpaczy,
Rany wciąż bolą więc jak tu wybaczyć?
Jęczy sam w iluzji tej samotności,
Nie czuje nic: ekscytacji, przykrości...
Trwoży się złudnie, że trwoży się sam...
Wiem o tym, złudną samotność TAK znam.
BLOOM
(doom and gloom)
I did not sin, just tried to bloom
...in my own room.
I did not mean to sin, just bloom
...in this world's gloom.
I had no choice. I had to bloom
...but got your doom!
I faded so I'll try to bloom
...in my own tomb.
AIRELIA ...OF FAILURES
"Zaklęta" (jak to ujęła pewna miła i bardzo sympatyczna Pani:) w czerwono-fioletowych skrajnościach, dziś, dzięki rozmowie z Tą Panią przez chwilę poczułam się PRAWIE Zielona! Ale wiem, że to nie takie proste. I wiem teraz jeszcze intensywniej (choć przeczuwałam jak my wszyscy zawsze) jak ta Zieleń jest ważna. Dziękuję tej Słodkiej Pani za pomoc w powracaniu do Zieleni:******
ANIOŁY (G-el, M-el i inni:)
Jejciu. Ogarnął mnie dzisiaj smutek. Tak bardzo tragiczne jest to, że my- ludzie - sobie nie pomagamy i ze sobą nie rozmawiamy, "odsyłając" się wszyscy nawzajem do tych nieznanych nam (i często mylnych bądź zwodzących) "kątów", Stwórcy (w sumie dlaczego nie? Ale Stwórca Stworzył Stworzenie żeby nie zostawiało się wzajemnie na pastwę losu...wg mnie, chyba że się mylę?...). Nie wiem czy to po raz kolejny diabeł-chochlik czy jakaś inna przyczyna wplątała mnie w towarzystwo pewnej kobiety, starszej, doświadczonej, zaangażowanej w "czynienie dobra" i mocno się tym afiszującej, z którą - jak już się rozmawiało - to rozmawiało się całkiem nieźle, po czym za plecami naopowiadała bliskim mi osobom brzydkie, oczerniające, przykre, niesamowicie krzywdzące twierdzenia nawet nie na temat jakichś konkretnych zachowań, które np. mogły i miały prawo jej się we mnie nie podobać (choć wg jej baaardzo ugruntowanej wybranej filozofii ma "nie oceniać") a na temat mnie jako całości, jako stworzenia, jako osoby, nie dyskryminując zachowań pozytywnych od zachowań negatywnych a uogólniając "ta osoba JEST...(i tu poleciały przykre przymiotniki). Dlatego mi smutno. Żadna osoba nie "jest" taka czy taka, konkretne zachowanie "jest" na tę chwilę takie czy owakie (bądź było lub będzie, choć z tym czasem teraźniejszym i teorią, że on jest ZAWSZE to ciekawy temat:), dlatego, wg mnie, uogólnianie jakiegokolwiek stworzenia do "bożka" lub "diabła" JEST przykrym...zachowaniem. Ja często popełniałam (popełniam?) ten błąd chcąc np. sprawić komplement czy dodać otuchy, mówiąc, że np. "jesteś (taki i taki)" używając jakichś miłych określeń, zamiast powiedzieć "to Twoje zachowanie jest WG MNIE takie i takie" (o ile w ogóle osoba wykazuje najmniejszą choć chęć usłyszenia takiej opinii), uoglólniając pozytywnie i "stawiając na ołtarzu" stworzenia kładziemy, choć chcemy wg mnie dobrze, niesamowite brzemię sprostania "utrzymania takiej opinii" przez tę "wywyższoną przez nas" osobę co nie jest w praktyce dobre (sama pragnę nad tym pracować by innym nigdy już tego nie robić, nawet gdybym np. uwierzyła bądź chciała dla własnej wygody uwierzyć, że dana osoba jest perfekcyjna - dzięki Bogu jest stworzeniem i NIE jest perfekcyjna - jaka w ogóle jest definicja perfekcji? - bo nikt z nas nie jest!). Szczytem, wg mnie, natomiast zgubnych dla bliźnich zachowań jest OCENIANIE UOGÓLNIAJĄCE "jesteś taki a taki" (używając przy tym samych bądź większości twierdzeń negatywnych lub przykrych). Po pierwsze, jest to TYLKO subiektywna opinia osoby OCENIAJĄCEJ, którą to opinią osoba słuchająca nawet niekoniecznie musi być zainteresowana, po drugie, paradoksalnie używając UOGÓLNIAJĄCEGO wyrazu ZAWSZE, opinia taka jest...ZAWSZE mylna, bo żaden człowiek, wg mnie, nie składa się z samych "pozytywów" lub samych "negatywów" (nie wchodząc w debatę co jest pozytywem a negatywem wg danych kątów postrzegania). Przepraszam więc wszystkie osoby, które kiedykolwiek "wywyższyłam" do rangi pół-bożka, kładąc nieświadomie brzemię oczekiwania sprostania próby pozostania wyimaginowanym "pół-bożkiem" co na pewno nie jest łatwe (ni miłe, ni możliwe:). Szukamy, dołączamy do "legionów" kątów postrzegania, "czas zmienia punkty widzenia" - jak wyczytałam - co świadczyłoby, iż "Czas" ma władzę nad aniołami bądź zmienia ich lokalizację, co z kolei być może (ale niekoniecznie) negowałoby twierdzenie, iż czas tak naprawdę jest ZAWSZE "teraźniejszy"...nie. To niekoniecznie neguje tę tezę. Jejciu. Ale dziwny wpis:))) Nawet jak na moje "wywody" na tej dziwnej stronce, tak naprawdę skupionej na racjonalnej próbie przedstawienia rozumowania wyrazu i pojęcia "anioł". Wg mnie najtrudniej jest osobom poszukującym "armii" poglądów (to samo co kątów) do której chce dołączyć (i tak jesteśmy, jako mali ludzie, pod któreś, świadomie bądź nie, podczepiani) a najniebezpieczniej dla otoczenia jest z osobami, wg mnie, które lojalnie służą "armiom/legionom" takich kątów/punktów postrzegania, które są krzywdzące ludzi (i/lub ZWIERZĘTA) a poszczególne "żołnierzyki/my-ludzie tych armii zawzięcie tego nie zauważają z głupoty bądź ślepoty. Aaaaaale dziwaczny wpis (chyba że ktoś z innego kąta postrzega to inaczej???:)))
Kwiat Więdnącej Wiśni
Droga 'Katarzyno' z Dalekiego Wschodu
co twarz za wachlarzem kryjesz spod zawodu,
by inni nie dźwigali trosk Twych ogromu.
Święta Katarzyno z upiornego domu.
Upiory się kryją za szkłem, porcelaną.
Ja czuję Cię, wiem, Ty grasz tak niezłamaną.
Choć tak; niezłamana jak święci podążasz,
by leczyć płód nędzy, gdzie pogromu ciąża.
Tyś wierna, waleczna i stateczna wciąż.
Ty modlisz się, klękasz, gdzie tylko pchnie mąż...
Cóż mówić mam: do niezależności dąż?
Podziwiam Cię, błyszcząca święta za życia
którą obserwuję spod wachlarza skrycia.
Chcę być, tak jak Ty, jak Twa Wola mocna.
A kwiata mej wiśni łza NIE jest owocna...
Wyproś łaski dla mnie, o święta Katarzyno,
chcę iść z antonimu do bólów mych miną.
'I'VE COME TO A LITTLE WISDOM THROUGH A WHOLE LOT OF FAILURES!'
...a Ofelia jeszcze tańczy
...o pewnym nierealnym Człowieku, w którego nie wiem, czy mam wierzyć...(jeżeli On w ogóle JEST)
DZIELENIE (Wspólnota)...Zimne Ognie...
Dlaczego tyle czekałeś na “tak”?
Drugi koniec świata (lecz jednak tego samego...!:)
Mój rubinowy bracie z drugiego krańca świata,
chodźmy ku wspólnej chacie do Zielonego Brata.
Mój czerwonawy w tańcu lecz przeciwieństwo moje,
nie łapmy się już krańców, w balansie tańczy dwoje
z dala od wspomnień krain skrajności i wrogości,
i zakopanych baśni o sztucznej uprzejmości,
tam w środku jest TEN balans co pragnie cały świat.
Nacieszmy się zielenią gdzie stabilności kwiat.
Nie walczmy na dwa ognie, ani też na dwa miecze.
Na co nam wszystkie zbrodnie? Rany nam dziś uleczę...
Bo nie ma sensu walczyć i trzymać się tych skrajów
Zrób krok ku pomarańczy, zjednajmy rozłam krajów.
Ja przejdę przez oddanie i przez smutek też przejdę
na krajów pojednanie w Zieloną Łąkę zejdę.
Ty ustąp także skrajów, wykrzyknij, unieś ręce:
"Na jedność naszych krajów jesteśmy jednym sercem!"
Krótkometrażowy (baaardzo chwilowy) feminizm;-)
Milczenie kobiet (przepraszam...owiec:)
Z marzeń kobieta to taka milcząca:
przytakująca, pachnąca, gorąca.
Powie kawaler i powie to wdowiec:
moim marzeniem jest...milczenie k...owiec!
Z marzeń partnerka to taka płacząca:
piorąca, płonąca i całująca.
Książkami główeczki nie, nie zamąca.
Też nie sprzeciwia się i się nie wtrąca.
Pachnie i skacze, i tańczy, i śpiewa,
zwiewnie wciąż zbiera kwiatuszki przy drzewach...
Milczy i patrzy i ciastka przynosi,
o nic nie pyta i o nic nie prosi.
Wy za to myślicie za siebie, za nią,
przy panach z dumą z posłuszną swą panią,
z głową wysoko na ważnych bankietach.
Oj, wy nie wiecie nic o nas...KOBIETACH:)
'So go and cry Ophelia'
Happiness
Well well well new bride, new bride.
Dwell dwell dwell your pride, your pride.
Swell swell swell! She's such a star!
Smell smell smell...new bride's not far.
Hell hell hell that I met you.
Shell shell shells with pearls are true!
Bell bell bell rings for you sweet!
Fell fell fell upon wrath's feet.
Shall shall shall I take my sword?
Cell cell cell is my whole world.
To BALANS na zawsze się ukrył w ZIELENI
choć do ślubu szłam w mej spirali z odcieni!
Fall
I've seen the fall, I've seen the fall.
I rocked, you rolled and lost control.
It's not my goal. It's not my goal.
I'm not myself but not a doll.
I watched the fall, I watched the fall.
Mean love, chemistry, rock'n'roll.
I've seen the fall, just too great fall.
My mean thoughts were just standing tall.
I've seen the fall, I watched the fall.
And Goodness is now where I crawl.
I AM the fall, I AM the fall.
I did not feel a maverick, sole...
I've seen the great fall while this fall
Did I just fall? Or did we all...?
We are the world so we're the fall.
We fell and stand up...on the mall...
I've seen the fall, I've seen the fall
like painted angels on the wall.
We smile and cry, we stand and fall
We watch it all but play our role...
Drodzy Ludzie, zamknięci w sobie, spójrzcie na tę stronkę: jest owocem długiego braku wartościowej i szczerej oraz umiejętnej rozmowy:))) Spójrzcie na rezultaty;-) Jest tu trochę logiki ale też chaotycznego skakania po skrajnościach, co też MA w sobie logikę, lecz nie wychodzi na korzyść na pewno temu "skaczącemu":) Wszystko "wyskakuje" na raz. Właśnie przypomniałam sobie (nie zaś odkryłam:) ile cudów nawet jedna, porządna, umiejętna rozmowa (za taką uważam TYLKO pełną akceptacji i empatii - bez nawet jednego z tych dwóch niezbędnych "składników" rozmowy nie uważam jej za umiejętną) może zdziałać. Ile balansu przynieść. Ile skrajności ograniczyć. Ile cierpienia odjąć... Jestem więc - na ten moment - zdania, iż warto rozmawiać ze wszystkimi o wszystkim wszędzie i zawsze...WTEDY wartościowi ludzie ze zdolnością do umiejętnej rozmowy zostaną w naszym życiu a ci nieposiadający takich umiejętności odejdą... Krótko mówiąc: WSZYSTKO do zyskania, NIC do stracenia. NIE wolno natomiast nam, jako ludziom, chcieć tylko by inni okazywali empatię i akceptację ale nie okazać ich obu do osób, które je okazują. Boskie jest natomiast okazać je NAWET do osób, które ich nie okazują bądź nie czują ale to już jest wyższa sztuka (w której ja osobiście przyznaję, iż jeszcze będę musiała się dłuuuugo szlifować...ale warto, mimo błędów po drodze. A już NA PEWNO warto rozmawiać i się wyrażać:).
ODSTĘPSTWO (nie oceniaj!) - do pseudo-kościelnej W.
Zrobiłam ODSTĘPSTWO i dziś POMYŚLAŁAM
i nie, nie przyjęłam nic ot tak po prostu,
więc pewna kobieta mnie źle oceniała
aż skruszyła we mnie nadzieję dla mostu.
Zstąpiłam więc dalej, straciłam horyzont
i wiję się jakby koło zaczynając
bo ci co patrzyli w mój kąt już nie widzą
sami siebie kątem tym wprost oślepiając.
Nie trzeba oceniać bo można oślepnąć
gdy, zbyt długo patrząc, KĄT wyrok wymierza.
Raczyłaś, kobieto, w ból mocno nadepnąć
więc KĄT mój w twe oczy jak ślepcom uderza.
Nie miałaś tak patrzeć, nie miałaś oceniać
lecz leczyć jak człowiek człowieka oczami
a teraz już nie będę się zaczerwieniać
bo krytyką zadarłaś między światami.
Mówiłaś inaczej, robiłaś inaczej,
myślałaś inaczej a teraz nie widzisz.
Jeżeli coś tobie się nie spodobało,
ślepota cię schroni przed tym czym się brzydzisz.
Ach, zbudziłaś we mnie nie ten kąt co chciałaś
choć załamywałaś mnie najpierw po trochę
to potem, gdy łamać mnie nie przestawałaś
sięgnęłaś tam, gdzie człowiek nie sięga wzrokiem.
Patrzyłaś zbyt długo z krytyką - TWÓJ czyn.
Nawet prości wiedzą, że są pewne fale
gdzie, patrząc na nie, własnych szuka się win,
więc lepiej nie patrzeć na te kąty wcale.
Jestem intensywna od twego patrzenia
bo wzbudziłaś we mnie coś niewidzialnego
i kiedy soliłaś me rany z cierpienia
odbiło się światło za czynienie złego.
Nigdy nie oceniaj- to rada nad rady.
Me kąty to tobie już udowadniają
i poza ogrodem NIE twoje są sady,
nie patrz więc tam, bo tobie wiedzy nie dają
lecz ślepotę, ślepotę za to jak patrzysz.
Za głupotę, głupotę teraz wypalam.
I powoli, powoli pod barwnym płaszczem
twą ślepotą ku dobru się zadowalam.
Już scalam się po podeptaniu, kobieto.
Nie trzeba mnie deptać by zadać mi ból.
Poszłaś wzrokiem, głupia, za ludzką paletą,
i mnie oceniałaś więc ślepotę tul.
Zostawiam, zostawiam choć ślepo znów szydzisz
NA RAZIE, na razie bo muszę znów wstać.
A ty się przygotuj, bądź czujna, nie widzisz,
bo pycha twa MYLNIE nie da ci się bać.
Ja śmiać będę się kiedyś, śmiech ten wysoki,
piskliwy i głośny dla takich jak ty.
Więc zabrzmi wraz z bratem czerwieni głębokim
gdy nie ja, lecz ty będziesz mieć straszne sny.
Ja jestem zbyt prędka, mój brat zbyt powolny
lecz razem uczymy cię trzymać się swego.
Twój wzrok wygrać z moim, zapewniam, NIEzdolny.
Więc, ślepa, już więcej nie zrobisz NAM tego.
Ścieżka życia (labirynt?)
Widziałam wiele, widziałam smutek
i czułam wszystko co widziałam.
Słyszałam jęki i myśli strute
i byłam wszystkim co słyszalam.
Myślałam wiele, właściwie wszystko,
a myśli szły z prędkością światła.
I żyłam wszystkim, co myślałam,
więc w ten labirynt snów znów wpadłam...
Kompletnie kompletny (i zupełnie INNY) efekt motyla
Bądź czujna bo już się szykuję do skoku
Za larwę mnie wzięłaś co się nie rozwinie.
Deptałaś więc, już bólu pełną natłoku,
ty jeszcze nic nie wiesz a duch twój już ginie.
Bądź czujna za dnia i bądź czujna też nocą
bo larwa ma w szale już czeka do skoku,
pomyliłaś mnie przez brak skrzedeł z niemocą
a one tam SĄ lecz ukryte w obłoku
co jeszcze nie lunął kroplami na Ziemię
byś mogła je ujrzeć gdy promień uderzy.
To jest kwestia CZASU lecz z larwy się ZMIENIĘ
aby Sprawiedliwość twym czynom wymierzyć.
Little Mer Late
Eric from new era will soon get married,
A propos filmu "Diabeł jest kobietą", przypomniał mi się (i przypomina co jakiś czas z dreszczem, wciąż po tych wszystkich latach - zadziwiające jak człowiek pamięta niektóre halucynacje nocne - sny - z dzieciństwa) koszmar (jeden z dwóch najgorszych, nie...trzech, ale ten był pierwszy, miałam 4 latka i nie mogłam znać się na kolorach, ich znaczeniu i właściwościach (cóż, znów do nich nawiązuję, a może interesują mnie tak przez te dziwne sny, które w rzeczywistości mnie nieraz gonią nieprzyjemnymi wspomnieniami). Śniła mi się wysoka kobieta zmierzająca w moją stronę, we śnie byłam jeszcze niemowlęciem w "łóżeczku z kratkami" i nie chodziłam samodzielnie, na drzwiach zawieszoną miałam huśtawkę do zabaw w domu (w rzeczywistości wciąż tam była), kobieta ta zmierzała zza huśtawki ku mojemu pokojowi, była wysoka, czarna, bez ubrania, ale była "kobietą-cieniem" czy jakąś formą zarysu na kształt człowieka, więc ubrania i tak nie byłoby widać, widać było tylko kolor czarny, ale jak się zbliżała to przebijał się przez tę czerń głęboki fiolet na całej płaszczyźnie jej "zarysu". Bałam się tego fioletu i wiedziałam, że widzę go tylko dlatego, że się zbliża, że jest do złudzenia czarna gdyby jej się bliżej nie przyjrzeć. Miała głęboko czerwone oczy i twierdziła, że nazywa się "Pacia" i że chce bym do niej poszła lol:) Skoczyła na moją dziecięcą huśtawkę i sunęła się po niej nadal do mnie. Ja wołałam brata ale się nie zjawiał, o ile dobrze pamiętam, w ostatniej chwili (jak w śmiesznych filmach akcji gdzie mówią "nieeeeee" przy postrzale ze zwolnionym tempem i ktoś kogoś ratuje czasami kosztem siebie lol;-) mój brat zgarnął mnie szybko "pod pachę" i uciekł ze mną do swojego pokoju. To był niby "jeden z tych koszmarów" ale, do jasnej..... pozostał mi w pamięci jak z wczoraj. Pamiętam, że nie umiałam mamie wyrazić co mi się śniło bo się bałam więc jej to narysowałam, a ta krzyknęła i to...spaliła:))) The end of my horror;-) (z pół uśmiechem, pół nie:/ ). Każdy ma jakieś dziwne, rąbnięte sny. Dlaczego je się tak długo pamięta?? Dlaczego moja świadomość nie wygrzebała tych miłych?? To nie fair;)
Drugi to "czaronica" (7 lat? 8?). Przyszedł do mnie ktoś o wyglądzie mojej mamy. Właściwie to BYŁA moja mama z wyglądu, tylko miała zbyt "wyłupione" i "bezduszne" (dosłownie, jak robot) oczy. Chciała bym do niej przyszła i się przytuliła. Nie chciałam zranić uczuć mamy gdyby to była ona, lecz bałam się podejść. Postanowiłam sprawdzić czy to ona zadając pytanie "jak mam na nazwisko" (z jakichś powodów byłam przekonana, że jeżeli to NIE jest moja mama, ten "robot-czarownica", to "coś" nie będzie go znało. Wiedziałam, że nie ma wiedzy na mój temat tylko ma mnie zabrać i zniszczyć. Ta się zmieszała, zaczęła śmiać się "jak czarownica" (tak jak zwykle czarownice rechoczą w bajkach...jejciu nadal mam dreszcz na te wspomnienia, choć same mi się napraszają) sama z siebie i swojej niewiedzy i tym, że ją przechytrzyłam i "chlapnęła" pierwsze-lepsze polskie typowe nazwisko (nie wymienię gdyby ktoś niechcący o tym nazwisku kiedyś tu przypadkiem trafił, choć pamiętam to nazwisko bardzo dobrze, miałam później nauczycielkę o tym nazwisku i bałam się jej choć była miła:))), dalej "rechocząc" tym śmiechem a ja "zwiewałam gdzie pieprz rośnie";-))) Ten drugi trochę bardziej komiczny, ale - cholercia - prześladują mnie te wstrętne sny...a były TAK dawnoooo!:))
She'll have all Mer's Shells!!!
No! No! No! Too late! It’s too late!
W. A.R.I.A.T.K.A.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:)
OPHELIA OF-FAILURES (nieczęsto taki ciekawy splot słów można znaleźć w piosence typowo main-streamowego POP:)
O zielona ma komnato, co w balansie trzymasz serce
nie chcę zdradzać Cię na boki, nie odstąpię nigdy więcej.
O zielona ma nadziejo, co iskierki we mnie budzisz,
gdy jest zimno, Ty ogrzewasz, gdy zbyt ciepło, Ty nas studzisz...
O zielona ma wieczności, co nie łamiesz swego SŁOWA,
upodobnij mnie do Siebie, bym też była szmaragdowa.
O zielone moje serce kiedy swą zielenią bije.
Ja wiem trochę, Ty wiesz więcej, nic przed Tobą nie ukryję:*
Tak bardzo mi się chciało Cali-fornication po szkole, że aż można było się stoczyć...:/
Co nieco więc zmiana kierunku SŁÓW:) :
I just abhor:
dream of...fornication
dream of (curly:-))fornication
dream of (crawling)fornication
dream of Cali-fornicarion
We're VERY aware........that awareness gets...lost. The pain's what we share: our common sheer GHOST...
Druga załamana pod największym kątem.
Skrzeczała, piszczała, aż uszy bolały
bo Ziemia nie znosi tych częstotliwości,
a ona, z tą swą znaną intensywnością
piszczała o prawa "jej zacnej waść mości".
Skrzeczała, skrzeczała aż uszy odpadły
i słuch wokół oczu się zaczął lokować.
A teraz tych pisków mi trochę brakuje,
gdy skrzeczenie zechciałam jej mi blokować.
Oj...widziałam słodką focię tej rybki podpisującej cyrograf z "moją" muszelką. Z MOIM byłym... Ależ ona ma ładną twarz! ALE!!! BOLAŁO!!!!!!!!!!!!! :((((
Fall
...and a fall
Czuję dziś tak niezdrową fascynację pewnymi Księgami, że zaczęłam odczuwać, iż to nie ja posiadam te Księgi a one mnie i mój czas, i moją osobowość, i moją energię... Nie wiem jak się wyplątać z tej fascynacji. Czy fascynują nas zjawiska przerażające, a przerażają fascynujące? Wiedza w nich zawarta jest tak dogłębna, że czuję się jak mały robaczek intelektualny i czuję zaszczyt trzymania ich choćby w rękach, jednak wiem, że moja fascynacja jest niezdrowa i że to rzeczywiście, aktualnie one mnie posiadły. PEWNA Pani pisała je tak PEWNIE, iż mam wrażenie, że to nie ona je pisała, a PEWIEN Pan pisał swoje tak PEWNIE, że aby rozczytać jedno zdanie potrzebuję jednego dnia i fascynuje mnie to (on?). To chyba źle...a może nie? Pani Księgi są bardziej obszerne, a Pana Księgi o wiele krótsze ale tak zawiłe i skomplikowane, że czuję zachwyt samymi wyzwaniami (nie piszę, Boże broń, o tych "fabrykowych", popularnych pseudo-głębokich głupotach a'la "wiedza tajemna"...bleh, to nie więcej wg mnie warte niż darmowe gazety, ani o "pop-przerażających" nurtach, które mają wyglądać na "o jejciu, ale jestem groźna";). Chcę się uwolnić jednak od Ksiąg na których się zbytnio skupiam, a jednocześnie wiem, że oddałabym za nie życie...to przedziwne uczucie. Bóg może da mi i ich poznanie i uniezależnienie się od nich. A może nie da?... Dziwnie uzależniać się od liter, wyrazów, zdań. Są jakieś 'anonimowe mole książkowe'?:)) Czy "kąty" przekazujące pewną wiedzę mogą "przekręcać literki"...? Nie wiem. Domyślam się, że z różnych "kątów" NAPRAWDĘ wszystko może wyglądać inaczej i NAPRAWDĘ wszystko nabiera innego znaczenia.
Ciekawe w którą stronę zawieje wiatr moim kropelkowym bytem i pod jakim "kątem" (jeżeli w ogóle) moje obecne poglądy będą "załamane";-)...
Upadłe kąty/punkty widzenia (angLEs)
Upadłe punkty widzenia, przekręcone kąty
ISTNIEJĄ i nikt temu nie zaprzecza...
Gdy mówię "nie możesz zoczabczyć punktów widzenia",
ludzie nie zgadzają się lecz płaczą...
Upadłe kąty, te ZŁE,
co nas przekonują, że "wszystko jest dobrze",
lecz - w międzyczasie - kręcą i splątują,
aby nic...nie było zrozumiane.
Zostawiam Moje Kochanie
Zostawiam Dzisiaj Moje Kochanie,
z Kochanym we łzach na pożegnanie
utuliłam własny żal.
O Miłości - pal się, PAL!
Zostawiam dzisiaj mego Męża
Zasyczał za mną ten głos węża,
że żona wcale nie musi być "pod"
psychicznie...
Zostawiam Cię dzisiaj, nie wiem na jak długo
Choć rozkosz miałam z bycia pół-sługą
i pół-księżniczką, na Twym policzku
masz szminkę...
Zostawiam Cię dzisiaj by szukać iluzji
W tym młynie diabelskim,
w tej iluzji fuzji:
"dlaczego"?
Zostawiam Cię dzisiaj
i nie wiem gdzie jadę...
I, na Boga,
Kochany nie wiem,
czy dam radę
przecierpieć.
Zostawiam Cię dzisiaj
lecz tylko na chwilę.
Ty żyj, póki żyjesz,
bądź żywym Motylem
na Kwiatach.
Ty też Mały Książę, wszak każdy z Was jest.
Widziałeś - pieniążek oddałam. To gest,
że niczego nigdy od Ciebie nie chciałam,
prócz bycia Różą Małego Księcia
(wiem, głupiej czarownicy zaklęcia...)
Zostawiam Cię dzisiaj i już mam łzy w oczach,
Ty idź już bezpiecznie na drogi pobocza
...aż znajdziesz siebie...
Może znajdziesz Kwiat?
Może ja Motyla?
Przedziwna była we łzach cmentarna chwila
kolejnego rozstania...dla lepszego Kochania.
Zostawiam Cię dzisiaj, Twą Dobroć, Twój krzyk
Budowaliśmy świątynię długo i...pstryk! Zburzona!
Lecz, Kotku, już w 3 dni może być odnowiona!:)
To Tylko Woli znamiona...
Zostawiam Cię dzisiaj wraz z całością siebie.
Zostawiam Twą Piękną Twarz na dziennym Niebie
a w nocy
cóż...róbmy co w naszej mocy...
Zostawiam dziś największą Miłość na świecie.
On jest pół jak demon i pół - małe dziecię,
więc zadbam o Ciebie, o moje Kochanie.
To nie jest tak naprawdę już pożegnanie,
lecz powitanie ręki przy ręce jak młodzi,
gdy kiedyś jedno z nas będzie odchodzić
...w końcu na zawsze:(
Kocham Cię K.S. i zawsze, zawsze, ZAWSZE będę!
LUDZIE (jak nas widzę...i czy z tego wyciągam lekcję...? Nie wiem, moja mądrośc jest ograniczona, myśli zbyt skłębione, ból zbyt przenikliwy a uczucia zbyt zwodzące i mylne...więc nie wiem i przyznaję się:)
Ludzie ranią.
Ludzie nie chcą ranić.
Ludzie się uczą na błędach.
Ludzie znowu ranią.
Ludzie się gubią.
Ludzie ufają.
Ludzie żałują, że ufają.
Ludzie desperacko potrzebują ufać.
Desperacko.
Ludzie odchodzą.
Ludzie tęsknią, że nie ufali cały czas tym, którzy przecież czuli DOKŁADNIE TO SAMO.
'(...)no one is or should be punished for doing what he cannot help(...)'
Właśnie wyczytałam to z Katechizmu. Jak to się ma do karania pokoleń, dzieci "winnych" itp. itd.? Zadziwia mnie to...:(
...i Air-el'ka ciągle tańczy...(?)
Kierunek
El-fy się budzą i el-fy są wszędzie.
Już decydują co dziś z nami będzie...
Duszki powietrza, anioły widzenia
powoli, powoli wychodzą z cienia.
My też jesteśmy tymi "aniołami":
punktami widzenia co będzie z nami.
Sterujmy więc swym życiem i swoją Wolą
tak, aby KIERUNEK był pod kontrolą...
Duszki, duszkiii!:)
El-ves are among us, the happy, the sad,
'Ophelias of failures'... as one singer said...
The anguish of angst is among all of us...
We - angels can't find our own angles to trust...
We crawl to the future and run to the past,
we care and we dare to get lost in our lust...
We - angels - should switch on our thinking...a MUST!
'...nabrałam troszkę mądrości przez cały stos niepowodzeń...'
(a propos cwanego "rymu": Ophelia - of failures:)
Dajcie, chłopcy, jej kagańczyk...
Ofelia tańczy
Po co tańczy ta wariatka?
Jest już w wodzie, ręce w kwiatkach.
Po co wciąż Ofelia tańczy?
Daj Eryku jej kagańczyk.
Znów od rzeczy coś bełkocze
pod płonącym swym warkoczem,
co jest jej gasnącym stosem.
Pogódź się, Ofelio, z losem.
Zatopiona jej sukienka,
przed Erykiem już nie klęka.
Zanurzona też jej chusta,
coś od(?) rzeczy szepczą usta.
(nie kradnę pomysłu Osieckiej tylko się nim zainspirowałam, zresztą liceum, którego jest "patronką", było tym, w którym przedstawiono mi tę piękną piosenkę "Wariatka tańczy" i oficjalnie "ochrzczono" mnie (przypadkiem;-) pierwszym członem tutyłu (niczym w Kościele Baptystów, gdzie przyjęłam nowe imię z pełną świadomością jego sensu i znaczenia;-))) Stał się on więc OFICJALNIE i ksywką, i naturą:) Ach...jak bym chciała wrócić do tego liceum...:*
...płacz HEMLECIE, to czasami jedyne wyjście (...) próbując nakreślić linię pomiędzy tym kim jesteś a kogo wymyślasz (...) ale jeśli rzucisz kamień coś się gdzieś roztrzaska (...) WSZYSCY jesteśmy tak delikatni, wszyscy jesteśmy tak przestraszeni (...) więc idź i PŁACZ, HAMLECIE.
Wody pod ziemią, Wody nad Ziemią (Wielki Ocean...)
Noc zastana w oceanie
tak niebieskim, z mnóstwem błysków.
Nikt nas takich nie zastanie.
Ten ocean to jest...WSZYSTKO?
Możesz mnie przygaszać, płonąć,
w parę zmienić, wzlecę w chmury!
Możesz świecić swą mamoną.
Co? Deszcz? Ona plecie bzdury...:)
Eryk i Ofelia (2)
Eryk jest z nowej ery, Ofelia jest zbyt stara.
Wiedziałam, że tak będzie... Za co mnie Bóg pokarał?
Twa wiedźma jest z Twej bajki, a w mojej to ja tonę.
Na kłamstwie z Twej mozaiki popłynę znów z ogonem...
Zatrzepię Ci płetwami oklaski na Twym ślubie,
oddam rutę z mej baśni, muszelkę z głosem zgubię.
Myliłeś mnie z powietrzem, a ja pod wodą śpię.
Ty z wiedźmą jesteś jeszcze, lecz tam już nie ma mnie...
Na co JEJ marny LOS???
Mer-linka do rozmów:) Ktoś chętny?:)
Po raz kolejny usłyszałam "jesteś niebezpieczna" po wykazaniu chęci rozmowy na temat HIPOTEZ i TEORII dotyczących tematów egzystencjalnych (nawet nieutwierdzonego własnego zdania, bo trzymam je zawsze niezastygnięte jak niedokończone dzieło modeliny, gdyż nie jestem - nikt nie jest - alfą i omegą i zawsze ktoś o słuszniejszym zdaniu może tę hipotezę/teorię podważyć). Mam dość, skoro nie zagrażam niczyjemu zdrowiu i życiu, słuchać (lub odczuwać) "jesteś niebezpieczna". Zawód też nie jest żadnym miernikiem, po pierwsze go nie mam, po drugie kobiety z profesją nie są, z moich obserwacji, postrzegane koniecznie jako "niebezpieczne", gdy nie prowadzą "leczenia kanałowego" umysłu rozmową, a jedynie "upiększają uśmiech" rozmów intelektualnych. Chodzi więc o coś więcej, o jakąś sferę na pograniczu drażliwości, ego, płci i odwiecznych pytań oraz niechęci zadawania ich pomimo chęci znania odpowiedzi (wg mnie nielogiczne). Sprecyzuję więc prawidłową, wg mnie, tezę współczesnego świata kim jest "kobieta niebezpieczna":) Encyklopedia i słowniki wydają mi się w teorii ładne, a w praktyce nieprzydatne:
najpierw: Kobieta bezpieczna - osoba płci żeńskiej niezadająca pytań natury egzystencjalnej, niedrążąca tematu, wykształcona bądź nie, wygląd nie gra roli, osoba "normalna" (dostosowująca się z lekkością do demokratycznego w sferach moralnych świata, bez względu na jego kierunek). Synonimy: idiotka, dama, dziewczyna, pani.
Antonim: kobieta niebezpieczna - osoba łamiąca tabu społeczne próbując poruszyć z osobą płci męskiej tematy o naturze pytań egzystencjalnych, śmiąca stawiać tezy i/lub hipotezy oraz głośno mówiąca o teoriach tymczasowych bądź stałych, czasami nawet sprzecznych bądź nie całkiem równoległych z niepodważalnymi tezami współ-rozmówcy płci męskiej (patrz: kobieta wyjątkowo wypaczona:), wygląd nie gra roli, wykształcona bądź nie.
Synonimy: outsider, wyrzutek, osoba niedostosowana, kobieta nienormalna, kobieta niemoralna, wiedźma, szarlatanka, osoba zaburzona:)
...no i tak słowniki przynajmniej podawałyby prawdę;-))))) Czy myślicie, że trzeba zadzwonić do wydawców i odświeżyć aktualność definicji???;-)))))
Trochę mnie to zjawisko śmieszy, trochę bawi, trochę wkurza, ale na pewno CIEKAWI i INTERESUJE;-) lol:D
Podsumowując i bardzo skracając (żeby nie czepiać się tylko jednej płci):
osoba niebezpieczna - taka, która nie zabija zwierząt i zadaje pytania egzystencjalne (patrz też: osoba pyszna bądź osoba zaburzona)
osoba bezpieczna - taka, która zabija zwierzęta i NIE zadaje pytań egzystencjalnych (synonim: osoba skromna, zdrowa:)
Oj nienormalna demokracjo...ODEJDŹ!:))
Nie odrzucaj, proszę, w swej pokorze tej prostej teorii (a raczej chwilowej w mojej główce, potencjalnej hipotezy na pewno DO podważenia:) :
…i 6 tysięcy lat temu ZNOWU to zrobili….
OBŁĘD
Eryk tańczy, ja mam rutę,
Eryk kocha wiedźmę morza.
Ja mam wodę, sny zatrute,
a on czas i mdłe przestworza...
Ja mam obłęd i mam rutę,
tam jest jego, tu... ma loża.
Me marzenia są zatrute.
ON ZOSTANIE Z WIEDŹMĄ MORZA!
Nie odrodzę się jak ptak,
bo nie jestem z tego mitu.
Mogłam Twój ominąć wrak,
gdybym znała losy bytu.
Głos zabrała, Ciebie też,
Eryk! Popatrz w jej odbicie!
Wzięła morze wzdłuż i wszerz,
a ja nadal płaczę skrycie...
Nie musiałam mieć tych nóg!
Teraz jak Ofelia leżę...
Tylko Dobry wie mój Bóg,
że swą rozpacz w morzu szerzę.
Jesteś taki nowoczesny...
Czy chodzi o jej urodę?
Tylko śnisz, to świat doczesny.
Chodź tu do mnie. Chodź pod wodę...
Ona drwi już z moich łez,
trzyma muszlę z moim głosem,
RUTA! Pachnie zaś jak bez.
Co się stało z naszym losem?
Jeśli Cię nie odczaruję
ona rządy złe wprowadzi.
Po co ja tu czas marnuję?
Wiedźmę morza też gdzieś zdradzisz.
Eryk, Eryk, nowa era
Twoja jest nie dla mnie, popatrz.
Utopiła się Ofelia,
a Ty nawet łez nie szlochasz.
Czy w ogóle masz uczucia?
Czy jej (mój!) głos Cię zagłuszył?
Ona mą melodię nuci,
płetwy już w mych włosach suszy.
Szukajmy pamiątki!:)...brak słów:))
...a tak na serio głos zabrała mama.
Głos mój był tam, całej tęczy mol-gama.
Mieniła się na wszelakie kolory,
była z plastiku lecz miała walory.
Gdzie ona jest? Wszyscy jej szukaliśmy,
głos i pamiątkę mą gdzieś zgubiliśmy.
Ktoś mi ją zabrał i smutno mi tak,
bo mej pamiątki tęczowej wciąż brak.
-Gdzie dałaś moją pamiątkę, o mamo?:)
-Tę, co mieniła się tęczy mol-gamą...?
-Był też pierścionek z "anarchią" na kuli...
Ważna pamiątka, co wspomnienia tuli.
Oddawaj moje pamiątki, o domu!
Komuś daliście je, lecz...nie wiem komu!!!:)
(To TYYYLKO a propos plastikowej "muszelki syrenki" i pierścionka-zgadywacza nastrojów:), które były mi tak drogie, a zgubiły się ironicznie w mym domu niedawno jako dorosłej już kobiecie... Żadnych tu metafor oprócz delikatnej ironii losu...)
Ów "Eryk" zaś, by nie sugerować niczego niezgodnego z prawdą, jest osobą, której niegdyś zgubnie MOCNO zaufałam, pewnym hmm ...wg mnie "księciem wodzirejów" z pewnego...o ironio, ironio...zachodniego hrabstwa nadmorskiego (przeklętego - powinnam użyć wyrazu "dosłownie"?), który w tym tygodniu żeni się (o ironio! Ironio! Ironio!!!!:) z kobietą w średnim wieku (chciał mi i wszystkim, z którymi rozmawiałam pewnie udowodnić, że starsze RÓWNIEŻ lubi. wow!) o identycznym imieniu, które jako człowiek przybrała pewna "wiedźma morza" zabierając głos i wolność Air-el'ce (lubię używać jej prostego acz słodkiego anagramowego imionka;-) w pewnej bajce, a imię tej wiedźmy (zazdrosne określenie tyczy się postaci z bajki nie z realiów, choć imię jest identyczne;-)) nieczęsto jest spotykane, zwłaszcza w owym hrabstwie (pani ta ma, jak się dowiedziałam, czarne włosy z "efektem ogona ryby" tj. proste z jasnymi czerwonymi końcówkami). Ja zaś, nie kłamiąc i chcąc być całkowicie szczera w tym temacie, tak naprawdę z pewnych względów kompletnie nie umiem się z tym wszystkim pogodzić (że on się naprawdę żeni, nie że panna młoda nosi imię przebranej wiedźmy z mojej ulubionej bajki z dzieciństwa;-). Dlatego sarkastycznie tak uwzięłam się chwilowo na rozżalonym cynizmie ku tej historyjce i na tych niewymienionych co prawda imionach...
Gram sobie z pół-dziecięcą ironią przeklętego imienia prawdziwej panny młodej i bajkowej "wiedźmy" a przez to straconego wspomnienia ukochanej bajki oraz straconego też doszczętnie zaufania do ludzi... i z niesamowicie więc ogromnym bólem.
Bajka ta, która przez imię "uczłowieczonej" wiedźmy ŹLE mi się teraz kojarzy, była w dzieciństwie ze wszystkich moją ulubioną, dlatego miałam tę muszelkę-zabawkę jako symbol odzyskiwania wiary i "głosu" (mocy powiedzenia czegoś sensownego) a nie ich tracenia ...oraz po prostu pamiątkę z Disneylandu...!...Cóż, muszelkę i pierścionek-zgadywacz nastrojów (wiem, wiem...nie ja wymyśliłam tę nazwę!;-) miała przechować mama jako pamiątkę z innego kontynentu, zaś kilka miesięcy temu się zgubiła (pamiątka tj. muszelka i "zgadywacz nastrojów", nie mama;-) i nikt jej nie może znaleźć... To taka mikro-anegdotka;-)
Tragi-komedia...nie! Tragi-bajkologia (staram się wymyślić nową, bardziej pasującą dziedzinę;-)*
THE END:)
Jejciu! Właśnie obejrzałam tę bajkę z dzieciństwa aby przypomnieć sobie co nieco: teo- i mitologia (oraz wiele, WIELE innych dziedzin!!!) WCALE nie są w tych - nieraz pozornie irytująco zbyt przesłodzonych - bajkach BAZAROWE! (Choć w bazarowy sposób podawane, ale naprawdę TYYYLE informacji "w kapsułce" jakie można dostrzec w tych..."bajkach" ma mało która książka...i to są te "bajeczki" z czasów, gdy były one ponoć mniej podstępne, dostępne i mniej niebezpieczne...;-) To fascynujące i przerażające jednocześnie...przecież który dzisiejszy rodzic będzie się "czepiał bajek" dla własnych dzieci, kiedy naszą uwagę odwracają poważne wojny??? Oj, CO JA OGLĄDAŁAM W DZIECIŃSTWIE???:o Co TERAZ oglądają dzieci??? Skoro moi rodzice "odpoczywali" gdy mnie "edukowała" Air-El - w przerwach ich "edukacji" - to czym edukowane są dzisiejsze dzieci??? "Strach się bać"...jak to mówią...:/ Wybaczmy jednak Air'el'ce i jej kompanom z bajki, a raczej ich twórcom;-) podstępne przesłania ze względu na, zamierzoną bądź nie, reklamę weganizmu - Dobro przekazywane w jakiejkolwiek formie jest godne pochwały i uwagi!!! (I to, tym razem, nawet nie krypto-reklamę bo wątek ten jest tam praktycznie jednym z głównych!!!;-)*
...obejrzałam ich więcej:) Pamiętam teraz 'Piękną i bestię' (bez komentarza na temat wiedzy zawartej między wierszami a raczej "bajkowymi" dialogami z naprawdę, naprawdę różnych dziedzin nauki. WOW! Co za "niebazarowość" tych przekazów tylko dlaczego tak...podstępnie...?;-)
Spodobał mi się, między w/w iluzjo-aluzjami w tekstach "bajki" monolog 'Gastona':
-po co kobiecie książka???? Jeszcze zaczęłaby, ...nie daj Boże,...MYŚLEĆ!:)
Dookoła złoty kurz...a OFELIA...Tańczy:)
Best wishes
Mer Mer Merry days
Mer Mer Mermaid says.
Ha ha happy days!
Ha ha had my place...
No no now it's gone.
No no nothing shone.
Ha ha happy life.
Ha have a new wife.
Homogień
Znowu stałam się ogniem, nie wodą.
Głupota to moja (kobiet?) największa cnota:)
Czuję się tak głupia, że nie mogę tego ująć w słowach...
Nie wiem skąd myśl, że my mamy coś w głowach
mądrego.
Cóż, każdy szuka swego...
Marzenia, marzenia, że coś tam wymyślę
i że swoją wiedzę głupotą uściślę.
Oj głupia.
Sofija Sofija by się załamała
gdyby moje pół-głupie sny przeczytała,
lecz nie ma jej tutaj, jest ta druga - głupia,
co ma pustkę w głowie, gdy oczy wyłupia.
Kobieta? Myślenie??? Ja się wciąż wygłupiam...:)
Po co z kobietą masz tu debatować?
Przed kolegami musiałbyś się schować.
Zwykła kobieta chce być jak Sofija?
Myśli??? To PYCHA!!! Podrzuca jej ŻMIJA!:)
Przecież to śledzę, każdy się nabija...
Mąż to jest głowa, kobieta to szyja...
Tak powiadają i głową kiwają,
lecz, zaraz, kiwają? Czy sama się kiwa...?
Idź do swych panów po uprzedzeń żniwa.
Kobieta zamilczeć ma, tak pokorna.
Wyrażająca się??? Pyszna! Potworna!!!:)
(PS pokorna szyja "nie posteruje" dobrze dumną głową, bo pokora i duma są...niekompatybilne! Zresztą...hej! To przecież nie fair!!!;) Głowa ma WSZYSTKIE funkcje potrzebne do przyjmowania informacji neuroprzekaźników, zdolności odczuwania bólu, radości...wszystkiego, myślenia itp. itd....a szyja? W ogóle to porównanie jest, wg mnie, bez sensu!:) Aaaale mi się włączyła samoobrona feministyczna che che che;-ppp lol)
Jeszcze tylko "ciut" kontynuacji, póki mam "wenę" na niespotykaną często we mnie cząstkę feministycznego myślenia. Uwaga uwaga, dialog roku:
pytam mądrą kobietę:
-jak myślisz, dlaczego nie wolno nam być kapłankami w pewnych nurtach?
-bo Bóg "BYŁ" [lol. przyp. mój komentarz:)]... Mężczyzną!
Koniec żartu (nieśmiesznego i niewymyślonego, a fajnie byłoby, gdyby był śmieszny i WYMYŚLONY...)
...i tu powinien dojść cytat pani od 'tops and mops' z 'I love huckabees' : 'DAMN U(...)do u want me back in the bikini????????!!!!!!!!!!!!!!':)
Do zniewieściałych Panów, do "mężnych" kobiet
(nie powtarzajmy błędu "Ewy") :
Stajecie się wodą i nas przygaszacie,
bądź wciąż razem z nami bez celu pływacie.
Nie mamy więc teraz dobrego wyboru:
jesteście stworzeni z naszego roztworu?!
Dziś stają się wodą Panowie i Panie,
bo z ognia przez wodę nic nie pozostanie.
Chcę pływać nie gasząc Cię, znać Twoje zdanie.
Dlaczego pływacie? To Prawdy skłamanie
(i Prawa to Stwórcy bezczelne łamanie...)
Odkaczałka przed losem nie klęka...?
Kolejna dziwna hipoteza natury damsko-męskiej w porównaniu do żywiołów
Co ja w ogóle wypisuję??? To woda może ugasić ogień, a ogień wodę...nie.
Jesteśmy stworzeni "na podobieństwo"...przecież nie tego, co może być ugaszone, a Tego, co może ugaszać...
Czyżby ów metaforyczny "Eryk z nowej Ery" nas zwiódł? W naszym "morzu", pływając razem, nie ma "woli dominacji" i nie musimy "przykrywać się liśćmi"... Może jednak więc warto pływać razem...???
...oh, my mind is getting tired,
BURNED with WATER, WASHED with FIRE...:)
MIKROSKOP...niewygodny, zbyt ciężki.
Pod mikroskopami widać nasze błędy,
więc - dalekowzroczni - patrzymy do góry.
Mikroskop - labirynt, bo nie wie którędy
wyjść po oddech z morza, z iluzji ponury.
Pod tym mikroskopem widać wszystkie lęki,
więc go odkładamy, jęcząc w nawigacji.
Z morza pozdrawiamy Nieba gwiezdne wdzięki,
Lewo lewitując grobem grawitacji.
Złote stosy POMARAŃCZY...
Oświeć mnie, Panie.
Oświeć mnie, Panie, którędy mam iść
Bym mogła rozpoznać gdzie Twa wąska ścieżka.
Zło swoim szarpaniem strąciło jak liść,
By dano mi doznać jak dumnie czerń mieszka.
Ach, oświeć mnie Panie, szarości mam dość.
Wzniesiona nad czerń w ślepo szarych obłokach
Chcę znać swe zadanie, a te wciąż na złość
Splatają mi cierń swej szarości na lokach.
Oświeć, słodki Panie, bo czerń dała znać,
Że prawa fizyki się nigdy nie mylą.
Jan czeka na granie, lecz nie chcę tak spać,
Gdy dźwięki muzyki te chmury rozpylą.
Już oświeć mnie, Panie, bo Twoja odwrotność
Uwielbia podszywać się pod Boskie "Ja"
I, jak gościa danie, przez swoją przewrotność
Skutecznie otruwa nas winem ze zła.
Ten liść nadal leci gdzie popchnie go los,
Mantrując "Twa wola" przy każdym zakręcie
I, jak małe dzieci, zabiera znów głos:
"Tu martwe są pola", cofając zaklęcie.
Więc ufam czy nie? Ta szarość zmęczyła.
Powinnam się schronić pod Twoją Opiekę,
Lecz pole to złe, choć bym się ukryła
Chce łzę krwi uronić na krwistą już rzekę.
Tańczący tu walca w otchłani krwi z łez
Ku wielkiej tną bramie, bo razem jest cieplej.
Od zimna uciekam, lecz od żaru też,
Bo ciepło swą gamą chce sparzyć nas w piekle.
Obudźmy się już i skruszmy te chmury,
By wróg był widoczny, choć straszny jak lew.
On wszędzie, jak kurz, skruszył swe pazury
Świecące i mroczny mruk pije nam krew.
On nie jest mniej groźny gdy jest niewidzialny,
Lecz my - niewidoczni - będziemy się zbroić
I - szczerze pobożni - z dala od bram palnych,
Szepniemy "odpocznij" by się uspokoić.
Te dźwięki do Jana są wszak dla nas wszystkich.
Choć strach ból napędza, rozum jest potrzebny.
Szukajmy więc Pana, a dla naszych bliskich
Wyplujmy krzyk "nędza", bo...jest tak podniebny.
Dostępny na półkach, regałach i w głowie,
Bo w sercu i tak Go już wszyscy łakniemy.
Lecz mądrość to cała, że nikt nam nie powie
Gdzie leży Bóg Prawdy, aż my Go znajdziemy.
Te cztery stworzeia, ach któż Ci wyjaśni,
Dowodzą, że w Boga nie wystarczy wierzyć.
Jest zaś napisane, że błogosławieni co analizują,
A to...da się zmierzyć.
Mój Boże, mój Boże tak skomplikowany,
Że każdy filozof - zerkając - umiera,
Tak mało nas, ludzi, choć rozum jest dany,
Wie, że zły buntownik w litery się wdzierał...
O Prawdo Najczystsza, ta sprzed płaczu stworzeń
Niczym ulepionych w glinianym rozdziale,
Wytłumacz mi proszę to kłamstwo, o Boże,
Co blaskiem mamony wysyła nam fale.
I Panie mój Dobry, Baranku z yin yang...
Czy trzeba w ten sposób Twój balans szacować?
Nawet jeśli tak, ja przyjmę ten wdzięk,
Gdy przyjdzie się w garnku Baranków gotować...
Ach, Prawdo Najwyższa, to zło podpowiada,
Że będę przeklęta przez ciekawość moją,
A Ty mądrze kazałeś Się naśladować.
Tym właśnie, co do Twoich słów się dostroją.
Mój Panie, wystawiasz na tacy sekrety
Byśmy odpowiedzi jak pereł szukali
I Ty ocaliłeś nas - dzieci, kobiety,
Bo wtedy gdy byłeś już je porywali...
A teraz wabione są częściej i prędzej.
Kradzione inaczej niż zanim tu byłeś
I tak nieświadome wskakują w swą nędzę
Do tych...o których nam tyle mówiłeś.
O, z Twych przypowieści zostają dziś baśnie
Bo kwas ich jest znowu jak chleb zrozumiany.
TEN chleb jest deptany, a kwas knuje waśnie.
O Jezu, dźwięk słów Twych nam wszystkim był dany!
Dlaczego tak rzadko zerkamy w zagadki?
Czy istnie stworzenie to są dwa pomysły?
I do dziś profesor lgnie w kąt swojej chatki.
Ma za nic jęk Baranko-koźląt znad Wisły...
Wytłumacz mi, Boże, ich tęczowy świat
Gdzie złote swe skrzydła zły rozłożył już.
Biegniemy pod zorzę nie widząc, kto Brat,
My - z oczami w mydle - do chwastów i zboż.
Wytłumacz nam, Boże, nasz szarawy świat
Gdzie wiellkie swe skrzydła zły także rozłożył.
Biegniemy na łoże myśląc, że spod krat...
Bądź błogosławiony ktoś TEJ wiedzy dożył.
Od zgiełku do pudełka do zgiełku...
Chciałam do nicości, teraz mam ją w garściach,
Z dala od wrogości pełnej mikro-wsparcia.
Chciałam biec od zgiełku gubiąc czas i przestrzeń.
Dzisiaj, w tym pudełku, gubię też powietrze...
Chciałam biec do ludzi, pełna zrozumienia.
Teraz strach mój budzi waga sił cierpienia.
Chciałam wejść pomiędzy Drogi Mlecznej światy
Z dala od nut nędzy i goryczy straty.
Chciałam i dostałam. Jestem w mym pudełku.
Nic nie rozwiązałam, muszę biec DO zgiełku...
Czerwona wiruje chusta
Niepotrzebna odwieczna wojna damsko-męska...
Słane słowa słodkich syren
Służą słono serafinom.
Słońce snuje swoją senność,
Słało skargi swoim synom.
Serca syren się spłoszyły
Siejąc skały snu stopniowo.
Słały swoje serafiny
Strasząc Słońce srogą sową.
Same szóstki się stworzyły,
Solą siódmy smak skrzeczenia.
Swego Syna słano siłą
Spajającą sens stworzenia.
Skrzat stał słowem setki szóstek,
Słodkie siedem schował sobie.
Siedem syren się smuciło,
Snem składały skrzydła sowie.
Same się skrzywdziły, siejąc
Serpentyny snom stworzenia.
Szkłem swym skubią skrzydła skrzatów
Siejąc słodko stan spłoszenia.
Smutkiem sparzone syreny,
Skaleczone sowie siły,
Skończone sugestie skarbu
Sentymentem się spaliły.
Słuchające swego szumu
Skały słusznie się stopiły.
Skutków szukał sam serafin,
Srogo skrzywdził Słońca siły.
Symulując serca stałość
Skruszył snom serdeczne statki.
Siał stworzeniu spustoszenie,
Spadł sidłami swojej siatki...
Słysząc syk swojego słowa
Spadał szybko szumem szyny.
Spadła słynna starsza sowa,
Straciła swe serafiny.
Siedem syren skaleczonych
Siedzi szepcząc "serpentyna".
Stawu smak sam stał się słony,
Sowa skrzeczy słaba, sina.
Stu stokrotek sznur splatają
Smukłe sądy same sobie.
Sączą staw, skutki szlochają,
Skrzat sidłami słowa skrobie.
Tiredness
Tired of waiting and tired of writing,
fired with oceans and wet from the lightning.
Mad at myself and so mad at you all.
Books on my shelves but I've lost my control...
Mama ma mad like hell at your wrong distance,
righteous wrong-wishing resists my...resistance!
All that I wish you is just a good luck.
All that I'm saying is I'm mad as..... (a duck;-)
Gram w szachy.
Gram w szachy. Z kim? Nie wiem. Na pewno pod Niebiem
Bo tam Drzewa Życia nie kryją nad chlebem.
Gram długo, me oczy zmęczone już w łonie
Grały poprzez ducha ku zgubnej mamonie.
Spirala ta tonie...
Gdy rodzę się, gram jeszcze bardziej zawzięcie.
Jak wróg chce mnie bić to wymawiam zaklęcie,
A czas płynie szerzej i przestrzeń jest częściej,
Więc zmieniam taktykę, odwracam podejście.
Ach...zgubne to przejście.
Gram dalej, gram ślepo, bo prędkość jest rzeką,
A wróg bije dalej. Nie waham się wcale.
On mąci i trąci tak profesjonalnie.
Po czasie to wszystko jest całkiem normalne,
Choć nadal nachalne...
I biję...i biję, lecz kto wrogiem? Nie wiem.
Zdptałam więc żmiję stapiając się z drzewem.
Daleko już zaszłam w tej grze od kołyski.
To nie są dziś pionki do gry lecz...pociski!
Więc wpadam w panikę, bo nie chcę wymierzyć
Na ślepo strzelając w Coś, w Co trzeba wierzyć...
A wróg, tak spokojny jak nigdy, wciąż bije,
Kalecząc me usta i łono, i szyję.
To wojna, lecz wołam "ratunku" bez dźwięku.
Ma twarz, krwią płacząca, niewiele ma wdzięku.
Jestem Córką Lęku.
Mój Boże, mój Boże, gdzie Anioł? Gdzie Ty?
Sąsiedzi, "zło" śledzi, otwórzcie mi drzwi.
Zło - substytut krwi...
I tak, opętana, poddałam się w grze,
A mądry wróg planszy otoczył już mnie.
Chcę wyjść...ale gdzie?
Twarz w dół, biała flaga w mych kościach, w mej krwi,
Lecz wciąż, jak szalona, wciąż szukam tych Drzwi.
Więc, dobrzy Sąsiedzi, otwórzcie je mi...
Oni
Idą przez pole, zbierają nam zboża.
Plonów nie dają aż do podłoża
dnia kolejnego. (A my, zmęczeni, zapominamy...)
Idą przez domy, ekranów kolorem
Iście magicznie skradają z uporem
dusze naszych Dzieci. (A my, zapracowani, nie zauważamy...)
Idą przez księgi i wiedzą już wszystko.
Wiedzą, że męki są tu jak ognisko. Tak blisko...
(A my, zziębnięci, się ogrzewamy...)
Na święte drewno ...z dodatkowym el...
Śliczne gwiazdki Hollywood:
wielo-gramów ósmy cud!
Dzieci - pszczoły, wy to miód.
Na plakatach z bożków lud!
Piękne gwiazdki Hollywood
choć z trucizną, koją głód,
dla spragnionych - dawcy wód.
Ranne gwiazdy Hollywood.
Zadajecie sobie trud
by rozpylać zmysłu brud?
Z Hollywood nowennę nocną
pytam, Z KIM nas łączy mocno!
Lep nam dzieci...jeszcze rosną.
Hollywoodzki film Wam powie
co szykuje dla Was w grobie
w nieznanej świątyni dobie...
Światła hollywoodzkich gwiazd
błyszczą z elektrycznych miast.
Ot, rtęć wprost z domowych ciast...
Hollywoodzkie 'ja i ja'.
Panna Farmer z góry gra?
Ktoś z nich w szponach ją wciąż ma?
Gwiazdo mądra, spadająca,
tylko zło Cię ogniem strąca.
Twoja rola, tak gorąca
już psychiki nie zamąca.
Gwiazdki co masywną bramą
różdżką machną nad reklamą.
Wyścig kto ma być zła Damą.
Gwiazdy, niech wam ego świeci,
lecz zostawcie nasze Dzieci!
Nurt wasz czyste Piękno szpeci!
Wielo-gramy i ich Damy
wchłaniają myśli programy,
ludzkich dusz z tak gwiedznej bramy...
lecz, gwiazdoodporni, trwamy.
Cień
Mam na imię 'Alexandra', ale mówią na mnie 'Ola'.
Kiedyś "małej mi" mówiono, że "małej mi" zła jest Wola...
Ultra-pamięć zaś złączyła zło z odrazą, obrzydzeniem
i męczyłam się, chodziłam jakby swoim własnym cieniem.
Dla człowieczych a nie Boskich oczu sprawa była mała,
Więc część mi nie dowierzała, choćbym ciągle tak cierpiała.
Nie dostrzegli tej przemocy i odrazy wobec zła.
Uwierzyłam, że za własne piekło odpowiadam "ja"...
Tylko Boskie Oko wyrwie z mechanicznej pomarańczy,
ludzkie z zegarmistrzem, hipnotycznie, jak wskazówka tańczy.
Politycy, ci z ulicy i najbliżsi mają za nic
Boże Oko, co tak strzeże przeszło-teraźniejszych granic.
Gdy obojętnością na me łzy mnie wciąż przekarmialiście,
Ależ - drodzy ludzie - z mej wściekłości mnie "wyleczyliście"...
Persona non grata
Uwaga, powracam, persona non grata!
Dla swoich najbliższych i własnego brata,
bo jestem wciąż chodzącym poczuciem winy
oklejonej maską zaradnej dziewczyny.
Uwaga na święta, persona non grata!
Stąd pokaz błyszczący a w domu zapłata
niechęci do mnie...
Poczucie winy musicie czuć ogromnie:)
Uwaga "harmonio", persona non grata!
O, słodka ironio,
WIDOCZNA zapłata depresją.
Coś jest nie tak z tą posesją:)
Persona non grata, persona non grata
to poczucie winy, gdzie na kłamstwie chata
buduje się, uśmiech zsyłając za jęki.
Uwaga, BO JESZCZE KTOŚ DOSTRZEŻE męki!
Nie bójcie się, katy, bo to w społeczeństwie
gdzie o TYM nie mówi się jak o przekleństwie,
które mogłoby nagle zarazić innych...
W ofiarach najprościej jest szukać "tych winnych"!
Persona non grata niech sobie już jedzie.
Wszak może TAM płakać. Po co ma TU siedzieć?
Więc może nas czasami tylko odwiedzić,
a duch jej po śmierci już będzie nas śledzić.
Persona non grata jest tak unikana.
To bez niej zbordnia byłaby zakopana
bądź w ogóle, w ogóle niepamiętana...
Ach, idź, idź już sobie, persona non grata!
Gdy będziesz już w grobie, przyjdzie nam zapłata
więc ZAMILCZ i rozejrzyj się, o mój Boże!
Czy nie widzisz, że nikt ci tu nie pomoże???
Veiled Violence.
My house is so shiny
but poisoned with silence.
Veiled Violence.
My heart is so lively
but bleeding within, hence...
veiled violence...
My mind is O.K.
...when my REAL mind sails
...and THE Truth it UNveils.
Czegoś co JEST nie można zostawić.
Zostawiam Ciebie
Jeszcze
Jeszcze dzień i już rozwiążę
wszelkie trudy, sny upiorne.
Wszystko to, do czego dążę
zalśni blaskiem, tak pokorne.
Jeszcze rok i już dogonię
Boskie plany gry domino.
Srogo sobie też zabronię
złego ruchu, bo poginą...
Jeszcze chwila i się poddam patrząc, co dziś napisałam.
Chwila właśnie przeminęła
lecz się wcale nie poddałam.
Jeszcze rok...
Już zaśnij.
Lajla tow mój miły
ja dziś swoje siły
przelewam na palce
co są z myślą w walce
o tę małą bajkę
gdzie pędzel mozaikę
ubrudził złą chwilą,
lecz one się pylą.
Uciekaj motylem
Na tęczę nad Nilem
Tam po drugiej stronie
to rzeka w snach tonie.
Uciekaj w snu loki dopóki obłoki nie splączą ich mgłą, gdy Księżyc łka krwią.
Uciekaj uciekaj, realia to rzeka, porywa bez żalu na chwilowym balu.
A teraz, nim zaśniesz, odmówmy te baśnie o świecie bez końca
dla Czasu i Słońca.
Piekło.
Piekło wypuszcza mnie ze swoich rąk.
Płonąca dusza biegnie w rosę łąk...
Nie byłam kwiatem, choć palił się pąk.
Archaniołowie wylewają wodę
w walce o piękno dusz, o ich urodę.
Piekło na próbę mnie dzisiaj wypuszcza,
bo wie, że przy wyjściu oschła jest puszcza...
Wie, że kto z piekła ambicją wyrusza,
zazna od razu czym jest głód i susza.
Każdy kto pragnie, do walki się zmusza...
Piekło jest cwane i zna Nieba bramy.
Zna lęki ludzkie przed wszystkim nieznanym...
Skarbem ognistym, złotem zakopanym
przyciąga wzrok i wypala nam rany.
Nie dziw się, duchu, że byłeś wygnany!
Na światach dzieją się rzeczy dziwniejsze
niż ujmę słowem, esejem i wierszem.
Lecz nie my ostatnie i nie my pierwsze...
Kamienne oczy im twardsze tym szersze.
Piekło mnie nie chce? Oh,cóż za samotność...
Popiołu miłość to boska ulotność!
Żegnajcie demony, zostawiam wszystko.
Daj mi Bóg, nie pójdę na złe ognisko...
Cóż, nadal straszysz, szkarłatny demonie.
Już ci nie zrodzę ich lecz je poronię.
Będę wciąż krwawić i bawić się bólem...
Ah! Nie kochałam niczego tak czule
jak piekła jęku co z rozkoszą tulę.
Masz mi coś za złe, z purpury demonie?
Nie będę stała w żołnierzy twych gronie
wśród twoich poddanych, choć wiem, zadasz ranę.
Idę na zawsze, bo wiem, kto mym Panem!
Kochanek nie chce już mnie? Niespodzianka.
Słuchajcie, budzę się, a tego ranka...
nie ma go! Smutna, rzucona kochanka.
Lamenty: kto mnie zrozumie, przytuli...
Kto wielkim ciosem te mniejsze znieczuli?
Komu ja teraz mam spojrzeć w zła oczy
aby pamiętać już jak to się toczy?
I kto pokaże mi tymi oczami,
ŻE NIE MA ZGODY POMIĘDZY ŚWIATAMI???
ŻE CZŁOWIEK MOŻE ZAMIENIĆ SIĘ W ZWIERZĘ,
LECZ ONO W CZŁOWIEKA NIE... CZY UWIERZĘ?
Ludzkość wszystko szybko tak zapomina
w oczach z rozkoszą pustki prosto z kina.
Dusza ma zło zna lecz je wciąż przeklina.
OD DZISIAJ ROZUMIEM! GRUNT TO TA LINA...
Lecz któż mi teraz w alarmie przypomni,
że ci nieżywi są tacy ogromni,
a my - tak żywi - a tak nieprzytomni?
DOMY Z CIAŁ SĄ PUSTE, A MY...BEZDOMNI.
Panie, JA BŁAGAM, już nie puść mej dłoni.
Zło mnie podstępem swym sprytnym dogoni...
Pamięć stracona - najsilniejszą z broni.
Boże, TO zło...ono się nie pokłoni...!
Bo nie ma woli, NIE MOŻE, NIE CZUJE,
lecz TAK ZAWZIĘCIE cmentarze BUDUJE!
Dziecko na nich bawi się, podskakuje,
dorosły w EKRANACH na Prawdę pluje.
On.
On jest. I to mi wystarcza.
Lecz nadal bzyczy ta szarańcza, nadal pachnie pomarańcza.
On śpi. I to mnie raduje. Gdy spojrzę na Niego,
Me serce raduje niewinność śpiącego oddechu.
On drwi. I to mnie martwi,
bo boję się, by nie dołączył do złej partii
Duchów...
On kłamie i to mnie wciąż boli
Bo choć świadomam jest ojców kontroli
Nie zechcę mieć dzieci przez mgliste kłamanie. Odepchnij od nas ojca kłamstwa,
O Panie!
On patrzy. I to mnie inspiruje.
Gdy oczy otwiera to analizuje tak prosto...i tak Bosko trafnie.
Nagle jak kwiat Prawdy pachnie...
On krzyczał, więc coś mnie zabiło.
Gdy wymyślone dziecko się wiło w mym łonie, poczułam na czyim jest tronie...
On kocha i to mnie uśmierza, gdy on się nie waha - choć spora jest wieża - by odejść...
On słucha. Nie mnie lecz swych myśli. A gdy kiedykolwiek coś złego się przyśni, zapomina....
On lewituje gdy patrzy na ludzi. Choć grymas na twarzy mój strach wielki budzi, ma rację...
ON MNIE POCIESZA.
LECZ W CHWILACH WOLNYCH, NIE WIEM GDZIE ZAWIESZA
PASMO WYRWANYCH MI
WŁOSÓW...
Szukajcie Prawdy, a Prawda Was...
Ludzie nienawidzą wiedzy
A gdy tylko ich koledzy
Coś próbują im powiedzieć
Wytkną im to w wielkiej biedzie.
Ludzie nienawidzą myśli
Choć umysłem wielce ściśli
W swoich szkołach, na uczelniach,
Szczytna wiedza jest zbyt szczelna.
Ludzie nienawidzą róży
Wolą gdy im ktoś powróży
Tylko komu to posłuży...?
Dziwny koniec tej podróży.
Ludzie wolą wodne lilie
W myślach z nimi na Homilię
idą, czując dziwną wrogość
Nie do lilii, lecz do kogoś...
Ludzie! Prawda Was wyzwoli
Lecz to stanie się powoli
Bo choć Bóg umysłem darzy
Prawda w twarz jak ogień parzy.
I żyjemy w tej błogości,
Zamiast liczyć swoje kości,
Własne grzechy w ich mnogości,
Nieświadomi pół-nagości...
Dziecko
Dziecko to chłonna gąbka w spodenkach,
co na dwie strony ciągle klęka.
Dziecko to miska waszych myśli
I dorośli - tak kapryśni.
Może dzisiaj Stróż się przyśni...?
Dziecko - cali my w oprawce.
Choć już nie na szkolnej ławce,
Wciąż płaczemy przy zabawce.
Dziecko - mego ja marzenie,
Łez od łona z wierszy cienie.
Bożej woli wszak nie zmienię.
Dziecko - ktoś kim już zostanę.
Przez zadaną dawno ranę
Przed dziecięcą śmiercią stanę.
Dziecko - słowo, które boli, bo pomimo swej niedoli, Ewa, sama, jest bez soli...
WAZON
Jesteśmy rozbitym wazonem w kartonie
więc KARTON jest wszystkim co mamy.
Żar płonie, deszcz leje, nasz karton się chwieje
lecz trwa wciąż więc i my wciąż trwamy.
...niedopasowany bukiet.
Zagubiona, krwi niegodna, jak zatruta lilia wodna pływam
...i na chwilę się obmywam...
gdyż na lądzie, by być Różą, muszę przełknąć lęk przed burzą.
Klątwy już się nie powtórzą!
Ludzki Most
W tych czasach gdy Wiara i Rozum to cud,
w tej erze gdy głodny swój własny czci głód
są ci niezachwiani jak posąg, tak pięknie.
To ludzie ze zła... Filar wszak nie uklęknie.
Najwięcej jest letnich - ni ciepłych, ni zimnch.
Ci - tak wielodzietni - w balansie przy innych
mają klucz dróg zwinnych...
Są tacy, co pod skrzydła ciemnych aniołów
podchodzą, by resztki jeść spod złotych stołów...
Bez walki!
Są też władcy złota, co resztki pokruszą
dla swych marionetek...jeżeli te wzruszą
ich zmysły.
Są też nieświadomi, do letnich podobni,
lecz miecz ich poskromi za "tak - nie" dla zbrodni
na Świętych...
I jest wreszcie Ojciec
Nasz most ludzko-boski
co w Duszy Swej Centrum
przyjmuje część troski.
A gdy Mu mówimy czego nam potrzeba
On wszystko unosi w kryształ pyłku z Nieba...
Szkatułka odtworzona...
(los - chochlik...większe wyzwanie dla Woli?...)
Szkatułka - smutny bilet od Złego - tak dla żartu.
Mgła i błyskawica - cyrograf bez kontr-aktu.
Kamienna brnie jak piła w oskrzeli wód głębokość.
Ten wiersz to tylko mogiła
bo nie ma już iść dokąd...
Szkatułka to kocica co łka razem ze zmarłym.
Brnie w spokojną nicość, dźwięk jej to latarnia...
Szkatułka bosa wróży, ta doba jest bez końca
A pod płotami w róży by nikt nie dotknął kolca...
Szkatułka niepotrzebna, wciąż pąk choć już przekwitła...
Bawiona tak jak zebry, tych dwóch kolorów bitwa.
Nie przełknie kłamstwa zniczy nad murem zakłamanym.
Splotu tego nie zniszczy, choć gra wciąż niezłamaną.
Wyraża mnie ta kpina przez którą jestem zmarła.
Szkatułka jest w motylach...przez dobro czy szkaradność?
Na bezpieczne dorastanie ja przed kłamstwem nie uklęknę.
Przez spokoju niezastanie splata się wokół mnie pętla.
Na konieczne spowiadanie ja dziś kłamstwa się nie zlęknę.
Przez pokoju niedoznanie wieczna, wieczna jest ta męka.
Tak. PEŁNA inspiracja TĄ Jaskółką..:)
Obrazek: "skradziona" poza pana Tankiana z klipu do Chop Suey przy słowach 'I cry when angels (angLEs - kąty, punkty widzenia) deserve to die' więc odnieśmy to do tematu zbędnego krzywdzenia zwierząt i raz jeszcze: "płaczę, kiedy to [pewne] punkty widzenia zasługują na śmierć". Czyż nie jest to adekwatne do tematu przy wtrącaniu 'chop suey' z krnąbrną minką?;-) PS to NIE chop suey a jakieś krakersy ryżowe, a pałeczki TYLKO po to by ponaśladować na chwilkę ku wyższym metaforycznym celom pana Tankiana...:)
Spowiedź za nas wszystkich - podtrutą formę ludzkości (SMACZNEGO!)
Spowiadam się Dobru Wszechobecnemu,
że siedem lat temu jadłam Mniejszych Braci.
Spowiadam się Tobie i sobie i jemu,
że jadłam ich, piłam z nich w każdej postaci.
Spowiadam się Dobru Wszechmogącemu,
krzywdzę czasem ludzi, choć ciągle niechcący,
Spowiadam się Dobru, spowiadam się Temu,
co krzywdy nie znosi i jest Wszechmogący.
Spowiadam się Dobru Wszechwiedzącemu,
że za swoje czyny dziś bardzo żałuję
i za zaniedbania, iż - by zgrać się z tłumem -
wargi gryzłam, udając, że nic nie czuję.
Spowiadam się, nie daję dosyć ochrony
i jestem pasywna, nie krzyczę, nie jęczę,
choć w tej już sekundzie stos "Braci" straconych
gdy ja jestem bierna i biernie tu klęczę.
Spowiadam się, że ciągle brak mi godności,
by w tłumie krzyknąć, gdy Im tłum nie współczuje.
Spowiadam się, że zamiast mówić o złości
powinnam coś zrobić z tym, a czas marnuję.
Spowiadam się, że wciąż uciekam od prawdy
gdy prawda uczuciem mnie paraliżuje
lecz Boże, Ty jeden wiesz jak brak mi siły
gdy cięci są. Ja razem z nimi to czuję.
Wiedziałeś co mówisz, że tu rządzi zło.
Wiedziałeś i czułeś, że nasz świat zwariował.
Przepraszam, że nieraz uciekam od bólu,
choć TYŚ mnie współCZUCIEM hojnie obdarował...
Spowiadam się, że ciągle szukam wymówki,
iż w porządku jest...właśnie bilion stracony...
i że Cię popędzam, o Dobro Wszechmocne,
byś cofnęło czas, by świat był przYwrócony.
Spowiadam się szczerze, że ciągle się gubię,
gdy chcę zdrowia Męża i chcę zdrowia Żony
i że zamiast ratować Braci się chlubię,
iż nie wpadłam w wir tej tonącej mamony.
Już nic nie pamiętam, lecz jest pewnie wiele
mych przewinień ukrytych w podświadomości.
A gdy "Bracia" cierpią, bezbożnie w niedzielę
nie czuję współczucia, lecz własne radości.
Spowiadam się także, że wiem co jest złe,
a gram w Złego "nie wiem" bo taka jest "norma"
i że cieszę się, gdy ktoś przekona mnie,
iż Twe poczucie winy to Złego jest forma.
Spowiadam się za tych, co chcą mnie przekonać
byśmy czcili siebie. Już wolę współ-konać.
I za tych co mówią, że to ŻADNA WINA
by siekać współ-braci. Czy to jakaś kpina?
Nie wiedzą co robią i ja nie wiem też.
Więc proszę, pokieruj mną Dobro, jak chcesz.
O Sprawiedliwości, nie daj im mi wmówić,
że współczucie Komuś może nas pogubić!
Spowiadam się, że dobrze wiem czym jest ból,
choćby cały świat wpajał, że jest inaczej
i że w zła hierarchii jest robak i król,
a w Twojej jest Miłość, choć człowiek wypaczył.
Przepraszam, że uciekam od Tego Bólu,
co błogosławieństwem jest bym czuła Innych
i że jak zła pszczoła się wiję w złym ulu
gdzie mówią, że ból doświadcza tylko winnych.
Spowiadam się, że mogłoby być inaczej
gdybym spowiadała się Tobie codziennie.
Ach wybacz mi, Dobro, a jeśli wybaczysz
daj siły by nie puścić tego daremnie...
Najbardziej spowiadam się z mego milczenia
gdzie trzeba mówić - z mowy, gdzie zaniemówić
i jeśli uznasz mnie godną przebaczenia
przesortuję wszystko by prawdy nie gubić.
Przeze mnie.
Przeze mnie.
Przeze mnie.
Szczerze Przepraszam, postanawiam poprawę, tyko proszę pomóż mi znaleźć siłę i nie szukać wymówek i usprawiedliwień, o Dobro Wszechmogące.
Niech tak się stanie**************************************************************************:'-(